O przydatności filozofii

Nawiązując do tytułu blogu, czyli „Polemiki i rozmówki w Cafe Aleph”, trzeba powiedzieć, że niniejszy wpis stanowi zachętę do rozmówki. Swobodnej, niekoniecznie wielce naukowej, rozmówki z uczestnikami MiNI-spotkań. Jej temat to przydatność filozofii dla nauk szczegółowych. Czy jest przydatna, czy nie jest, a jeśli jest, to w jakim sensie?

 Osoby zainteresowane szerszym omówieniem tego tematu powinny sięgnąć do tekstu „Filozofia i jej historia wobec nauk szczegółowych”, który znajduje się na stronie MiNI-spotkań, w dziale II (by dotrzeć do tej strony i tegoż działu, wystarczy kliknąć na poziomej belce blogu przycisk „Filozofia informatyki”).

Tymczasem zaś, w formie zachęty do swobodnej wymiany argumentów, podsuwam do namysłu następujący fragment wspomnianego tekstu.

1. Zarówno pośród filozofów, jak i zwykłych ludzi, termin „filozofia” budzi najprzeróżniejsze odczucia, niekoniecznie pozytywne. Będące wyrazem tych odczuć poglądy są niezwykle zróżnicowane, a granice ich wyznaczają dwa stanowiska skrajne.

1a.  Zgodnie z poglądem skrajnie negatywnym filozofia stanowi nic-nie-znaczący, a więc zbędny, dodatek do działalności konkretnej. Oto typowa próbka takiego nastawienia: „o ile inżynier zajmuje się czymś konkretnym i pożytecznym, np. projektuje dom i określa ściśle wytrzymałość jego elementów, to filozof bezużytecznie dywaguje nad zasadnością procedur inżynierskich oraz dziwacznymi pytaniami typu „Czy dom w ogóle istnieje?” albo „Czy posiadanie domu jest warunkiem koniecznym szczęścia?”. Za filozoficznego patrona tego rodzaju poglądów uznaje się Ludwika Wittgensteina – twierdzącego wprost, że filozofia to nic innego jak wyraz opętania umysłu przez złudzenia lingwistyczne (czyli używanie słów niezgodnie z ich konkretnym przeznaczeniem).

1b. Zgodnie z poglądem skrajnie pozytywnym filozofia stanowi wyraz mądrości, której źródła tkwią w głębokim namyśle nad światem, człowiekiem i sytuacją człowieka w świecie; ale także w znajomości wielkich systemów filozoficznych, które powstawały od starożytności po współczesność. Pogląd ów żywi wielu zwykłych ludzi poszukujących w filozofii cząstkowych choćby odpowiedzi na odwieczne pytania o sens życia, naturę człowieka, istotę szczęścia itp. Za filozoficznych mędrców uznaje się tzw. wielkich filozofów, których dzieła weszły na trwałe do ludzkiej kultury (Platona, Kartezjusza, Kanta itd.).

1c. Między dwoma stanowiskami skrajnymi istnieje, rzecz jasna, cała paleta poglądów pośrednich, chociażby taki, że filozofia – będąc wprawdzie dodatkiem do działalności konkretnej – coś ożywczego i porządkującego do niej wnosi.

 (…)

Na dobry początek niech wystarczy tyle.

Zapraszam gorąco do wymiany myśli: za lub przeciw, z poszanowaniem filozofii lub nie. Nie krępujmy się wyrazić swojego poglądu – nawet jeśli mielibyśmy (podobnie jak Wittgenstein, który był przecież zawodowym filozofem) łajać filozofię za jej nieprzydatność i szkodliwość. Ale z drugiej strony, nie bójmy się cenić filozofii i filozofów…

Jakie zatem jest Państwa zdanie ?

Print Friendly, PDF & Email
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia informatyki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „O przydatności filozofii

  1. Chętnie bym zobaczył cytat z Wittgensteina wyrażający tak negatywny pogląd na filozofię, bo przypuszczam, że mamy tu jakieś nieporozumienie. Wittgenstein, jak i Koło Wiedeńskie, oceniał tak surowo pewne kierunki filozofii, np. idealistyczną filozofię niemiecką, ale bardzo (aż przesadnie, jak sądzę) cenił ten typ filozofii, który sam uprawiał, mianowicie klarowanie pojęć wszelkich nauk przez analizę języka. Poświadcza to tytuł jego dzieła „Tractatus Logico-Philosophicus.

    Co się tyczy mojego poglądu na wartość filozofii, to sądzę, że jest ona organem wbudowanym w umysł każdego człowieka i uniknąć się jej nie da. Można na jej temat nie rozprawiać, ale wciąż się ją zakłada w poglądach naukowych i potocznych, w wielkich i małych decyzjach. Inżynier nie musi się wypowiadać na temat tego, czy istnieją liczby rzeczywiste, czy tylko naturalne, czy żadne. Stosując jednak w swych projektach rachunek różniczkowy zachowuje się tak, jak gdyby uznawał istnienie liczb rzeczywistych (co nie jest poglądem filozoficznie banalnym). Skoro mamy taki organ filozoficzny w umyśle, to trzeba dodać, że jak organy ciała różnie on u różnych funkcjonuje, będąc zdrowy lub chory, bardziej lub mniej sprawny. A dyplomy studiów filozoficznych zdobywa się po to, żeby stać się ekspertem od funkcjonowania tego organu. To, że istnieją pożal-się-Boże eksperci nie dyskwalifikuje potrzeby tego fachu; inna sprawa, że kiepskich filozofów trudniej odróżnić od dobrych, niż ma się rzecz w przypadku lekarzy, bo materia ich kompetencji jest niepomiernie bardziej skomplikowana.

  2. Paweł Stacewicz pisze:

    Dziękuję za komentarz, który mam nadzieję, uruchomi inne „wbudowane w umysł, filozoficzne organy” uczestników MiNI-spotkań.

    Co do mojego powołania się na Ludwika Wittgensteina (jako patrona anty-filozofów) , to jest tu faktycznie pewna nieścisłość. Taka mianowicie, że chodzi o tzw. drugie wcielenie tegoż filozofa, kiedy to Wittgenstein (po latach milczenia) zaczął bezpardonowo negować wszystkie niemal dokonania z pierwszego okresu swoich przemyśleń (tego okresu, którego owocem był Traktat Logiczno-filozoficzny).

    W swoim drugim wcieleniu Wittgenstein stał się anty-filozofem, dramatycznie walczącym u uleczenie się ze zgubnego nałogu filozofowania.

    Oto dwa szczególnie sugestywne cytaty:
    „Siedzę w ogrodzie z filozofem, który raz za razem powtarza „Wiem, ze to jest drzewo”, wskazując na drzewo rosnące nieopodal. Ktoś trzeci podchodzi i słyszy to, a ja doń mówię: „Ten człowiek nie jest obłąkany, my po prostu filozofujemy”.
    I drugi cytat: „Problemy filozoficzne powstają (…), gdy język świętuje”
    Przytaczam za ksiązką „Wittgenstein. Zycie i dzieło” (autor: Wojciech Sady, s. 146)

  3. Paweł Bielicki pisze:

    Moja pierwsza myśl związana z filozofią jest negatywna. Być może kieruję się jakimś stereotypem utrzymywanym w kręgach umysłów ścisłych, ale to tylko dlatego, że filozofia kojarzy mi się z humanizmem, do którego mam lekko negatywne spojrzenie. Bo kto jak właśnie nie filozof wnosi do świata „nic pożytecznego”? Ciągłe rozważania, zamysły o istocie rzeczy, tworzenie bytów, to jednak nie to samo co stworzenie domu, czy samochodu. Jaki sens więc ma takie zastanawianie się nad „wszystkim i niczym”, przecież nie najemy się tym, nie zawiezie nas to do pracy, nie obejrzymy z „nowym bytem” meczu. Jednym krótkim zdaniem, po co nam to?

    Oczywiście za chwilę zostanę zrugany za swój pogląd, że wszystko musi być pożyteczne, bo inaczej jest to niepotrzebne, ale jednak będę bronił mojego poglądu, że filozofia w dużej mierze to „byt”, który przydaje się w większości przypadków do tworzenia kolejnych bytów.

    Jednak, po przeczytaniu tekstu „Filozofia i jej historia wobec nauk szczegółowych”, muszę zwrócić trochę honoru filozofom, gdyż początkowo bez zastanawiania się nad budową świata nie byłoby innych nauk, jak chociażby pięknej królowej matematyki. Aczkolwiek dziś, po tylu wiekach rozważań, gdzie nauki szczegółowe przerosły filozofię wydaje się, że mogą same ciągnąć myśl poznawczą człowieka, to moim zdaniem bez filozofii daleko by nie zaszły. Jest jeszcze potrzebne by człowiek zastanawiał się nad sensem, tego co robi, czy nad sensem życia.

  4. Bartosz Ciechanowski pisze:

    Pawle, niestety się z Tobą nie zgodzę. Piszesz, że „filozofia w dużej mierze to „byt”, który przydaje się w większości przypadków do tworzenia kolejnych bytów”. Niestety współcześnie wszystkie „poważne” nauki również mają z tym problem, a szczególne triumfy świeci tu właśnie Twoja muza – matematyka. Większość akademickich dywagacji na jej temat nie porusza problemów praktycznych, a tworzy jedynie kolejne abstrakcyjne dziedziny, które przy dużej dozie szczęścia, być może przyniosą kiedyś pożytek. Posunąłbym się do stwierdzenia, że znaczna cześć naukowego dorobku ludzkości jest właśnie taką sztuką dla sztuki.

    Nasuwa się pytanie – czy to źle?

    Dla przeważającej części społeczeństwa nauka matematyki powinna ograniczyć się do arytmetyki, bo „to się przyda na zakupach”, bo „po co nam to?”. Z czysto praktycznego punktu widzenia mają rację. Większość z nas już nigdy nie będzie musiała obliczyć żadnej całki, a mimo to musieliśmy dokonać wysiłku umysłowego by nauczyć się tych paru prostych zasad. Idąc Twoim tropem sami tworzyliśmy byty, które nas do pracy nie zawiozą.

    Niesprawiedliwe jest również sprowadzanie filozofii do czysto historycznej roli. Nie zapominajmy, że rozmyślanie na temat „Czym jest wolność?” obaliło segregację rasową i dało kobietom prawo głosu. I choć te problemy zostały rozwiązane, to ciągle pojawiają się nowe, a spłycanie ludzkiej egzystencji do poziomu czysto praktycznego miałoby negatywne skutki.

    Jestem zwolennikiem poglądu umiarkowanie pozytywnego.

  5. Podam tylko dwa przykłady związku filozofii z techniką; gdyby chcieć
    wyczerpać temat, powstałaby wielka księga.

    (1) Wymyślenie takiego bytu jak komputer zaczęło się od abstrakcyjnego
    modelu komputera zwanego maszyną Turinga. Turing stworzył ten model po to, żeby odpowiedzieć na pytanie o różnice między rozwiązującym problemy matematyczne umysłem a rozwiązującą problemy maszyną, a jest to jedno z tradycyjnych pytań filozofii. Do czasu Turinga duża część filozofów uważała, że nie ma tu różnicy (np. La Mettrie, w wieku 18, autor klasycznej rozprawy pt. „Człowiek Maszyna”). Na szczęście, nie było tu zgody, inni byli innego zdania. Taka typowo filozoficzna niezgoda okazuje się często twórcza, zmuszając do szukania bardziej ścisłych metod rozstrzygnięcia sporu.

    Dla tego zagadnienia stworzył metodę Turing, ale nie mógłby do tego dojść,
    gdyby nie poprzedził go inny genialny matematyk – Georg Cantor. Rozważania filozoficzne w łączności z pewną tematyką matematyczną, doprowadziły go do teorii teorii zbiorów nieskończonych, pozwalającej m.in. odróżnić kontinuum od zbiorów przeliczalnych. A to okazało się fundamentem konstrukcji Turinga.

    (2) Jeszcze jeden przykład. Nikomu niepotrzebne, nie mające związku z
    praktycznym życiem, spekulacje na temat, czy może istnieć więcej niż jedna
    równoległa do danej prostej, doprowadziły do geometrii nieeuklidesowych. Te umożliwiły badanie przestrzeni o większej niż trzy liczbie wymiarów, bez czego by nie było ogólnej teorii względności, a bez niej by nie było reaktorów atomowych.

    * * *

    Dodam dla podsumowania, że wielka cywilizacja chińska z jej imponującą
    inżynierią praktyczną i rozkwitem gospodarczym (3-4 wieki temu), zastygła w rozwoju. Popadła w poniżającą zależność od Europy, bo zabrakło jej tego rozmachu myśli zrazu nie-praktycznej, spekulatywnej, jaka była unikalną cechą Europy i dała jej na parę wieków przewagę techniczną, gospodarczą i militarną nad resztą świata.

    Ten rodzaj zrozumień, którego staram się tu dać próbkę, wymaga studiowania dziejów myśli filozoficznej w powiązaniu z historią nauki, a także polityki i gospodarki. Np. taka nauka humanistyczna, jak historia gospodarki, mogłaby świat uchronić przed obecnym kryzysem, gdyby humaniści lepiej się przykładali do badania historii kryzysów. Z takich właśnie syntez bierze się zrozumienie dla treści i roli humanistyki, a filozofii w szczególności.

  6. Paweł Stacewicz pisze:

    Przychylając się do pro-filozoficznego, a jednocześnie bardzo konkretnego, głosu Witolda Marciszewskiego, chciałbym dorzucić dwie uwagi.

    (1) Po pierwsze, nie ganiłbym naukowców za przesadną (zdaniem p. Bartosza) rozrzutność w generowaniu abstrakcyjnych pojęć i teorii (nawet za tzw. sztukę dla sztuki). Wszak podobna rozrzutność cechuje przyrodę, której my jesteśmy elementami. Pomyślmy choćby o tym, ile plemników musi powstać i zginąć, by zawiązał się zarodek. Tak to działa. Nadmiar rywalizujących ze sobą osobników jest siłą napędową ewolucji. Nie powinno dziwić zatem, ze i twory ludzkiego umysłu – teoretyczne jakby osobniki – muszą być wystarczająco liczne, by nieliczne z nich zyskały jakieś pozyteczne i realne zastosowania.

    (2) Po drugie – nawiązując do myśli p. Pawła, ze „nauki szczegółowe bez filozofii daleko by nie zaszły” – zwróciłbym uwagę na fakt, ze filozofia moze się przydać tam, gdzie nauka (szczegółowa) napotyka trudność. Byłaby tym dla nauki, czym jest świadomość dla rutynowych działań człowieka. Gdy rutynowe i bezrefleksyjne sposoby rozwiązywania problemów (nawet tych codziennych) zawodzą, świadomość włącza się i zaczyna generować – zrazu chaotyczne, ale potem coraz bardziej uporządkowane – próby rozwiązań. Bez świadomości człowiek byłby automatem. Bez filozofii – mieszczącej w sobie znajomość istoty pewnych pojęć naukowych i ich pochodzenia – uprawianie nauki mogłoby być (piszę w trybie warunkowym, bo tego nie przesądzam) działalnością zautomatyzowaną.

  7. Paweł Bielicki pisze:

    Trafne spostrzeżenie i moim zdaniem warte rozszerzenia, jest nadmienione przez p. Pawła znaczenie filozofii w naukach szczegółowych. Zgodzę się z moim przedmówcą, że filozofia daje swojego rodzaju świadomość. Zaskakujące jest jaki może mieć wpływ na rozwój nawet dzisiejszej nauki. Faktycznie jest ona przydatna, gdy osiągniemy punkt krytyczny i dzięki niej możemy rozszerzyć nasze pole widzenia poprzez właśnie dywagacje na tematy bardziej abstrakcyjne, takie jak wymienione wyżej, czy choćby znane problemy sztucznej inteligencji, czy teorii względności. Tak więc pokusiłbym się o stwierdzenie, że filozofia stała się „potrzebnym bytem”. Aczkolwiek może wydawać się, że przeczy to z moim stwierdzeniem o produkowaniu „niepotrzebnych bytów”, ale jak p. Paweł zauważył w przyrodzie często powstaje o wiele za dużo niż potrzeba, a moja wypowiedź była ukierunkowana na tą „niepotrzebną” część, nie zważając na resztę.

    Zastanawiam się jeszcze nad stwierdzeniem „Bez filozofii … uprawianie nauki mogłoby być (…) działalnością zautomatyzowaną.”. A czy teraz nie jest? Czy nasze działania w kierunku odkrycia nowych technologii czasem nie są „oczywiste”? Powstały komputery, można było coraz to więcej pracy wykonywać na nich, ale brakowało współpracy, wtedy powstały sieci, nie było to oczywiste? Albo prace wielkich uczonych takich jak Leibniz, czy Newton, niezależnie od siebie stworzyli oni rachunek całkowy, czy nie był on warunkiem koniecznym dalszego rozwoju? Myślę, że odpowiedź na to i wcześniejsze pytania jest przecząca, ponieważ to właśnie zastanawianie się nad problemem, chęć rozgryzienia go i zbadanie z różnych stron popchnęły do kolejnych etapów rozwoju.

    Podsumowując, dzięki filozofii widzimy szerzej niż nam pozwalają na to nasze oczy. I wydawać by się mogło, że jest zbytecznym dla świata takie postrzeganie rzeczy (przy najmniej dla mnie z początku), jednak jest warunkiem, bez którego trudno kroczyć na przód.

    Na koniec odniosę się do wypowiedzi p. Witolda. Muszę przyznać, że temat studiowania myśli humanistycznej i jej syntezy mocno mnie zaciekawił, szczególnie podany przez Pana przykład historii gospodarki. Myślę, że jest to interesująca historia warta głębszego poznania i zrozumienia.

  8. Paweł Stacewicz pisze:

    Przeczytawszy dotychczasowe wpisy, pro-filozoficzne raczej, postanowiłem wystąpić jako advocatus diaboli i wzmocnić nieco drugą stronę, która – być może – waha się, czy ujawnić swój pogląd.
    Pogląd, że filozofia jednak szkodzi…

    A szkodzić może na co najmniej dwa sposoby.

    1) Po pierwsze, filozof ma tendencję do zadawania i „wałkowania” pytań podstawowych – zdaniem niektórych, zbyt podstawowych. To zaś może odciągać uwagę od istotnych spraw danej nauki, a tym samym spowalniać jej postęp. Dla przykładu: czynny badawczo matematyk nie musi zastanawiać się nad istotą liczb albo aksjomatów teorii mnogości, by twórczo i sprawnie dowodzić twierdzeń we własnej dziedzinie. Podobnie informatyk: zamiast próbować zrozumieć, czym są informacja i algorytm, powinien raczej tworzyć nowe algorytmy i obmyślać nowe techniki przetwarzania danych.

    2) Po drugie, filozofia może nie tylko rozpraszać i spowalniać naukowców, ale wręcz paraliżować ich działalność. Dzieje się tak za sprawą różnych doktryn sceptyckich, o których każda osoba zainteresowana filozofią prędzej czy później się dowiaduje. Mówiąc ogólnie, doktryny takie głoszą, że żadna metoda badawcza (ani dedukcyjna, ani empiryczna, ani żadna inna) nie może dostarczyć wiedzy bezwzględnie pewnej czyli ostatecznie uzasadnionej. Skoro zaś nie może jej dostarczyć, to po co w ogóle cokolwiek studiować i poznawać.
    Co ważne przy tym, anty-naukowy sceptycyzm szkodzi nauce nie wprost raczej, lecz pośrednio. Zaniepokojeni nim naukowcy próbują bowiem obmyślać wymierzone weń kontr-argumenty, a to znowu odciąga ich od właściwej pracy badawczej i kieruje myśl na zwodnicze filozoficzne tory.

    I to tyle, jeśli chodzi o mój głosu w roli rzecznika nieobecnych.
    Czy głos trafił na podatny grunt, okaże się po komentarzach…

  9. CyRyL pisze:

    Zgadzam się z p. Pawłem Stacewiczem, że filozofia może szkodzić nauce.
    Jako przykład podam klonowanie.
    Ludzie próbowali klonować różne stworzenia, jednak rozważania filozofów prawie całkowicie sparaliżowały ich działania.

    Nie mogę powiedzieć, że filozofia w tej kwestii jest niepotrzebna, bo uważam że nie powinniśmy klonować całych stworzeń. Twierdzę tak, bo klonowanie ludzi sprawi że staną się przedmiotami. Rodzice będą wybierać swoje dziecko jak samochód. Władza będzie tworzyła armię żołnierzy lub naukowców. To już nie będzie wolny świat. Będą ludzie gorsi i lepsi.

    Uważam jednak że powinniśmy móc klonować narządy ludzkie, aby przedłużać ludzkie życie. Jednak nie wszystkie. Ludzie zasługują aby żyć dłużej, ale muszą też umierać. Dlatego nie powinniśmy klonować mózgów. Bo czy człowiek ze przeszczepionym mózgiem jest tym samym człowiekiem? Którym jest człowiekiem?

    Co ma filozofia do klonowania?
    To ona wyznacza kierunki badań oraz zakazy.
    Rozważania teoretyczne zabierają czas naukowcom, którzy niekoniecznie zastanawiają się, ale nie mogą nic robić. Gdyby pracowali, możliwe, że wiele istnień ludzkich zostałoby ocalonych. Filozof stanął przed trudnym pytaniem. Czy pozwolić naukowcom badać i rozwijać powyższe zagadnienie? Człowiek może stać się Bogiem, lecz czy tego chcemy?
    Podsumowując, filozofia ma ogromny wpływ na niektóre obszary ludzkich działań. Nie tylko kierunkuje je, ale również całkowicie ogranicza. Lecz w przeważającej ilości przypadków rozważania filozoficzne istnieją równolegle od działań innych ludzi, wręcz niezależnie.

  10. Agnieszka Sierzputowska pisze:

    Jeszcze pewien czas temu filozofia wydawała mi się nauką ściśle humanistyczną, polegającą na obserwacji świata, poznawaniu dawnych nurtów filozoficznych i zadawaniu wielu prostych pytań, na które niełatwo jest odpowiedzieć. Dziedzina ta wydawała mi się nie bardzo życiowa, podobnie jak wiele innych kierunków humanistycznych, ale zakładałam, że pewnie jest na nią jakieś zapotrzebowanie, skoro ludzie się tym zajmują.
    W ostatnim czasie dowiedziałam się jednak wielu nowych rzeczy o filozofii, jej rozwoju i wkładzie w inne, często wydawałoby się zupełnie niezwiązane dziedziny, takie jak np. matematyka. Bo jaki może być związek między matematyką (dziedziną ścisłą) i filozofią (nauką – jak sądziłam – humanistyczną) ? A jednak związek ten jest (czy może raczej był) bardzo silny, gdyż w starożytności te dwie dziedziny były praktycznie nierozerwalne. Wielu znanych filozofów było matematykami, z których prac korzystały w kolejnych epokach całe pokolenia „ścisłych” matematyków. Moim zdaniem działo się tak dlatego, że ludzie ci poszukiwali jakiejś prawdy o świecie, chcieli ją poznać i zrozumieć jakie prawa rządzą naturą. To właśnie ta ciekawość świata pchała ich do zadawania wielu pytań i snucia rozważań, które potem stawały się inspiracją dla innych.
    W dzisiejszym świecie filozofowie nie są związani z matematyką (ani innymi naukami ścisłymi) tak bardzo, jak kiedyś, ale moim zdaniem ich wkład w rozwój pozostałych dziedzin nadal jest ważny. To oni zastanawiają się nad wieloma sprawami, które my uznajemy za oczywiste. Jak napisał p. Paweł Stacewicz, z czasem różne rzeczy zaczynamy robić automatycznie i przez to możemy mieć problemy ze znalezieniem jakiegoś nowego rozwiązania. Filozofowie zwracają nam na to uwagę, skłaniają do refleksji. Być może wiele z poruszanych przez nich zagadnień nie przydaje nam się aktualnie, ale gdyby dawni filozofowie nie szli pod prąd utartym nurtom w nauce i nie zajmowali się rzeczami oderwanymi od ówczesnej rzeczywistości nigdy nie odkrylibyśmy wielu rzeczy. Zapewne są też filozofowie, którzy nie wnoszą wiele do nauki, ale chyba w każdym zawodzie możemy znaleźć takich ludzi.

  11. Paweł Stacewicz pisze:

    Bardzo mi się Pani opinia podoba — jest po prostu rozsądna i przemyślana.

    Filozofia nie jest oczywiście dyscypliną stricte humanistyczną, choć w akademickiej klasyfikacji tak ją usytuowano (np. na wydziałach filozofii uzyskuje się tytuły doktorów nauk humanistycznych).
    Wydaje mi się, ze sprawa wygląda tak: gdy filozof podejmuje tematy humanistyczne (np. na czym polega szczęście, co stanowi o wartości dzieła sztuki itp) jest humanistą, gdy natomiat pyta o kwestie bliższe naukom ścisłym (np. jakie ogólne zasady rzadzą światem, na czym polega niezawodność rozumowań matematycznych itp) humanistą być przestaje.

    Związki filozofii z matematyką, a takze logiką matematyczną, nie ulegają kwestii — takze współcześnie.
    Podwaliny logiki współczesnej stworzyli uczeni zajmujący się niezwykle intensywnie filozofią (ba! – niektóre z ich koncepcji były inspirowane refleksją ogólną, a więc filozoficzną). Wymieńmy dla przykładu: Gottloba Fregego – twórcę pierwszej aksjomatyki rachunku zdań i współtwórcę rachunku predykatów 1 rzedu (zwanego tez rachunkiem kwantyfikatorów), Bertranda Russela – współtwórcę rachunku predykatów, autora monumentalnego dzieła Pricipia Mathematica, no i wreszcie Alana Turinga – o którym na wykładzie ju mówiliśmy i jeszcze mówić będziemy.

    Na szczególną uwagę zasługuje wkład filozofow polskich, działających w okresie poprzedzającym II wojnę Światową w ramach tzw. Logiczno-Filozoficznej Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. Był wśród nich Jan Łukasiewicz – twórca logik wielowartościowych, Stanisław Leśniewski – twórca teorii zbiorów alternatywnej w stosunku dl klasycznej teorii mnogości, oraz Alfred Tarski – twórca matematycznej teorii prawdziwości. Są to nazwiska znane i cenione na całym świecie, przede wszystkim zaś w środowisku matematyków i logików.

    Wymieniłem te wszystkie nazwiska, zeby wesprzeć Pani słuszną opinię konkretami. Faktycznie jest tak, ze bardzo wiele doniosłych lub wręcz przełomowych odkryć w matematyce (równiez współczesnej) zawdzięczamy ludziom, którzy byli po części (bardzo duzej części) filozofami.

    Zapraszam Panią serdecznie do dalszych dyskusji.

  12. Cogito pisze:

    Pytanie o przydatność filozofii skłoniło mnie do trochę głębszego podejścia do tego tematu. Mianowicie zanim podjąłem ten wątek, chciałem zastanowić się, czym tak w ogóle jest filozofia. Podoba mi się porównanie jej do „wbudowanego organu w umysł każdego człowieka”, które poczynił Pan Witold Marciszewski i jestem nawet skłonny się z nim zgodzić. Jednak jeszcze bardziej nurtuje mnie kwestia pojęcia filozof. Któż to taki? Jak zdefiniować lub stać się filozofem? Czy wystarczy po prostu korzystać z tego wyżej wspomnianego organu?

    Pytania te pozostają dla mnie nierozstrzygnięte. Chciałbym ponownie odwołać się do słów Pana Marciszewskiego, tym razem tych dotyczących przykładów związku filozofii z techniką o maszynie Turinga oraz geometriach nieeuklidesowych. Skłoniły mnie one do następującej refleksji: czym się różni filozofia od po prostu myślenia? Bo nie wątpię, że osoby, których osiągnięcia zostały wyżej wymienione doszły do nich dzięki myśleniu, rozważaniu. Gdzie zatem leży granica między myśleniem, a filozofią? Przecież praktycznie do każdego ważnego odkrycia w matematyce czy innych naukach ścisłych ludzie dochodzili poprzez snucie różnych teorii, rozważanie ich, a następnie opisywanie. Czy wszyscy z nich byli filozofami i to filozofii można przypisać te osiągnięcia? Czy jeśli będę zastanawiał się nad czymś wyjątkowo długo to zostanę filozofem? Oczywiście wyolbrzymiam pewne rzeczy, ale ma to jedynie na celu pokazanie problemu, z jakim się zetknąłem.

    Pewnie jeśli chodzi o inne zawody czy określenia wskazanie tej granicy jest łatwiejsze, bo przykładowo nie nazwiemy elektrykiem kogoś, kto wymienił żarówkę czy cukiernikiem mamę, która upiekła ciasto. Tam mamy do czynienia z materialnymi bytami, więc jest prościej. W przypadku filozofii jak rozumiem chodzi o myślenie. Jednak chyba nie ma jakiejś miary, którą można by było zmierzyć jego ilość czy jakość. Może chodzi tu o sposób myślenia i podchodzenie do pewnych spraw? Czyli że filozof to ktoś taki, kto zadaje sobie bardziej podstawowe pytania niż inni, pytania o rzeczy na pozór proste, które rozważa i dochodzi do nietrywialnych wniosków. Jednak tu też nie widzę wyraźnej granicy. Naukowcy na ogół rozważają dany problem z różnych perspektyw. Może faktycznie czasami ktoś spojrzy z jeszcze innej perspektywy, zastanowi się nad czymś, nad czym nikt wcześniej nie myślał i w ten sposób wynajdzie coś nowego. Czy stanie się on w ten sposób (czasami wręcz zupełnie nieświadomie) filozofem? Wszystkie postawione pytania uważam za otwarte, ponieważ nie umiem na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Chętnie usłyszę opinie innych na ten temat.

  13. Pytania p. Cogito dobrze ujmują trudność z odgraniczeniem myślenia filozofa od myślenia fizyka, matematyka, biologa etc. Jeszcze w XVII i XVIII wieku słowa „filozof” i „uczony” były używane zamiennie. Np. Newton wydał swoje główne dzieło z fizyki pt. (tłumaczę z łaciny na polski) „Matematyczne zasady filozofii przyrody”. Drogę obecnemu pojmowaniu filozofii utorował Immanuel Kant, rzucając myśl, że są takie pojęcia i sądy, których nie da się wyprowadzić z doświadczenia zmysłowego, są zaś one (1) konieczne do uprawiania opartych na tym doświadczeniu nauk empirycznych, a przy tym są (2) uniwersalne, to znaczy nie mieszczą się w jednej nauce, lecz mają zastosowanie we wszystkich lub wielu. Takie jest np. pojęcie istnienia, które jest potrzebne min. w matematyce (np. gdy mówimy „dla każdej liczby istnieje liczba od niej większa”). Do tej sprawy możemy w razie potrzeby wrócić, bo jest zbyt skomplikowana, żeby ją wyjaśnić z miejsca.

    Inny typowy przykład to pojęcie przyczyny, które stosuje przyrodnik, historyk etc., przyjmując bez zastrzeżeń zasadę, że każdy fakt ma przyczynę. Ale co z takim faktem, jak powstanie wszechświata? A co z powstaniem praw przyrody? Czy one muszą mieć przyczynę? Żeby sobie radzić z takimi pytaniami, trzeba pozbierać, co różni mądrzy ludzie mówili o przyczynowości, bo to są jak różne pomysły zgłaszane w toku dyskusji, z których można wybrać najtrafniejszy lub zrobić z iluś syntezę. Tym się nie zajmie fizyk czy biolog, bo ma problemy do rozwiązywania we własnej dziedzinie. To jest zadanie dla filozofa, którego warsztat obejmuje min. wiedzę o dziejach myśli ludzkiej. Lista takich zadań to byłby rodzaj definicji filozofii.

    Jednocześnie pozostaje prawdą, że pojęcia istnienia, przyczyny itp. są jakby wbudowane w każdy umysł, ale ta wrodzona i spontaniczna wiedza, mogąc być dobrym punktem wyjścia, nie wystarcza do podjęcia takich pytań, jak podane przykładowo wyżej. Zdrowy rozsądek trzeba uzupełnić
    wiedzą o dziejach myśli i rozwiniętą umiejętnością analizowania pojęć.

    Zainspirowany pytaniami studentów w „Polemikach i Rozmówkach”, piszę do „Cafe Aleph” artykulik „Nauka a filozofia”, gdzie będzie więcej o tych sprawach. Gdy go skończę i udostępnię, powiadomię o tym na tym blogu. — WM

  14. tpsa pisze:

    Na sprawę przydatności filozofii należałoby spojrzeć pod kątem pytania „co wnosi filozofia do wiedzy/kultury europejskiej?”. Wg. mnie, jako sceptyka, użytecznośc filozofii jest dość nikła. Każde rozważania powinny być konstruktywne, powinny ubogacać uczestników. Jednakże pojawia się pytanie co daje nam rozważanie, czy coś jest prawdziwe, skoro żadne operacja myślowa/logiczna czy nawet algorytm postępowania nie daje nam i nie może dać nam rozstrzygnięcia czy rozważane stwierdzenie jest prawdziwe, czy też fałszywe (ponieważ działamy w sferze tak abstrakcyjnej, że na niczym nie jesteśmy w stanie się oprzeć, nie mamy żadnego dobrego punktu wyjścia). W filozofii bywa często, że tworzy się kilka systemów myślowych np. dwoistość świata Platona, czy światopogląd sceptyków, które z założenia są sprzeczne.
    Np.
    Sceptycyzm – nic nie da się z całą pewnością stwierdzić
    różni ludzie, mają różne spostrzenia, percepcję.

    czyli w zasadzie podważa całą filozofię platoników.

    Zatem, należy się zapytać, czy ma sens utrzymywanie sprzecznych ze sobą systemów myślowych. Jeżeli tak, to dlaczego i do czego by to prowadziło? Do jakiś pożytecznych wniosków ? – w zasadzie z fałszu wynika wszystko. A jeśli nie, to który wybrać i jak stwierdzić, że któryś jest lepszy lub prawdziwy i na jakich przesłankach się opiera.

    W zasadzie w mojej opinii nie da się odpowiedzieć na to pytanie zgodnie z „prawdą” – nie da się faktycznie roztrzygnąć, co jest prawdziwe. Czy nasze rozważania mają zatem jakiś sens? W mojej opinii nie za bardzo. Jak już wcześniej mówiłem, wszelkie rozważania powinny prowadzić do wniosków których „prawdziwość” da się w jakiś sposób udowodnić/rozstrzygnąć.

    Ja najchętniej stosuję do wszystkiego, co można zasadę Ockhama. „Nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę”. Nie ma sensu tworzyć „systemów filozoficznych” bez możliwości zdecydowania czy coś jest prawdziwe, czy nie (bo nie mamy bezwzględnie prawdziwej informacji).

    Podsumowując – „nieoznaczoność”, „nieokreśloność” i „niekonstruktywność” filozofii powoduje, że uważam za przydatną wyłącznie filozofię starożytną (głównie za silny związek z pozostałymi ścisłymi naukami). W chwili obecnej wg. mnie sami filozofowie nie są w stanie określić zakresu dziedziny i obszaru rozważań filozoficznych (rozważania o wszystkim, co można rozważać, uznaję za mało produktywne), co świadczy o przytłoczeniu filozofii przez postęp technologiczny/cywilizacyjny.

    Na koniec mojej wypowiedzi chciałbym uściślić parę w mojej opinii niedomówień w pozostałych wypowiedziach.
    Gemetria nie-euklidesowa nie powstała jako skutek rozważań, czy przez punkt leżący na danej prostej mogą przechodzić co najmniej 2 różne proste, nie mające wspólnych punktów z ustaloną prostą, tylko w sposób następujący „a dlaczego by tak właśnie nie założyć?” — z ludzkiej przekory. Geometrie euklidesowa i nieuklidesowa różnią się tylko aksjomatami, a jak wiemy aksjomaty zakładamy a priori jako prawdziwe (my, ludzie z własnych przyczyn).

  15. Paweł Stacewicz pisze:

    Przemyśliwując nieco nad komentarzem p. Cogito – który postawił przed sobą i innymi ważne zagadnienie wytyczenia granic między myśleniem naukowym i filozoficznym – doszedłem do następującej, w miarę syntetycznej, formuły.

    Otóż przynajmniej część (i to pokaźną) refleksji filozoficznej można określić mianem „myślenia przed-naukowego”. A to w dwojakim sensie:

    1) Po pierwsze, w sensie następstwa pojęciowego. Filozofowie bowiem koncentrują się na takich pojęciach, które w naukach szczegółowych przyjmuje się wstępnie jako pojęcia podstawowe, zakładane i używane w sposób bezrefleksyjny. Należą do nich takie pojęcia, jak przyczyna, materia, istnienie, prawdziwość (itp), a więc pojęcia, po pierwsze, wspólne różnym naukom, a po drugie, „wyprzedzające” wytwarzanie i precyzowanie pojęć właściwych różnym naukom. Na przykład: filozof zastanawia się na pojęciem istnienia, tymczasem fizyk po prostu musi przyjąć, że istnieje materia oraz świat materialny; dopiero przyjąwszy takie założenie może przystąpić do konstrukcji pojęć fizykalnych, jak np. masa, energia czy pęd. Tu oczywiście można zadać pytanie: czy filozoficzne rozważania nad w/w pojęciami cokolwiek do nauk szczegółowych mogą wnieść?

    2) Po drugie, w sensie następstwa czasowego. Otóż wydaje mi się – co potwierdza historia wielu odkryć, a także historyczny fakt stopniowego wyłaniania się nauk szczegółowych z filozofii — że często najpierw ma miejsce ogólne i mgliste filozofowanie, a dopiero potem, wraz z precyzyjnym uchwyceniem danego problemu i wyborem precyzyjnej metody jego rozwiązywania, pojawia się „twarde” myślenie naukowe. Dobry przykład to wynalezienie systemu binarnego przez Leibniza, który szukał inspiracji dla tegoż wynalazku zarówno w filozofii chińskiej (jin/jang), jak i w myśli/filozofii chrześcijańskiej (Bóg stworzył świat z niczego; wszystko powstało zatem za sprawą dwóch elementów, „jakby-jedynki” i „jakby-zera”). Więcej o tym w udostępnionym przeze mnie tekście K. Trzęsickiego.

    Na koniec zaś spostrzeżenie zupełnie innego rodzaju.
    Najlepszym sposobem uchwycenia różnicy między myśleniem filozoficznym i naukowym jest wczuwanie się w pewne problemy filozoficzne, a także samodzielnie ich stawianie i rozważanie. Pan Cogito niewątpliwie coś takiego zrobił. Postawił bowiem problem tyczący się myślenia (jego różnych form), a tym samym zaczął przemyśliwać nad pojęciem uniwersalnym i przenikającym (z definicji niejako) wszelkie nauki. W ten sposób zaś stał się „przed-naukowo myślącym filozofem” (zob. pkt 1 wyżej).

    Ciekaw jestem jego kolejnych myśli…

  16. Paweł Stacewicz pisze:

    Sądząc po braku kolejnych komentarzy, nasz temat wartości filozofii się wyczerpał.

    Zamykając go, przywołam opinię słynnego filozofa i matematyka, Bertranda Russela, który tak oto kończy swą książkę o problemach filozofii:

    „Podsumujmy zatem nasze rozważania o wartości filozofii. Filozofię należy studiować nie przez wzgląd na jakieś ostateczne odpowiedzi na stawiane przez nią pytania, skoro z reguły nie wiemy, które z takich ostatecznych odpowiedzi są prawdziwe, a raczej przez wzgląd na same te pytania; one to bowiem rozwijają nasze pojęcie o tym, co jest możliwe, wzbogacają naszą intelektualną wyobraźnię i zmniejszają dogmatyczną pewność siebie, która nie pozwala umysłowi spekulować. Ale przede wszystkim studiować ją należy dlatego, że wielkość kontemplowanego przez filozofię świata sprawia, iż umysł też staje się wielki i może osiągnąć tę jedność ze wszechświatem, która jest jego najwyższym dobrem” (Bertrand Russel, „Problemy filozofii”, PWN 20003, s. 175).

    Choć dyskusję zamykam, to nie obrażę się, jeśli ktoś jeszcze coś doda.

    Zapraszam też do kolejnej rozmowy pod wpisem „Czy świat jest matematyczny?”.

    • KrzysieK pisze:

      Choć dyskusję zamykam, to nie obrażę się, jeśli ktoś jeszcze coś doda” – trzymając za słowo, pozwolę sobie jeszcze wtrącić swoje przemyślenia.

      Wile osób postrzega filozofię, jako nie odkrywcze, próżne dywagacje i bezcelowe pytania takie jak np. „Co daje szczęście?” lub „Czym jest człowiek?”. Kiedy jednak przyjrzymy się debatom, dotyczącym kwestii kontrowersyjnych, które ostatnio zaabsorbowały nasze życie publiczne, takim jak spór o aborcję, czy prawo do związków jednopłciowych, możemy zobaczyć, że sprowadzają się one do właśnie tego typu filozoficznych rozważań. Pytanie o aborcje jest przecież pytaniem o człowieka. „Czym jest człowiek?” Czy pojedyncza komórka jest już istotą ludzką, czy może potrzeba odpowiednio ukształtowanych organów, żeby kogoś znać za człowieka. Zdania są podzielone. Pytanie o związki homoseksualne są z kolei pytaniem o rodzinę – podstawową komórkę społeczeństwa – a przez to również pytaniem o człowieka.

      Jak widać w szeroko rozumianym życiu publicznym zajmujemy się właśnie tego typu rozważaniami – „Czym jest człowiek?” – które bardzo łatwo, bez zastanowienia wielu z nas zwykło ocenić jako bzdurne i nic nie wnoszące. Większość debat wchodzących w skład publicznych dyskusji jest niczym innym jak uprawianiem filozofii. Każdy kto w jakiś sposób się w nie włącza też, być może w sposób nieświadomy, para się właśnie filozofią.

      Większość z nas jest jednak marnymi filozofami. Często ograniczamy się do powtarzania zasłyszanych opinii, nie poświęcają nawet chwili by samemu, w ciszy przemyśleć daną kwestię. Z czego to wynika? To już zupełnie inny temat.

      Żałuje więc, że filozofia ma powszechnie renomę nauki nic nie wnoszącej, ponieważ myślę, że jej znajomość sprawiłaby, że wielu z nas trzeźwiej i obiektywniej spojrzałby na swoje sądy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *