Co to znaczy, że umysł jest maszyną Turinga? (część III)

Wyrażona jednym zdaniem konkluzja drugiej części wpisu brzmi następująco:
„Przyrównując umysł do maszyny Turinga, ma się na myśli hipotezę, że poznawcza moc umysłu, a więc zakres rozwiązywalnych przezeń problemów, pokrywa się z mocą obliczeniową komputerów cyfrowych, które pod względem tejże mocy są równoważne maszynom Turinga”.

Mimo tak dokładnie rozpisanej konkluzji pozostaje jednak kluczowe pytanie.
Jak mamy traktować umysł, którego przytoczona hipoteza dotyczy?

Próbując na nie odpowiedzieć, zacytuję szerszy fragment eseju „Czy umysł jest liczbą?”, który ukazał się w mojej i Witolda Marciszewskiego książce p.t. „Umysł – Komputer – Świat. O zagadce umysłu z informatycznego punktu widzenia”.
Oto zaczerpnięte z tego tekstu objaśnienia (nieznacznie zmienione w stosunku do oryginału).

Otóż, po pierwsze, można traktować indywidualny umysł jako obiekt zmienny w czasie, który w każdej chwili T ma inną zawartość informacyjną, a co za tym idzie wykazuje inne możliwości. Do rozumienia takiego prowadzi zwykła codzienna obserwacja – wszak my sami, niewątpliwi posiadacze umysłów, nieustannie rozwijamy się, uczymy, gromadzimy nowe doświadczenia, a wskutek tego zawartość naszych umysłów, jeśli nie doskonali się, to przynajmniej ulega pewnym zmianom. Ze względu na owe zmiany – zmiany postępujące wraz z upływem czasu T – proponujemy nazwać umysł zmienny „T-umysłem”.
Wyrażając jego istotę w terminach komputerowych, moglibyśmy stwierdzić, że T-umysł jest komputerem, który w różnych chwilach T ma dostęp do różnych programów; przy czym kwestią otwartą pozostaje, czy programy te dostarcza ktoś z zewnątrz, czy też umysł tworzy je i uaktywnia sam (ważne, że w różnych chwilach T umysł ma do dyspozycji różne zestawy programów).

Po drugie jednak, można rozumieć umysł jako pewną całość niezmienną, która pozornie tylko ulega zmianom, a tak naprawdę zawiera w sobie pełen, raz na zawsze określony, algorytm postępowania. Algorytm ten wykazuje tak dużą złożoność (albo inaczej: jego kod jest liczbą tak ogromną), że nie sposób rozwikłać wszystkich jego zawiłości i stwierdzić z całą pewnością, jak algorytm ten działałby w każdych okolicznościach. W gruncie rzeczy jednak algorytmiczny schemat jest ściśle określony, a umysł ściśle deterministyczny. (Zdaje się, że tak właśnie postrzegał umysł Leibniz, co może stanowić punkt wyjścia do dyskusji ze znawcami myśli tegoż filozofa).
Byłaby to zatem jakaś niezmienna, statyczna super-struktura, sterująca organizmem w sposób totalny – stąd jej proponowana nazwa: „S-umysł”; z literką S, która ma podkreślić zakładaną tutaj cechę statyczności umysłu.. Wracając do stylistyki komputerowej, trzeba by powiedzieć, że S-umysł przypomina super-komputer wyposażony w niezwykle wyrafinowane oprogramowanie, obejmujące miliardy gotowych procedur przewidzianych na wszelkie możliwe sytuacje (ewentualnie: jeśli niektóre z tych procedur nie są gotowe wprost, to „mentalne oprogramowanie” może wygenerować je niezawodnie za pomocą pewnych ściśle określonych schematów samodoskonalenia, czyli uczenia się).

Uzyskujemy zatem dwie skrajnie różne interpretacje dziedziny mentalnej: z jednej strony zmienny i zapewne niedeterministyczny T-umysł, z drugiej strony zaś, niezmienny i zapewne deterministyczny S-umysł. Gdzieś pomiędzy nimi, a raczej w nich, kryje się możliwość trzecia, a mianowicie umysł zredukowany do niezbędnego minimum algorytmów, które pozwolą mu zrealizować każdą inną procedurę algorytmiczną. Nazwijmy tę możliwość „umysłem minimalnym”, co da się skrócić jako „M-umysł”.
Zachodzi oczywiście pytanie, czy ostatnia koncepcja ma jakiś uchwytny sens psychologiczny, a zatem czy psychologowie rozważają jakiś odpowiednik M-umysłu. Odpowiedź wydaje się natychmiastowa. Mentalne minimum byłoby tożsame z pewną wiedzą wrodzoną, dzięki której ogół ludzi podobnie się rozwija, podobnie rozumuje i podobnie postępuje, wykonując różne czynności w sposób automatyczny.

Uważny czytelnik wpisu (zwłaszcza odcinka pierwszego) dostrzegł zapewne pokrewieństwo między odpowiadającym wiedzy wrodzonej M-umysłem i uniwersalną maszyną Turinga (UMT). Przypomnijmy, że UMT potrafi symulować każdą konkretną maszynę Turinga, a to za sprawą programu, który służy do odczytywania i wykonywania kodów wszelkich innych maszyn (kodów traktowanych jako dane wejściowe UMT). Podobnie zaś minimalny M-umysł potrafi odpowiednio zinterpretować i wykonać każdą dostarczoną mu procedurę algorytmiczną (niezależnie od tego, skąd procedura ta pochodzi).

I tak oto wróciliśmy do pojęcia maszyny Turinga, które stanowi oś tematyczną niniejszego szkicu. Mając na oku to pojęcie, spróbujmy zastanowić się, co w świetle trzech różnych interpretacji umysłu (interpretacji hipotetycznych) znaczy teza zrównująca umysł z maszyną Turinga.

Wypunktujmy:

(1) zmienny T-umysł trzeba przyrównać do serii następujących po sobie konkretnych maszyn Turinga (maszyn cząstkowych, jeśli chodzi o ogół problemów możliwych do rozwiązania przez maszyny Turinga);

(2) niezmienny S-umysł można przyrównać do konkretnej mega-maszyny Turinga (maszyny, której program pozwala rozwiązać ogół problemów osiągalnych dla danego umysłu; dopowiedzmy, że program ów musi cechować niebywała złożoność i objętość);

(3) minimalny M-umysł można przyrównać do uniwersalnej maszyny Turinga UMT (tj. maszyny zdolnej symulować każdą maszynę konkretną, pod warunkiem dostarczenia automatowi UMT jej programu).

I tak oto, spinając w trzech powyższych punktach różne pojęcia umysłu z różnymi wariantami maszyn Turinga, dotarliśmy do końca trzyczęściowego szkicu.
Licząc na owocną dyskusję, pozostawiam ten szkic do namysłu zainteresowanym czytelnikom.

Paweł Stacewicz

Print Friendly
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia informatyki, Światopogląd informatyczny. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Co to znaczy, że umysł jest maszyną Turinga? (część III)

  1. Maciek pisze:

    Osobiście jestem innego zdania. Uważam, że umysł nie jest maszyną Turinga, ale jest czymś więcej. Porównanie umysłu do maszyny Turinga, równoważnej komputerom, oznaczałoby, że mózg jest równoważny komputerom cyfrowym. Miałby więc określone parametry techniczne i ograniczenia jak komputer. Empiryczne doświadczenia temu przeczą. Wprawdzie nowoczesne komputery są obdarzone pewną decyzyjnością, ale nie są w stanie np świadomie wybierać pomiędzy dobrem i złem, żałować popełnionych czynów itp. Moim zdaniem nie istnieje Turnigowy odpowiednik M-umysłu, który byłby w stanie sprawnie działać.
    Zakładając jednak prawdziwość danego porównania, pierwszą myślą, która się nasuwa jest pytanie czy dane maszyny Turinga odpowiadające konkretnym umysłom są możliwe do skonstruowania i sprawnego działania. Odkrywcze wydaje mi się porównanie M-umysłu do Uniwersalnej Maszyny Turniga. Podobnie jak umysł dziecka dysponuje ogromnym potencjałem, ale trzeba go najpierw ‚napełnić’, podobnie UMT zdolna jest symulować maszynę konkretną pod warunkiem dostarczenia odpowiedniego programu. Może więc proponowane porównanie ma w sobie ziarno prawdy?

  2. pawelp pisze:

    Chciałbym włączyć się do dyskusji, czy ludzki umysł jest maszyną Turinga, czyli de facto komputerem. Choć do tego zagadnienia można podejść od najróżniejszych stron, chciałbym jedynie dodać kilka własnych uwag, nie powiązanych ściśle z komentarzem lub krytyką do różnych modeli typu umysł T, S, M, ale wciąż związanych z problemami, których nie można pominąć w rozważaniach na ten temat. Wyciągając pomocną dłoń do czytelnika, któremu się spieszy, lub interesuje go tylko część tego komentarza, podzielę go na trzy części.

    I. Deterministyczny czy nie? Wolna wola czy losowość?

    Najpierw rozważmy problem deterministyczności umysłu. Jeśli założymy, że jest on deterministyczny, to jednocześnie negujemy posiadanie przez ludzi jakiejkolwiek formy wolnej woli: w takim ujęciu tak naprawdę nie mamy najmniejszego wpływu na to, co robimy, myślimy i czujemy. Uważam też, że przyjęcie, że umysł jest deterministyczny jest równoznaczne z całkowitym pozbawieniem sensu słowa „moralność”. Wówczas cała ludzka rzeczywistość byłaby jedynie przewijającym się filmem, z poprawką na efekty kwantowe, mogące mieć pewnego rodzaju wpływ na to i owo.

    Jeżeli zaś umysł nie jest deterministyczny? Jeżeli nie jest obliczalne, jaką decyzję ktoś podejmie, co powie, jak zareaguje (w naukowych słowach: nie są obliczalne kolejne stany umysłu)? Wówczas możemy to ująć na dwa sposoby, pierwszy: człowiek posiada wolną wolę (kwestia niewygodna dla fizyki – czym jest wolna wola wśród protonów, elektronów, gluonów tworzących umysł – jak ona działa?), lub drugi: w umyśle występuje element losowości.

    Jedyną rozsądną formą probabilistyki w ludzkim umyśle byłyby procesy kwantowe, gdyż jakiekolwiek inne znane zjawiska fizyczne są ściśle deterministyczne. Zatem chcąc indeterminizmu w umyśle człowieka, rozważanym tu jako zbiór cząsteczek, nie mamy wyjścia, jak tylko uznać występowanie w nim procesów kwantowych i ich wpływu na myślenie. Stopień skomplikowania elementów probabilistycznych w ludzkim umyśle musiałby być niezwykle wysoki, a eksperymentalne poznanie tych procesów (które umożliwiłoby ich odtwarzanie) w zasadzie nieosiągalne.

    II. Losowość wszędzie albo nigdzie!

    Tu chciałbym zwrócić uwagę na istotny problem: zbyt często niektórzy chcieliby rozumieć losowość w ludzkim umyśle jako funkcję typu random(), „uruchamianą” przy podejmowaniu decyzji czy podobnych sytuacjach. Moim zdaniem, sens ma jedynie rozważanie losowości, która występuje we wszystkich aspektach funkcjonowania umysłu, albo zaniechanie tej idei.

    Losowość powinna występować także w niedecyzyjnych momentach swobodnego myślenia, snu, czy stanu pogrążenia w wykonywanej czynności, np. czytaniu książki czy graniu na komputerze! Bo jeżeli nie – nie wyobrażam sobie sposobu ścisłego (!) wydzielenia sytuacji myślowych (oraz pokazania tego z perspektywy molekularnej struktury umysłu), w których losowość bierze udział, i takich w których nie bierze udziału. Sytuacje formowania opinii z elementem decyzyjnym tworzą continuum, w którym nie sposób wydzielić jasnej granicy.

    Przykład: pytanie, „czy chciałbyś pójść na film X” – założymy, że formułowanie opinii o tym, czy film warto zobaczyć na podstawie wiedzy na jego temat jest nielosowe – tak jak formułowanie opinii, czy lubię książki science-fiction albo czy lubię grać w piłkę – a jakaś inna część procesu składającego się na podjęcie decyzji, już jest losowa. Jeżeli tak – jestem pewien, że byłbym w stanie sprowadzić taki sztuczny podział do absurdu za pomocą rozważań odpowiedniej objętości i na mniej trywialnych przykładach. Jeśli zaś uznajemy losowość we wszystkich procesach myślowych, winniśmy określić jej sposób działania na tyle, żeby wyjaśnić ewentualny indeterminizm zachowań człowieka, jednocześnie w tym świetle wyjaśniając spójność jego umysłu jako obiektu gromadzącego i przetwarzającego informacje pomimo tej (niebezpiecznej przecież) losowości.

    To znaczy: dlaczego losowość w umyśle miałaby prowadzić do losowych decyzji, za to nie „psułaby” przetwarzanych informacji – przecież ich przetwarzanie zawsze kończy się w pewnym sensie sukcesem: w szczególności, nie może zajść niedorzeczność w przetwarzaniu informacji – nigdy nie nazwę autobusu „matematyka”, albo „cześć” w wyniku błędu w sięganiu do słowa nazywającego ten obiekt. Krótko mówiąc: fascynująca wręcz jest subtelność i nie-niedorzeczność tej hipotetycznej losowości. Taka losowość wydaje się wręcz nielosowa.)

    III. Argument Lucasa-Penrose’a (czyli najbardziej formalne podejście do dyskusji)

    …wyprowadzony na bazie twierdzenia Godla, który sprzeciwia się idei, jakoby ludzki umysł był sprowadzalny do maszyny Turinga. Gwoli wprowadzenia: z tw. Godla można wynieść, że jeżeli F jest dowolnym spójnym, formalnym systemem zawierającym logikę i arytmetykę, to można znaleźć arytmetyczne stwierdzenie G(F), którego prawdziwości nie można ani potwierdzić, ani obalić, posługując się regułami systemu F, pomimo że G(F) jest prawdziwym, arytmetycznym stwierdzeniem.

    Krótko i prosto przedstawię sedno argumentacji Johna R. Lucasa: wyobraźmy sobie taką sytuację: programista prezentuje mi program komputerowy P, działający logicznie i arytmetycznie, oraz mogę poznać jego reguły działania. Zgodnie z tw. Godla, mogę znaleźć twierdzenie G(P), o którego prawdziwości nie może rozstrzygnąć P. Można powiedzieć, że „wygrałem” z programem, „przechytrzyłem go”. Jednak programista może uzupełnić program, dodając w nim pewne aksjomaty lub nowe reguły tak, by program był w stanie udowodnić twierdzenie G(P). Tę nową wersję programu nazwijmy P’. Dla spójnego programu P’ istnieje G(P’) – znowu przechytrzyłem program. Takie rozumowanie można prowadzić w nieskończoność.

    W tym momencie Lucas wprowadza założenie: ja jestem programem komputerowym. Jeśli czegoś dowodzę, to działa we mnie ten właśnie program, niech to będzie H. Załóżmy, że pokazano mi ten program, oraz, że jest on spójny. Mogę znaleźć arytmetyczne twierdzenie G(H), o którego poprawności nie można rozstrzygnąć w ramach H – natomiast ja, zgodnie z tw. Godla mogę uznać to twierdzenie za prawdziwe oraz wykazać tę prawdziwość. Zachodzi sprzeczność – udowodniłem G(H), ale przecież będąc samym H, nie mogę rozstrzygnąć o prawdziwości G(H).

    Zdaję sobie sprawę z podejmowanych w tej argumentacji czterech założeniach (tu nie podanych), oraz z możliwej krytyki lub podważania niektórych założeń. Niemniej jednak ten argument stał się przedmiotem szerokiej debaty i przedstawia ciekawe, nieschematyczne rozumowanie. Dużo by pisać na jego temat (co wiele szacownych postaci nauki uczyniło). Zainteresowanych zachęcam do poszukiwań na własną rękę.

    IV. Podsumowanie i sceptyczna uwaga do Testu Turinga

    Tak więc, pokazałem, jak niewygodną byłaby losowość w ludzkim umyśle. Dlatego uważam, że z poglądem, że umysł jest maszyną Turinga, w parze powinien iść pogląd, że jest on deterministyczny (lub wyjaśnienie, jaką indeterministyczną rolę pełnią w umyśle procesy kwantowe. W takie wyjaśnienie wątpię – czy ktokolwiek rozważał efekty kwantowe choćby w rdzeniu kręgowym?). To z kolei też ma swoje implikacje, o których powiedziałem.

    Osobiście nie jestem zwolennikiem stanowiska, że umysł jest maszyną Turinga. Jest całe morze niezbadanych subtelności w funkcjonowaniu człowieka od strony umysłowej. Na horyzoncie nie widać żadnego zarysu propozycji programu ludzkiego umysłu lub choćby jego fragmentu.

    Test Turinga i jemu podobne próby mógłbym uznać za uzasadnione od strony funkcjonalnej, praktycznej, ale zdecydowanie niestosowne jako test, czy powiodło się zaprogramowanie umysłu – czy możemy uznać, że maszyna sumująca 316+187 z pewnym opóźnieniem i losowo wprowadzająca błąd co jakiś czas, dobrze symuluje działanie ludzkiego umysłu przy wykonywaniu tego typu obliczenia? Czy ktokolwiek wierzy, że tak właśnie działa umysł? Że przechowuje liczby na kilku bitach? Mnoży je algorytmem? Dodaje opóźnienie i błąd? Nie, aboslutnie nie, nie tędy droga. Semantyka umysłu jest diametralnie inna, co popierają chociażby badania nad hipokampem zwierząt.

    Jestem przeciwnikiem poglądu, że umysł jest pewnego rodzaju komputerem. A entuzjaści wizji Turinga niech prowadzą badania jakie tylko im się podoba – i może kiedyś zdołają mnie przekonać?

  3. pawelp pisze:

    Pierwsze akapity moga brzmiec, jak gdybym probowal zbagatelizowac poglad, ze umysl jest deterministyczny na podstawie jego ponurych konsekwencji. Jednak to nie bylo moim zamiarem – chcialem po prostu w kolejnym akapicie pochylic sie nad kwestia mozliwej losowosci w ludzkim umysle, gdyz wydala mi sie intrygujaca. Jednoczesnie wiem, ze niektore osoby nie do konca zdaja sobie sprawe, ze stwierdzenie, ze umysl jest deteministyczny, ma bardzo daleko idace konsekwencje filozoficzno-etyczne. Stad ten nieszczesliwy wydzwiek poczatkowej czesci mojego wpisu.

    Fragmenty III i IV jak najbardziej odnosza sie rowniez do umyslu deterministycznego.

  4. km pisze:

    Owocna dyskusja… Czytając komentarze z razu zdawało mi się, że są nietrafne. Jakby komentujący mówili o innym problemie (sformułowanym w odmiennym języku). Później jednak doszedłem do wniosku, że komentarze dotykają szerszej „istoty” tego i podobnych problemów. Ciekawe jak w podobnych dyskusjach dokonuje się pewnego rodzaju redukcja à rebours. Nie stara się znaleźć „eksplikatów” dla rozważanych pojęć tak by mówić o tym samym- wiem, że czasem ograniczenia definicyjnie sprawiają to, że pomija się wiele aspektów spraw, które jednym zdają się pozornymi problemami, dla innych będących najważniejszymi w danym problemie. Po raz kolejny obserwując podobne „dyskusje” widzę, że pozorna jest tu głównie zgoda na dyskusję- w tym sensie, że jedna ze stron zdaje się mówić: „no dobrze- przyjmijmy (dla potrzeb niniejszej dysputy), że jest tak a tak, ale, że tak nie jest to….”. Twierdzenie, że umysłu nie można porównywać do komputera (w szczególności w sposób przedstawiony w tekście Pawła Stecewicza) na podstawie odczuwanego przez ludzi fenomenu świadomości i wolnej woli wydaje mi się nietrafne. Dodatkowo nieuzasadnione jest chyba twierdzenie, że możliwości takiego porównania przeczy empiria. Myślę, że możliwość w/w porównania jest jak najbardziej zgodna z wiedzą z różnych dziedzin. Problemem są raczej nasze wyobrażenia o subiektywnie odczuwane jakości związane z ‘doświadczaniem przez nas samych własnej świadomości’ (jakby to dziwnie nie brzmiało).
    Chyba raczej konserwatywne, w świetle obrazu współczesnej wiedzy empirycznej, są twierdzenia o występowaniu regularnym koincydencji między fenomenami umysłowymi, które mają być kwintesencją naszego wolnego w duchu człowieczeństwa i procesami neuronalnymi. A już sama korelacja umysłowych aktów z przejawami aktywności fizykochemicznych struktur mózgu bardzo ogranicza byt (jakiejkolwiek meta- czy czysto fizycznej natury) tych pierwszych. W szczególności implikacje takich obserwacji dają możliwość dużego ograniczenia naszych wyobrażeń na temat tego co leży u podstaw naszych odczuć o tym, że możemy„świadomie wybierać pomiędzy dobrem i złem, żałować popełnionych czynów” czy tego czym jest „wolna wola”.
    1.Co do prób obalania prób porównywania umysłu i komputera to powtarza się ciekawe rozumowanie, którego część opiera się na wysnuwaniu wniosków z analizy takiej oto implikacji:
    Jeśli umysł jest tylko hardware+software wykonującym algorytm, to „nie mamy najmniejszego wpływu na to, co robimy, myślimy i czujemy.”
    Przecież przesłanka mówi o tym, że umysł jest właśnie hardware i software. Jeśli „to, co robimy, myślimy i czujemy” zależy od hardware i software zatem od tak zdefiniowanego umysłu, to prowadzi do tego, że to umysł jest odpowiedzialny za to, „co robimy, myślimy i czujemy.” . Czyli my sami.
    Innymi słowy:
    Jeśli ja to AT (egzemplarz km) to to, co wykona AT (egzemplarz k), zgodnie z tym co go konstruuje, jest jego aktem. I jego wyborem- wolnym, w ten sposób, że zależnym tylko od konstrukcji AT (egzemplarz km)czyli od jego (tak zdefiniowanej) istoty. Czy wolna wola podmiotu zależy od możliwości jego działania wbrew temu co ów podmiot definiuje? Czy jeśli sprzeciwi się sam sobie to nie będzie to wyraz przekorności, chęć dowodu wolności a zatem tego jaki jest ów podmiot- czy zatem sprzeciw nie jest także w takim rozumieniu zdeterminowany? Widać, że coś jest nie tak z założeniami co do istoty wolnej woli.
    Lub, że zakłada się (nie zaznaczając tego), że jednak ‚ja’ nie równa się hardware + software.
    2. Druga powtarzająca się sprawa sprowadza się do definiowania wolnej woli przy pomocy przypadku.
    Czy postępując zgodnie ze swoim światopoglądem, podłóg najlepszej wiedzy i przekonań jestem zdeterminowany i brak mi wolnej woli? Czy tylko ten, który decydując o czymkolwiek „dodaje opóźnienie i błąd” a raczej potrafi „zadecydować przypadkowo” (cokolwiek miałoby to znaczyć) jest wolny? Wreszcie czy przypadek kwantowy w jakiś magiczny sposób ma ratować naszą wolność. Na jakiej zasadzie?
    Co za różnica czy się pomylę bo „coś nie styka” (paproch dostanie się pod głowicę AT) czy to wynik nieoznaczoności we wzajemnych pomiarach manifestacji rzeczywistości? Co za różnica- biorąc pod uwagę wolność ustroju fizycznego, z fizycznymi strukturami jego umysłu, czy decyzja jest wynikiem przetwarzania, które u jego podstaw, można przybliżyć trafnie wzorem fizycznego modelu fizyki Newtona czy fizyki kwantowej? Wieszczących kluczową rolę świadomości ludzkiej, w jej wolnym, metafizycznym bytowaniu, dla redukcji stanów kwantowych zawsze chciałbym spytać jak „działy się dzieje świata” do czasu powstania ludzi?
    Zdaje się, że w teorii kwantów upatruje się czasem możliwości zachowania paradygmatu nieograniczonego wolnomyślicielstwa- tak by nie być posądzonym o wiarę w zjawiska pozazmysłowe. To wydaje mi się bardziej kłopotliwa sprawa niż „kwestia niewygodna dla fizyki – czym jest wolna wola wśród protonów, elektronów, gluonów tworzących umysł – jak ona działa?”. Czy nie wierzący w to, ze umysł to fizyczne struktury mózgu (których modelem działania mniej lub bardziej przemawiającym do wyobraźni może być AT) winni otwarcie przedstawiać się jako zwolennicy aktywności paranormalnej, pozazmysłowej, która musi się dokonywać za każdym razem by metafizyczna istota wolnego ducha przełożyła się na manifestacje fizycznej aktywności neuronalnej?
    3.Co do wykorzystywania twierdzenia Godla to jest to chyba obosieczny oręż. „Jeśli czegoś dowodzę, to działa we mnie ten” (transcendentny, intelligibilny, sięgający istoty i absolutu?) rozum, podług swego świadomego oglądu rzeczy, niech to będzie R. „Załóżmy, że pokazano mi” spisane moje poglądy, które wygłaszałem w analogicznych okolicznościach, i przedstawiają one świadectwo posiadania jakiejś inteligencji, wiedzy, rozumu, osobowości… światopoglądu oraz, że jest on spójny. Czy jeśli podtrzymam stanowisko, zadecyduję zgodnie z nim to oznacza, że nie mam wolnej woli? Czy tylko działając wbrew sobie by „przechytrzyć program” dowodzę wolności swego rozumu? (działając wbrew rozumności).
    Co za różnica dla wolności czy postępuję zgodnie z internalizowanym światopoglądem utkanym z metafizycznego

  5. robert pisze:

    a jednak każdy z nas wie że może popełnić samobójstwo lub żyć.
    W jak tajemniczy sposób redukuje się umysł do cząstek elementarnych?
    Parametry charakteryz6jące cząstki tajemniczo wyznaczają parametry umysłu.
    Jak? Skąd takie założenie?

    • km pisze:

      Wystarczy poddać fizykochemiczne struktury neuronalne działaniu jakiegoś fizykochemicznego bodźca:
      „Neuronaukowcy” wykorzystywali elektromagnesy elektrody by „włączać” i „wyłączać” obszary mózgu – co miało wpływ na świadome stany umysłu – włącznie z możliwościami intelektualnymi czy (a może ‚a nawet’) odczuciami wolno-myślącego rozumu.
      Lekarze (jak – to dla nich żadna tajemnica) na co dzień chemicznymi substancjami „wyłączają” świadomość pacjentów . A gdy wytną „kawałek” struktur neuronalnych – z tych cząsteczek złożonych- to ma to także wpływ na umysł (pacjenta).
      Studenci podobno codziennie eksperymentują z wpływem chemicznych substancji oddziałujących na fizykochemiczne struktury/ procesy zachodzące w mózgu i regularnie z tych doświadczeń zdaje się wynikać, że oddziaływanie tych substancji na poszczególne cząsteczki wchodzące w skład mózgu ma wpływ na stany (nie)świadomości.

  6. M.Nesteruk pisze:

    Uważam, że w pewnym stopniu można umysł człowieka nazwać maszyną Turinga. Sądzę tak, ponieważ nasz umysł działa na zasadzie przetwarzania danych przy pomocy określonych algorytmów. Z drugiej jednak strony oznacza to, że świat stałby w miejscu, ponieważ nie bylibyśmy w stanie wymyślić nic nowego. Zgadzam się z tym, jednak nie wiadomo, czy nie rodzimy się już z jakimś pomysłem, który może być ujawniony dopiero po "wprowadzeniu" odpowiednich danych do mózgu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *