4 czerwca – święto wolności i rozumności

W Apelu przed dniem 4 czerwca 2013 Prezydent RP zachęca współobywateli do wspólnego świętowania. „Sprawmy, aby ten dzień był czasem naszej wspólnej radości z odniesionych sukcesów. Bądźmy dumni z tego, jak dobrze udało nam się zagospodarować wolność, jak wiele osiągnęliśmy w budowaniu obywatelskiego, demokratycznego państwa i społeczeństwa”

W drugiej części swej wypowiedzi Pan Prezydent zwraca się do nauczycieli i wychowawców  „o przeprowadzenie w szkołach lekcji wolności. Wspólnie z uczniami warto porozmawiać na temat historycznej daty 4 czerwca i wolności: obywatelskiej, ekonomicznej, wolności słowa i tworzenia, wolności w internecie i innych jej aspektach. Niech wolność będzie dla nas impulsem do działania, niech stanie się inspiracją dla artystów, twórców, naukowców.”

Czuję się adresatem tego wezwania jako nauczyciel. Do tego stopnia, że zamiast jednej okolicznościowej lekcji zamierzam prowadzić coś w rodzaju kursu realizującego prezydencką ideę w sposób ciągły na łamach obecnego blogu w kategoriach „Filozofia polityczna” i „Światopogląd liberalny”. Jest to miejsce nie mniej do tego stosowne  aniżeli sala wykładowa.

Czuję się adresatem tym bardziej zobowiązanym, że w fazie wyborów prezydenckich znalazłem się (w kategorii „naukowiec”) w Komitecie Honorowym na rzecz poparcia kandydatury Bronisława Komorowskiego. Nie dysponowały mnie do tego jakieś zasługi, ale skoro jestem w tym gronie, co skutkuje zaszczytem bycia zapraszanym na spotkania z Prezydentem, to „noblesse oblige”. Niech moim wkładem będą te poczynania edukacyjne, o których mowa wyżej, oraz obywatelska refleksja, w miarę mego rozeznania krytyczna, nad myślami i wypowiedziami Pana Prezydenta.

Szczególnie dobrą okazję do takiej refleksji stanowią wypowiedzi Pana Prezydenta na dzień Święta Wolności – święta upamiętniającego zwycięskie dla demokracji wybory 4 czerwca 1989. Bardzo jest silny w tych wypowiedziach akcent na odzyskaną wolność, co budzi oczywisty aplauz. Brak jest natomiast wzmianki, że był to dzień inicjujący też proces powracania do politycznej i ekonomicznej rozumności. A przecież dopiero wolność i rozumność razem wzięte stanowią skrzydła demokracji.

Przebłyskiem rozumu  w głowach rządców PRL było rodzące  się zwątpienie w doktrynę ekonomiczną socjalizmu. Brak respektu dla tej doktryny ujawnił się drastycznie w stanie wojennym po 13 grudnia, gdy wojsko zastąpiło partię w rządzeniu państwem, internując Edwarda Gierka i innych  prominentów, zakazując czasowo partyjnych  zebrań i publikacji.  Był  to koniec obowiązującego od początków komunizmu  mitu partii  jako jedynej i nieomylnej przewodniczki mas i jedynej siły zdolnej  je mobilizować do budowy lepszego jutra.  Zdaniem generałów już tylko fizyczna przemoc  armii  była zdolna utrzymać system, co oznaczało totalne zwątpienie w racje i moc przywódczą  doktryny komunizmu.

Drugim w latach 80-tych ciosem w doktrynę komunizmu było totalne bankructwo gospodarki stworzonej pod dyktando tej doktryny chełpiącej się od czasów Marksa wyższością nad kapitalizmem, który miał się zapaść pod ciężarem swych błędów. Tymczasem, po paru dekadach trudno było nie widzieć, że zapada się komunizm,  podczas gdy kapitalizm nie tylko  że rozkwita, ale stać go na sowite kredyty, podtrzymujące w socjalizmie resztki życia. Gospodarka komunistyczna w Polsce załamała się ostatecznie pod ciężarem niewypłacalności kolosalnych długów.  Sowiecka zaś pod ciężarem narzuconego przez Stany Zjednoczone  wyścigu zbrojeń oraz ich zręcznej dyplomacji gospodarczej prowadzącej do obniżki cen ropy, co katastrofalnie uderzyło we wpływy z eksportu.

Te doświadczenia tak wiele dały do myślenia co światlejszym ludziom reżimu, że stali się skłonni uznać racje przeciwników komunizmu. Był to swoisty triumf rozsądku po stronie rządowej, co w połączeniu z rozumnością, w rzeczy samej niezwykłą, ówczesnych przywódców „Solidarności” stało się źródłem przełomu czwartego czerwca.

Taka interpretacja procesów,  które doprowadziły do załamania się PRL-owskiego socjalizmu 4 czerwca 1989 różni się zdecydowanie od interpretacji przypisującej stronie partyjno rządowej tylko chęć oszukania partnera.  Byłaby to diagnoza nie biorąca pod uwagę tego, że rozbieżność interesów nie była totalna. Każda strona miała  wolę  wydźwignięcia kraju z katastrofy gospodarczej, każda też rozumiała, że nie da się tego zrobić bez  jakichś kroków ku demokracji.

Argument, że po stronie rządowej wola reformatorska była egoistyczna, ukierunkowana na ratowanie własnej pozycji, nie zmienia faktu, że była ona reformatorska, w skutkach więc podobna jak prospołeczne nastawienie przywódców „Solidarności”.  Brak szlachetnych intencji nie musi implikować braku rozsądku, a gdy jest doza rozsądku po obu stronach, to jest szansa na uzgodnienie interesów. Tak się też stało przy Okrągłym Stole, a „spryt Historii” (die List der Geschichte,  jak mówił Hegel)  doprowadził od tego stołu do pamiętnego 4 czerwca, który przestawił zwrotnicę dziejów.

Print Friendly
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia polityczna na gorąco, Światopogląd liberalny. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *