Ku etycznej definicji mowy nienawiści

Kontynuując dyskusję na temat mowy nienawiści, którą kilka miesięcy temu zainicjowaliśmy TUTAJ, chciałbym zachęcić wszystkich do zapoznania się z NAGRANIEM WIDEO poświęconym etycznym aspektom tego zjawiska.
Film jest dostępny na platformie YouTube i stanowi kolejny odcinek cyklu „Logika codzienna” autorstwa Jakuba Prusia.
Głównymi bohater(k)ami filmu są: 1) etyczna definicja mowy nienawiści, oraz 2) jej autor, czyli dr Maciej Kulik – reprezentujący grupę badawczą „New Ethos Lab” z Politechniki Warszawskiej.

Ponieważ podstawą wpisu jest obraz i dźwięk (obejrzyjcie!), dalsze wyjaśnienia słowne wypada ograniczyć do minimum.
W ramach tegoż minimum, warto jednak wydobyć z filmu samą definicję mowy nienawiści – którą, oczywiście, możemy dalej dyskutować. Oczywiście tekstowo :).

Oto ta definicja:
Mowa nienawiści stanowi akt niesprawiedliwej krzywdy polegający na naruszeniu godności osób poprzez sformułowanie oceny niezależnej od moralności czynów, której przedmiotem mogą być jednostki bądź zbiorowości.

W naszej rozmowie przydatny może się okazać także artykuł, w którym ta definicja jest (kontekstowo) omawiana:
M. Kulik, M. Hinton, K, Budzynska (2025) Charity as just deserts, Topoi, Springer.

Po tym youtubowo-blogowym wstępie najgoręcej zapraszamy do dyskusji nad etycznymi aspektami mowy nienawiści — Paweł Stacewicz i Maciej Kulik.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze do Ku etycznej definicji mowy nienawiści

  1. Igor Pietruszczak pisze:

    Bardzo ciekawy temat. Szczególnie interesuje mnie fragment o „ocenie niezależnej od moralności czynów”.

    Moim zdaniem na pierwszy rzut oka kryterium jest bardzo intuicyjne. Zastanawiam się jednak, jak definicja poradzi sobie z bardziej złożonymi przypadkami – na przykład z uogólnieniami typu: „Grupa ludzi A jest agresywna/niemoralna/zła”, gdzie autor wypowiedzi twierdzi, że odwołuje się do jakichś rzekomych faktów o zachowaniach tej grupy. Z perspektywy osoby mówiącej to jest (rzekomo) opis faktów, powołanie się na pewne „doświadczenie” lub „statystykę”. Z perspektywy odbiorcy – to jednak klasyczny stereotyp, który nie dotyczy żadnych konkretnych, zindywidualizowanych działań, tylko przypisuje cechy całej kategorii ludzi.

    Czy w takim wypadku nadal mówimy o „ocenie niezależnej od moralności czynów”, bo stereotypowy obraz jest epistemicznie wadliwy, czy raczej o ocenie pozornie opartej na czynach, ale w istocie usprawiedliwiającej z góry przyjętą pogardę? Innymi słowy: czy wystarczy, że nadawca sądzi, że ocenia czyny, żeby wypowiedź wypadła poza zakres „mowy nienawiści” w sensie przedstawionym w definicji?

    Jeszcze jedną rzeczą na którą chciałbym zwrócić uwagę to wypowiedziami, które mieszają obie płaszczyzny: najpierw odniesienie do czynów, a potem płynne przejście do esencjalizującej etykiety. Np.: „ci ludzie robią X i Y, dlatego są podludźmi”. Na poziomie języka pojawia się niby odwołanie do zachowania, ale konkluzja wykracza już poza moralną ocenę czynu i uderza w samą godność osób. Czy według definicji wystarczy, że końcowy sąd ma taki „dehumanizujący” charakter, żeby zaliczyć wypowiedź jako mowę nienawiści – nawet jeśli po drodze pojawiały się jakieś (pozorne) odniesienia do czynów?

    Myślę, że jest to dosyć ciekawy przypadek graniczny.

    • Maciej Kulik pisze:

      Dziękuję za tę uwagę. Myślę, że jest ona dla omawianego zjawiska kluczowa. Rzeczywiście, mowa nienawiści może mieć postać sądu „Grupa ludzi A jest agresywna/niemoralna/zła”. Istotne jest jednak, czy ten sąd ma za podstawę działania tych ludzi, czy też jakąś inną, niezależną od nich, cechę. Jeśli twierdzę, że Polacy są np. złodziejami, to przypisuję im negatywną ocenę moralną na podstawie narodowości, czyli cechy od nich niezależnej. Interpretacja, zgodnie którą to zdanie stanowi twierdzenie o faktach, jest ekstremalnie niewiarygodna – trudno na serio twierdzić, że ma się wiedzę o czynach złodziejskich dokonanych przez każdego Polaka. Jeśli jednak twierdzę, że członkowie jakiejś partii politycznej są niemoralni, bo np. partia ta dopuszczała się niegodziwych czynów sprawując władzę, a pozostawanie jej członkiem w danym okresie było wyrazem co najmniej przyzwolenia, jeśli nie czynnego udziału w tych czynach, to dokonuję oceny opartej na czynach. Sprawa rozbija się więc o to, czy daną ocenę można w sposób wiarygodny interpretować jako mającą za podstawę czyny dokonane przez jakąś grupę lub jednostkę.

      • Paweł N pisze:

        Mam wrażenie, że pani Igorowi chodziło też o pułapkę fałszywej implikacji, jaką można ukryć w wypowiedzi. Fakty wyjściowe mogą być prawdziwe, ale wniosek, że ktoś, albo dużo ktosiów, jest w związku z tym okropny, może pomijać inne ważne informacje, albo być zupełnie bez związku z początkiem zdania.
        Wtedy jednak takie zdanie można podważyć na poziomie logicznym i sam rzekomy wniosek z implikacji będzie bezpodstawny, więc rozważana definicja na koniec jasno klasyfikuje wypowiedź.
        Mam nadzieję, że ludzie jak najrzadziej nabierają się na takie kłamstwa fałszywej implikacji opierające się na pewności siebie mówcy i analizują infomacje w sposób logiczny, chociaż wiadomo, różne rzeczy widuje się na codzień w świecie i w mediach.

    • Kamil Niechaj pisze:

      Interesujący komentarz, po przeczytaniu od razu zacząłem szukać innych nadużyć definicji. Czasami bardzo pracochłonnym procesem może być dociekanie dokładnych okoliczności danego zdarzenia. Pozostawia to spore pole do spekulacji i wysnuwania teorii, w takich momentach algorytmy czy moderatorzy mogliby mieć problemy nawet przy tak intuicyjnej definicji. Wydaje mi się oczywiste, że zarzucanie komuś czynów, których się nie dopuścił i formułowanie oceny na tej podstawie jest jak najbardziej niemoralne. Mowa nienawiści nie jest tożsama z kłamstwem, ale może jak najbardziej na nim bazować. W takich sytuacjach, aby móc skorzystać z definicji należałoby rozpatrzyć autentyczność zarzucanego czynu. Uważam że powyższa definicja jest ogromnym krokiem w dobrą stronę, znacznie poprawia opisany w filmie dotychczasowy sposób kategoryzowania wypowiedzi. Niestety implementacja powinna być odporna na przypadek o którym wspomina Pan Igor jak i fałszywe oskarżenia o które w Internecie nie trudno.

  2. Zuzanna J pisze:

    Dziękuję za wprowadzenie i polecenie bardzo ciekawego nagrania. W filmie etyczna definicja mowy nienawiści jako aktu naruszającego godność poszczególnych osób lub grup wydaje się szczególnie cenna, bo odchodzi od prostego katalogowania „zakazanych” słów, a skłania raczej do myślenia o relacji między nadawcą, treścią i odbiorcą wypowiedzi. Zastanawiam się jednak, jak taką definicję stosować w praktyce… czy kluczowa powinna być intencja mówiącego, realne skutki wypowiedzi, czy może ich społeczny kontekst? Szczególnie istotne wydaje mi się to być w przypadku form pośrednich jak satyry czy ironii, gdzie ta granica między krytyką, a naruszeniem godności bywa nieostra.
    Mam wrażenie, że to etyczne podejście zmusza do większej odpowiedzialności interpretacyjnej, ale jednocześnie może prowadzić do ciekawszej debaty o języku w przestrzeni publicznej :)

    • Filip Zapendowski pisze:

      Bardzo ciekawe spostrzeżenie. Ja uważam, że człowiek jako rozumna istota powinna w głównej mierze skupiać się na intencji wypowiadanych kwestii i co faktycznie ma do przekazania. Jest to warunek autentycznego myślenia, krytyki i rozwoju społecznego. Skutki wypowiedzi oraz społeczny kontekst moim zdaniem jest w pewnej mierze podyktowany przez obecne czasy czy trendy, które należy brać pod uwagę ale nie mogą one dominować nad intencją czy treścią wypowiedzi, ponieważ wówczas wolność słowa przestaje być narzędziem poszukiwania prawdy, a zaczyna pełnić funkcję społecznego konformizmu.

    • Patryk P pisze:

      Zgadzam się, że największym wyzwaniem w etycznym podejściu do mowy nienawiści jest to, jak stosować je w praktyce. Intencja mówiącego, treść wypowiedzi i kontekst społeczny rzadko dają się tu łatwo rozdzielić, zwłaszcza w przypadkach niejednoznacznych.
      Dobrze widać to w sytuacjach, gdy ktoś powołuje się na liczby czy „twarde dane”. Same w sobie mogą wyglądać neutralnie, ale sposób ich użycia często sprawia, że zaczynają działać jak skrót, który sugeruje ocenę całej grupy, a nie opis konkretnego zjawiska. Wtedy granica między informacją a krzywdzącym uogólnieniem szybko się zaciera.
      Być może właśnie o to chodzi w etycznym ujęciu, że nie daje ono prostych odpowiedzi, ale zmusza do chwili namysłu nad tym, jak nasze słowa mogą być odebrane i co tak naprawdę robią w przestrzeni publicznej.

  3. Michał A pisze:

    Ta definicja mowy nienawiści jest dla mnie o tyle sensowna, że jasno rozdziela krytykę czyichś działań od ataku na samą osobę lub grupę. Można kogoś ostro oceniać za to, co robi, i nie musi to od razu być mowa nienawiści. Z drugiej strony w realnym życiu granica nie zawsze jest oczywista, bo dużo zależy od kontekstu i intencji mówiącego. Dlatego sama definicja jest dobrym punktem wyjścia, ale bez analizy sytuacji i skutków wypowiedzi może być trudna do zastosowania w praktyce.

  4. Michał J pisze:

    Fragment o „niesprawiedliwej krzywdzie” i „ocenie niezależnej od moralności” – brzmi w teorii bardzo sensownie. Mam jednak zagwozdkę, jak to zastosować w praktyce, szczególnie w polityce.

    Idąc tropem tej definicji: jeśli krytykuję kogoś za jego poglądy lub to, na kogo zagłosował, to oceniam jego czyny i decyzje moralne. Czyli teoretycznie – to nie jest mowa nienawiści, tylko ostra krytyka, tak? Ale z drugiej strony, dzisiaj polityka stała się dla wielu ludzi elementem tożsamości, czymś w rodzaju „świeckiej religii”. Kiedy w sieci padają hasła typu „Wyborcy partii X to zdrajcy”, to technicznie oceniamy ich wybór (czyn), ale w odbiorze społecznym uderzamy w całą grupę, stygmatyzując ją tak samo, jak przy hejcie rasowym czy wyznaniowym.

    W którym momencie krytyka czyichś wyborów (do której mamy prawo) zmienia się w naruszenie godności osoby? Bo mam wrażenie, że w internecie ta granica jest płynna i bardzo łatwo ją przeskoczyć, zasłaniając się właśnie „oceną poglądów”.

  5. Patryk S pisze:

    Przedstawiona definicja mowy nienawiści brzmi sensownie. Ograniczanie się do „cech chronionych” bywa nieskuteczne, gdyż osoba należąca do grupy uważanej za dyskryminowaną (np. mniejszości etnicznej lub seksualnej) może interpretować jakąkolwiek krytykę lub poglądy odmienne od własnych jako mowę nienawiści. Może również sama obrażać innych ludzi (zwłaszcza osoby należące do „większości”, które tych „cech chronionych” nie posiadają), jednocześnie czując się przy tym bezkarnie ze względu na swoją przynależność do danej grupy.

    Właściwe zdefiniowanie mowy nienawiści jest istotne biorąc pod uwagę fakt, że blisko połowę ruchu w internecie generują boty. Masowe tworzenie nienawistnych treści jest coraz łatwiejsze i dzięki dobrej definicji można będzie je skuteczniej wykrywać.

  6. Dominika M pisze:

    Wydaje mi się, że przedstawiona tutaj definicja jest bardzo trafna i potrzebna. Narastający problem mowy nienawiści jest często bagatelizowany, a ludziom zdarza się popadać w skrajności.

    Z jednej strony nie brakuje osób, które mają problem z rozróżnieniem krytyki ich zachowania od faktycznego ataku na tożsamość i które są przekonane, że przynależność do dyskryminowanej grupy zwalnia ich z jakichkolwiek konsekwencji. Z drugiej strony coraz częściej pojawiają się głosy trywializujące problem mowy nienawiści i sprowadzające go wyłącznie do ograniczania wolności słowa: „każdy jest przewrażliwiony”, „nie wolno już nic powiedzieć”.

    Nieskuteczne filtrowanie treści w oparciu tylko o cechy chronione może nasilać ten problem. W takich sytuacjach część osób odbiera moderację jako bezpodstawną cenzurę, co prowadzi do zobojętnienia na faktyczne przypadki mowy nienawiści.

    Moim zdaniem rozróżnienie między krytyką moralności czynów a atakiem na tożsamość jest szczególnie ważne. Zarówno wtedy, gdy sami kierujemy słowa w stronę innych, jak i wtedy, kiedy to my jesteśmy ich adresatami.

  7. Kajetan Ł pisze:

    Wydaje mi się, że zaproponowana definicja jest bardzo trafna i porządkująca, zwłaszcza dzięki wyraźnemu oddzieleniu oceny moralnej czynów od ocen uderzających w godność osoby jako takiej. Uważam, że to kluczowe rozróżnienie ponieważ pozwala uniknąć uproszczenia, w którym każda krytyka zostaje automatycznie uznana za mowę nienawiści.

    Za każdym razem gdy rozważam popularny ostatnio temat mowy nienawiści, pierwszym problemem który dostrzegam jest ukrywanie mowy nienawiści pod przebraniem żartu. Zastanawiam się zatem jak sformułowana definicja poradzi sobie ze współczesnymi formami mowy nienawiści tak szeroko obecnymi chociażby w mediach społecznościowych, gdzie często nie mamy do czynienia z otwartą agresją, lecz z ironią czy sarkazmem które formalnie mieszczą się w granicach „żartu”. W takim przypadku pomocne byłoby takie kryterium naruszenia godności, którego nie da się unieważnić samą deklaracją żartobliwej intencji, co oczywiście rodzi kolejne pytanie – kto i w jaki sposób miałby to rozstrzygać.

    Uważam, że zaproponowana definicja jest bardzo obiecująca i moim zdaniem lepsza niż uproszczone ujęcia mowy nienawiści spotykane na co dzień, lecz jej praktyczne zastosowanie może wymagać dużej wrażliwości na kontekst oraz relacje między rozmówcami.

  8. Szymon K pisze:

    Przedstawiona definicja mowy nienawiści jest dla mnie trafna i sensowna, gdyż odsuwa akcent od cech i okoliczności, na które dana osoba nie ma wpływu, a koncentruje się na jej wyborach i czynach.

    Jednocześnie rodzi ona pewne trudności interpretacyjne. W praktyce granica między oceną osoby a oceną jej czynów bywa nieostra. Przynależność do danej grupy często wyraża się poprzez określone praktyki, tradycje, obyczaje i style życia. Krytyka takich praktyk, formalnie skierowana przeciw „czynom” , może w istocie pełnić funkcję pośredniego ataku na osoby lub zbiorowości, które się z nimi identyfikują. W ten sposób krytyka czynów może funkcjonować jako pośrednia forma naruszenia godności osób.

    Powstaje więc pytanie, czy i w jaki sposób można jednoznacznie odróżnić uprawnioną krytykę moralną działań od naruszenia godności osób, dla których działania te są elementem tożsamości. Wydaje się, że to napięcie stanowi jedno z kluczowych wyzwań dla dalszej refleksji nad mową nienawiści.

  9. Oliwier Szypczyn pisze:

    Definicja mowy nienawiści zaproponowana przez dr. Kulika wydaje mi się bardzo trafna, szczególnie ten element przeniesienia ciężaru z „cech chronionych” na zasadę godności. Zastanawiam się jednak, jak radzi sobie z pytaniem o odpowiedzialność w kontekście treści generowanych przez AI.

    Klasycznie mówiąc o mowie nienawiści, zakładamy że za wypowiedzią stoi ktoś, kto miał jakąś intencję, dobrą, złą, ukrytą za żartem. Tymczasem w przypadku systemu AI wytrenowanego na nienawistnych danych nie ma jednego sprawcy w pokoju. Krzywda jest realna, wypowiedź strukturalnie narusza godność, ale „intencja” jest rozproszona między dziesiątki lub setki osób, które tworzyły dane treningowe, oraz tych, którzy zdecydowali się na takim zbiorze model wytrenować.

    Skłaniam się ku temu, że w takich przypadkach warto mówić o pośredniej odpowiedzialności moralnej osoby, które świadomie produkowały nienawistne treści w internecie, są współodpowiedzialne za to, że algorytm nauczył się je powielać i eskalować. Podobnie jak producent broni ponosi pewną odpowiedzialność za jej użycie, nawet jeśli nie stał przy spuście. Czy etyczna definicja mowy nienawiści powinna ten wymiar jakoś uwzględniać, czy to już obszar osobnej refleksji nad odpowiedzialnością w epoce AI?

  10. Łukasz K pisze:

    Zaproponowana definicja zwraca uwagę na kluczowy element niesprawiedliwej krzywdy – oderwanie oceny osoby od moralnej oceny jej czynów.To rozróżnienie wydaje mi się fundamentalne, bo pozwala krytykować działania bez naruszania godności jednostki. Zastanawiam się jednak, na ile w praktyce możliwe jest jednoznaczne rozdzielenie tych dwóch poziomów- zwłaszcza w komunikacji internetowej, gdzie skrótowość i emocjonalność wypowiedzi sprzyjają uproszczeniom. Czy w takim ujęciu można mówić o stopniowalności mowy nienawiści, czy raczej o wyraźnej granicy jej występowania?

  11. Bartłomiej D pisze:

    Zaproponowana definicja rozwiązuje problem, który dobrze pokazał dr Kulik w nagraniu na przykładzie „elitarnych dupków z Wikipedii”. Wypowiedź wulgarna, ale skierowana przeciwko konkretnym działaniom, nie jest mową nienawiści. To rozróżnienie jest intuicyjne i dlatego skuteczne, jak pokazują wyniki testów na zwykłych użytkownikach internetu.

    Chciałbym jednak zwrócić uwagę na problem, który pojawia się przy algorytmicznej implementacji tej definicji. Rozróżnienie między oceną czynów a oceną osoby wymaga rozumienia intencji i kontekstu wypowiedzi, a nie tylko jej treści powierzchniowej. Obecne systemy moderacji opierają się na dopasowywaniu wzorców i listach zakazanych słów właśnie dlatego, że są to operacje, które algorytm potrafi wykonać niezawodnie. Natomiast ocena, czy dane zdanie atakuje kogoś za to, kim jest, czy za to, co zrobił, wymaga czegoś bliższego rozumieniu. Modele językowe zbliżają się do tej zdolności, ale wciąż regularnie mylą ironię z dosłownością albo nie rozpoznają kontekstu kulturowego wypowiedzi.

    Pojawia się więc pewien paradoks: definicja, która jest bardziej intuicyjna dla ludzi, może okazać się trudniejsza do zaimplementowania w systemach automatycznych niż prostsze (choć gorsze) definicje oparte na cechach chronionych. Być może rozwiązaniem jest system hybrydowy, w którym algorytm wstępnie klasyfikuje wypowiedzi, ale przypadki graniczne trafiają do człowieka, który stosuje kryterium etyczne. Pytanie tylko, czy przy skali współczesnego internetu taki model jest w ogóle wykonalny.

  12. Krzysztof G pisze:

    Bardzo ciekawa definicja jak i sposób patrzenia na problem weryfikacji mowy nienawiści.

    W materiale przedstawiony, w sekcji „problem z definicją” wspomniane jest jak platformy społecznościowe w celu stwierdzenia mowy nienawiści korzystają z tak zwanych list cech chronionych. Tak jak zaznaczono jest to mechanizm „prosty”, ale moim zdaniem prostota ta jest w tym przypadku zaletą, ponieważ ułatwia ona egzekwowanie zarządzonej polityki. Nowa definicja natomiast wprowadza potrzebę interpretacji, a w szczególności rozróżnienia opnii na temat czynów danej osoby, a samą jednostką. Ta konieczność wejścia w warstwę semantyczną wypowiedzi sprawia, że proces moderacji przestaje być binarnym testem „tak lub nie”, a staje się skomplikowanym procesem analitycznym, który niezwykle trudno przeskalować. W przypadku list cech chronionych system operuje na jasnych wytycznych, które minimalizują ryzyko subiektywizmu moderatora, podczas gdy nowa definicja wymusza rozstrzyganie, gdzie kończy się dopuszczalna krytyka zachowania, a zaczyna niedozwolony atak na tożsamość.

    W efekcie, dążenie do większej precyzji pojęciowej może paradoksalnie doprowadzić do mniejszej przewidywalności prawa, czyniąc proces weryfikacji podatnym na błędy interpretacyjne i zarzuty o brak konsekwencji w usuwaniu treści.

  13. Adam Mi pisze:

    Bardzo ciekawe podejście do tematyki mowy nienawiści. Jako osobę z uczelni technicznej najbardziej intryguje mnie jednak to, jak tę etyczną definicję realnie sprzedać maszynom. Obecne systemy moderacji są toporne, bo opierają się głównie na listach słów kluczowych albo prostych tagach, co – jak widać w filmie – łatwo oszukać albo prowadzi do nadgorliwej cenzury.

    Zastanawiam się jednak, czy to arystotelesowskie rozróżnienie nie jest dla współczesnego NLP (przetwarzania języka naturalnego) progiem nie do przeskoczenia na ten moment. Wyłapanie subtelnej różnicy między ostrą krytyką czyjegoś działania a atakiem na samą godność wymaga od modelu nie tylko znajomości gramatyki, ale wręcz głębokiego wyczucia kontekstu społecznego i intencji. Czy nie ma tu ryzyka, że próbując wdrożyć taką filozoficzną definicję do kodu, stworzymy jeszcze większy „black-box” niż mamy teraz?

    Ciekaw jestem, czy dr Kulik i zespół New Ethos Lab widzą jakąś szansę na stworzenie datasetów, które uczyłyby modele właśnie tego rozróżnienia – czyli nie tego, jakie słowa padają, tylko w co celują (w czyn czy w człowieka). To by była prawdziwa rewolucja w moderacji treści, ale wydaje się to karkołomnym zadaniem inżynierskim.

  14. Ucieczki Systemowe pisze:

    Problem z tą definicją jest taki, że jest ona uznaniowa do bólu. Np. kto będzie decydował o tym, jaka krzywda jest sprawiedliwa, a jaka niesprawiedliwa? Albo czy akt krzywdy narusza w swojej istocie godność, czy tylko wybujałe ego? W jaki sposób oskarżony może się obronić przed tak sformułowanymi ogólnikami interpretowanymi przez osobę o złych intencjach?

    Natomiast najciekawszy jest zwrot 'sformułowanie oceny niezależnej od moralności czynów’. Czyli nazwanie jąkałów, filatelistów albo hodowców rybek zwyrodnialcami będzie mową nienawiści, ale nazwanie zwyrodnieniem jąkania się, zbierania znaczków albo trzymania rybek w akwarium już nie, bo jest to już ocena zależna od moralności czynów?

    Oczywiście można stwierdzić, że w przypadkach, gdy postępowanie stanowi część tożsamości osoby (np. jąkanie się jąkały) ocena takiego postępowania przestaje być od niego zależna, a więc jest mową nienawiści, ale otwiera to interpretacyjną puszkę Pandory, jakie postępowanie jest częścią tożsamości osoby a jakie nią nie jest.

  15. Paweł Grzankowski pisze:

    Ciekawi mnie praktyczna konsekwencja zastosowania tej definicji do wykrywania mowy nienawiści w internecie. Jeśli system moderacji miałby się nią posługiwać, to chyba nie powinien jedynie oznaczać wypowiedzi jako „nienawistnej”, lecz także wskazywać, dlaczego uznał, że dana ocena narusza godność, a nie jest ostrą krytyką czynu. W przeciwnym razie etyczna definicja może zostać zamieniona w kolejną nieprzejrzystą etykietę algorytmiczną.

    Taka implementacja miałaby jeszcze jedną zaletę: tworzyłaby materiał do późniejszej korekty samej definicji. Gdyby z czasem pojawiły się nowe sposoby naruszania godności, przykładowo związane z rozwojem komunikacji w wirtualnej rzeczywistości, używaniem awatarów czy interakcjami w przestrzeniach immersyjnych, można byłoby analizować, czy obecna definicja nadal dobrze je obejmuje. Czy nie warto więc traktować narzędzi wykrywania nie tylko jako mechanizmu moderacji, ale też jako źródła danych pozwalających sprawdzać, czy definicja mowy nienawiści nie wymaga z czasem doprecyzowania?

  16. Zofia S pisze:

    Bardzo inspirująca definicja, zwłaszcza we fragmencie akcentujacym
    „naruszenie godności” jako kluczowy element mowy nienawiści. Mam jednak wrażenie, że pojawia się tu pewne napięcie między subiektywnym doświadczeniem osoby, której godność zostaje naruszona, a bardziej obiektywną (o ile się da) próbą oceny samej wypowiedzi.

    Zastanawiam się na przykład, czy o zakwalifikowaniu danej wypowiedzi jako mowy nienawiści powinno decydować to, że ktoś faktycznie poczuł się dotknięty, czy raczej to, że istnieją dobre powody, by uznać ją za naruszającą godność niezależnie od indywidualnej reakcji. Można sobie wyobrazić sytuacje, w których ktoś nie odbiera danej wypowiedzi jako obraźliwej (np. z powodu swojego tła kulturowego), a mimo to spełnia ona kryteria z definicji.

    Ciekawy wydaje mi się też problem wypowiedzi „na granicy”, które operują sugestią zamiast wprost wyrażonej oceny. Czy insynuacja, która nie zawiera jawnej deprecjacji, ale prowadzi odbiorcę do takiej interpretacji, również powinna być traktowana jako naruszenie godności w sensie tej definicji? Na ile istotna jest dosłowna treść wypowiedzi, a na ile jej implikatury i kontekst pragmatyczny?

    Mam wrażenie, że takie przypadki pokazują, że ta definicja wymaga jeszcze doprecyzowania w praktyce. I może wartość polega właśnie na otwarciu pola do dgłębszej analizy.

  17. ZosiaZyg pisze:

    Bardzo ciekawy temat, ale nie jestem pewna, czy w pełni zgadzam się z tą definicją. Na pewno mowa nienawiści wiąże się z krzywdą, natomiast nie do końca rozumiem, co dokładnie oznacza „ocena niezależna od moralności czynów”. Czy chodzi o to, że taka ocena jest zawsze niemoralna, niezależnie od kontekstu?

    Mam też wrażenie, że w dzisiejszych realiach warto mocniej uwzględnić specyfikę internetu. Anonimowość i brak realnych konsekwencji sprawiają, że granice łatwo się przesuwają, a wypowiedzi, które w bezpośrednim kontakcie pewnie by nie padły, stają się czymś powszechnym.

    Dlatego sama definicja wydaje mi się interesująca, ale jej zastosowanie w praktyce – szczególnie w przestrzeni online – może być dużo bardziej skomplikowane.

  18. d_m1 pisze:

    Wydaje mi się, że w dyskusji nad tą definicją warto oddzielić dwie sprawy: rozpoznanie mowy nienawiści od decyzji, jak należy na nią reagować. Definicja może być trafna jako narzędzie etycznej diagnozy — może pomagać wskazać, kiedy wypowiedź przestaje oceniać czyny, a zaczyna naruszać godność osoby lub grupy. Nie znaczy to jednak automatycznie, że każda tak rozpoznana wypowiedź powinna być od razu zakazana, usunięta albo prawnie sankcjonowana.
    To rozróżnienie wydaje mi się ważne, bo inaczej definicja etyczna może zbyt łatwo stać się narzędziem moderacji lub cenzury. Można przecież uznać, że jakaś wypowiedź jest moralnie naganna, krzywdząca albo nienawistna, a jednocześnie uważać, że lepszą odpowiedzią jest polemika, ujawnienie błędu, krytyka społeczna lub pokazanie mechanizmu uprzedzenia (niekoniecznie natychmiastowe uciszenie).
    W przeciwnym razie pojawia się paradoks: jeśli mowę nienawiści będziemy zbyt szybko usuwać z przestrzeni publicznej, to niekoniecznie ją osłabimy. Możemy raczej przenieść ją do języka aluzji, kodów, memów i zamkniętych grup, gdzie trudniej będzie ją rozpoznać i poddać krytyce. Jawna wypowiedź bywa moralnie odrażająca, ale ma też pewną wartość diagnostyczną: pokazuje, jakie przekonania rzeczywiście krążą w społeczeństwie.
    Dlatego definicja mowy nienawiści jest potrzebna, ale moim zdaniem powinna być traktowana przede wszystkim jako narzędzie rozumienia i oceny, a nie automatyczny mechanizm zakazu. Między stwierdzeniem „to jest mowa nienawiści” a decyzją „to należy usunąć” powinien istnieć dodatkowy etap namysłu: jaki skutek przyniesie dana reakcja dla godności osób, ale także dla jawności i jakości debaty publicznej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.