O sztuczności sztucznej inteligencji.
PoFILOZOFUJmy raz jeszcze…

Kilka tygodni temu ukazał się w czasopiśmie FILOZOFUJ! mój kolejny tekst z serii „O sztucznej inteligencji z filozofią w tle”: Inteligencja sztuczna, czyli jaka?
Zastanawiam się w nim nad kilkoma filozoficznymi zagadnieniami, do których postawienia prowokuje pierwszy człon nazwy „sztuczna inteligencja”.
Nie zdradzając wszystkich szczegółów, przytaczam niżej trzy pierwsze akapity artykułu i zachęcam do przeczytania całości.
Nie zmartwię się, rzecz jasna, gdy pod wpisem pojawią się różne krytyczne komentarze i potoczy się dyskusja 😊.

W przyszłym roku minie 70 lat, odkąd termin sztuczna inteligencja (ang. artificial intelligence) wszedł na dobre do naukowego obiegu. W roku 1956 zaproponował go amerykański informatyk, John McCarthy, jeden z organizatorów słynnej konferencji w Dartmouth, która zgromadziła doborowe grono uczonych, zaangażowanych w badania nad nowego rodzaju maszynami. Były to maszyny obliczeniowe, które potrafiły wykonywać czynności zarezerwowane dotychczas dla ludzkiego intelektu, np. przeprowadzać logiczne wnioskowania, rozwiązywać problemy geometryczne czy grać w szachy. Sztuczną inteligencją (SI) nazwano zarówno badania nad tego rodzaju maszynami, jak i same maszyny – układy z jednej strony fizyczne, z drugiej zaś, sterowane za pomocą sformalizowanych algorytmów.

Wprowadzony przez McCarthy’ego termin przyjął się i dzisiaj tylko sporadycznie używa się określeń alternatywnych, takich jak inteligencja maszynowa czy obliczeniowa. W związku z jego popularnością możemy postawić pierwszą, zabarwioną filozoficznie, hipotezę: być może za atrakcyjność nazwy sztuczna inteligencja odpowiada jej semantyczna, a w szerszym planie filozoficzna otwartość. No właśnie – inteligencja sztuczna, czyli jaka? Czy nazywamy ją tak dlatego, że stanowi nasz wytwór, a więc jest syntetyczna? Czy może dlatego, że chcemy jej odmówić waloru autentyczności? A zatem: czy jest bardziej jak sztuczna nerka, czy bardziej jak sztuczny, udawany uśmiech?

Tego rodzaju dwuznaczność prowadzi do zażartych filozoficznych sporów o to, czy będąca naszym wytworem, syntetyczna SI może uzyskać status prawdziwej, autentycznej inteligencji? Czy nie pozostanie na zawsze jej symulacją, imitacją i niedoskonałą kopią? Czy sztuczność w znaczeniu pierwszym nie pociąga za sobą sztuczności w sensie drugim?

(…)

Zachęcam do dyskusji, zarówno nad powyższym fragmentem, jak i całym tekstem – Paweł Stacewicz

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Dydaktyka logiki i filozofii, Filozofia informatyki, Filozofia nauki, Światopogląd informatyczny, Światopogląd racjonalistyczny. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze do O sztuczności sztucznej inteligencji.
PoFILOZOFUJmy raz jeszcze…

  1. Olaf Werner pisze:

    Jedną z koncepcji filozoficznych jest tak zwane filozoficzne zombie czyli byt który miałby być w zachowaniu i nawet fizycznie nierozróżnialny od człowieka, ale nie miałby autentycznych przeżyć. Jest to po prostu ekstremalny rodzaj testu Turinga.

    Inną koncepcją jest panpsychizm według którego dosłownie cała materia jest świadoma w jakimś stopniu. Proszę zwrócić uwagę na odległość tych dwóch koncepcji.

    Stosunek między obliczeniami a świadomością też jest niejasny. Mogą być to zjawiska niezależne, albo tożsame.

    Pytanie jest też o sam status ontologiczny obliczeń oraz świadomości bo to mogą być zjawiska abstrakcyjne/metafizyczne jak np. pierwszość liczb albo fizyczne jak magnetyzm.

    Teraz w zależności od tego jak odpowiemy na zestaw PYTAŃ generujemy szkołe filozoficzną. Oto te pytania (niekoniecznie wszystkie wymieniłem).

    1. Czy istnieje rozróżnienie między fizyką a metafizyką?
    2. Czy obliczenia i świadomość są równoważne?
    3. Czy obliczenia są zjawiskiem fizycznym?
    4. Czy świadomość jest zjawiskiem fizycznym?
    5. Czy ten zestaw pytań jest wystarczający?

    Osobiście uważam że powodem istnienia paradoksów i odmiennych koncepcji w filozofii nie tylko sztucznej inteligencji jest istnienie „Ukrytych Pytań”/aksjomatów. Są to pytania dotyczące kwestii metafizycznych na które odpowiedzieliśmy, ale nie znamy pytania i odpowiedzi i niekoniecznie odpowiadamy konsekwentnie. Ślepota która nie jest przed oczami, ale za głową,

    Przykładem „Ukrytego Pytania”/aksjomatu było „Czy czas jest uniwersalny we Wszechświecie”. Dopiero Einstein zadał to pytanie i odpowiedział na nie.

    Generalnie to śledząc dyskurs dotyczący AI gdzie mamy masę koncepcji które są spójne, ale wzajemnie sprzeczne dochodzę do wniosku że istnieje „Ukryte Pytanie” które sprawia że krążymy w kółko i błądzimy jako całe społeczeństwo.

  2. Pantokreator pisze:

    Hej, mi się wydaje, że to 'ukryte pytanie’, czy ukryte założenie, to to, jak definiuje ktoś inteligencję. Można przyjąć, że ma się na myśli nie tylko, albo w ogóle nie, zachowania, faktyczne obserwowalne rzeczy, ale coś, co jest ukryte przed obserwacją, ale jest przyczyną tych zachowań, maszyny, czy człowieka. W szczególności w przypadku człowieka, można rozumieć inteligencję nawet nie jako to, co się obserwuje jako procesy w mózgu, którymi może się objawiać, ale jakieś ukryte przed obserwacją jakości umysłu czy świadomości. To jak ktoś definiuje słowo 'inteligencja’, rozstrzyga, co się ma na myśli mówiąc 'sztuczna’ inteligencja. Jeśli definiuje metafizycznie bardziej, w odwołaniu do tych nieobserwowalnych własności 'inteligencji’ człowieka’, to może mieć na myśli, że maszyny ich nie mają, dlatego są sztuczne. Ale można też definiować inteligencję jako pewną relację zachowań pomiędzy bytem inteligentnym a odbiorcą komunikatu (zobacz https://doi.org/10.3390/philosophies7060124 ). Wtedy sztuczny nie będzie oznaczał, że to jakiś gorszy duplikat, bo może ta 'stworzona’ inteligencja być zupełnie tożsama z inteligencją człowieka w tej koncepcji rozumienia terminu 'inteligencja’, a poprostu wyrażenie 'sztuczna’ będzie jedynie oznaczać, że mówimy o inteligencji stworzonej przez człowieka, a nie przyrodę (jak nasza). Co ciekawe, w tym drugim rozumieniu, nie ma żadnej ukrytej treści sugetującej 'gorszość’ sztucznej wersji. A nawet, fakty dokonań naukowych wykazują, że twory „sztuczne’ w sensie nie stworzone rzez przyrodę, ale przez człwieka, mogą być lepsze niż te 'naturalne’, jak np sztuczne stawy, soczewki czy zęby :)

  3. Paweł Stacewicz pisze:

    Bardzo ciekawa (i precyzująca!) odpowiedź. Faktycznie w dyskusjach typu „SI a ludzki umysł” bardzo dużo zależy od tego, jaki przyjmiemy głęboki sposób rozumienia inteligencji — którą ogólnie i powierzchownie definiuje się jako zdolność do rozwiązywania problemów (czasami wyróżniając różne typy problemów i zdolności).
    Ów głęboki sposób rozumienia Pantokreator nazywa metafizycznym (bo odwołujemy się tu do nieobserwowalnych własności typu intencja czy świadomość – których istnienie wymaga silnych metafizycznych/pozafizycznych założeń) i to zgrywa się chyba dobrze z propozycjami Olafa (który wymienia jednak cały katalog pytań metafizycznych).
    Ja zgadzam się, że wiele dyskusji prowadzi donikąd dlatego, że debatujący nie ujawniają swoich głębokich założeń, a niekiedy może nie są ich w ogóle świadomi.
    Efektywna dyskusja polegałaby zatem na tym, że zgadzamy się co do pewnych założeń (np. co do jakiejś formy panpsychizmu i twierdzenia, że za inteligencją z konieczności stoją pewnego rodzaju procesy świadome) i patrzymy, co z tego wynika. Taka dyskusja przypominałaby trochę wymianę myśli matematyków pracujących na tych samych założeniach; otwartych dodatkowo na wspólną zmianę tych założeń i nowe rozumowania.
    Być może coś takiego udałoby się tutaj przeprowadzić, a przynajmniej naszkicować…
    Może ktoś spróbuje :)
    Dopowiem na koniec, że drugi ze wskazanych przez Pantokreatora sposobów rozumienia inteligencji (relacyjny czy w pewnej wersji behawioralny) wymaga również pewnego rozstrzygnięcia filozoficznego; przyjmujemy mianowicie, że nie ma sensu przyjmować jakichś głębokich metafizycznych założeń co do natury/podłoża inteligencji (co też jest założeniem).
    Coś takiego zrobił Turing proponując swój test na inteligencję maszyny: X wykazuje inteligencję, jeśli zachowania werbalne X-a są (statystycznie) nieodróżnialne od zachowań człowieka.

  4. Ewelina T pisze:

    Świetny wstęp do ważnego problemu: zanim zaczniemy dyskutować o możliwościach SI, warto uświadomić sobie, że samo pojęcie „sztucznej inteligencji” jest filozoficznie niejednoznaczne. Ten fragment bardzo trafnie pokazuje, jak wiele zależy od tego, jakie znaczenie przypiszemy słowu „sztuczna” — i że bez takiego namysłu łatwo mówić o zupełnie różnych rzeczach, używając tych samych terminów.

  5. Paweł Stacewicz pisze:

    Ale z drugiej strony, taka świadomie wykorzystana dwuznaczność zachęca do refleksji i dyskusji, np. „Czy sztuczna/syntetyczna inteligencja z konieczności musi być sztuczną/nieautentyczną inteligencją?” Nie zawsze zatem dwu- czy wieloznaczność jest czymś szkodliwym… Co Pani o tym sądzi? A także jak się Pani zapatruje na zadane pytanie?

  6. Bartosz Z pisze:

    Pozwolę sobie dorzucić jeszcze jedno możliwe „ukryte pytanie”, trochę obok klasycznej osi.
    Czy inteligencja musi mieć własną perspektywę normatywną?

    Mam na myśli to, że w przypadku człowieka inteligencja nie polega jedynie na rozwiązywaniu jakichkolwiek problemów, ale bardzo często na rozpoznawaniu, które problemy w ogóle warto uznać za istotne. To nie jest już czysto obliczeniowa sprawność ani nawet kwestia zachowania obserwowalnego, lecz coś z pogranicza sensu, wartości i orientacji w świecie. Można powiedzieć, że ludzka inteligencja jest zawsze „zanurzona” w pewnym horyzoncie znaczeń. Coś jest problemem, bo coś dla kogoś znaczy.
    Jeśli tak, to pytanie o sztuczność SI trochę się przesuwa : nie „czy maszyna potrafi myśleć?”, ani nawet „czy ma świadomość?”, lecz „czy może mieć własne kryteria sensowności, a nie tylko zapożyczone?”. Prostyb przykład jaki na szybko mi się nasunąl: Sztuczna nerka działa autonomicznie, ale nie ma własnej koncepcji zdrowia. Sztuczny uśmiech też imituje ekspresję, ale nie wynika z przeżycia. Być może z SI jest podobnie i może być coraz lepsza w rozwiązywaniu zadań, ale pozostawać radykalnie „zapośredniczona” w cudzych celach i znaczeniach. W tym sensie „sztuczność” nie musiałaby oznaczać ani gorszości, ani nieautentyczności, lecz brak egzystencjalnego punktu widzenia. A to z kolei prowadzi już do pytania, czy inteligencja bez takiego punktu widzenia jest faktycznie jeszcze tą samą inteligencją, co ludzka czy tylko inną, obcą jej odmianą.
    I być może właśnie ta obcość, a nie imitacyjność, okaże się w przyszłości najbardziej interesująca.

    • Paweł Stacewicz pisze:

      Bardzo dziękuje za komentarz, tym bardziej, że zainspirował on kolejne osoby do własnych przemyśleń.
      Zastanawiam się nad kluczowym dla Pana wpisu stwierdzeniem: „Być może z SI jest podobnie i może być coraz lepsza w rozwiązywaniu zadań, ale pozostawać radykalnie „zapośredniczona” w cudzych celach i znaczeniach. W tym sensie „sztuczność” nie musiałaby oznaczać ani gorszości, ani nieautentyczności, lecz brak egzystencjalnego punktu widzenia.”
      Zastanawiam się, czy owo zapośredniczenie, a więc brak zdolności do stawiania własnych celów, które byłyby np. wynikiem egzystencjalnych uwarunkowań systemu, nie przesądza o wtórności, a więc właśnie o „gorszości” tak rozumianej inteligencji sztucznej.
      Wszak inteligencja ludzka wyraża się nie tylko w zdolności do rozwiązywania już zdefiniowanych problemów, ale również w umiejętności dostrzegania i definiowania nowych problemów. Nowych problemów czyli nowych celów…

      • Rafal L pisze:

        Może problem tkwi w tym, że próbujemy mierzyć SI wyłącznie ludzką miarą. Brak „egzystencjalnych” celów nie musi od razu oznaczać gorszości, tylko być może inną kategorię inteligencji, bardziej „narzędziową” niż „podmiotową”. Człowiek rzeczywiście potrafi sam wyznaczać cele, ale robi to głownie dlatego, że od początków istnienia jest pochłoniony potrzebami, emocjami czy potrzebą przetrwania. SI nie ma tego samego tła, zostało stworzone z myślą rozwiązywania problemów. Trochę jak z kalkulatorem, kalkulator potrafi liczyć szybciej i pewniej niż matematyk, ale nie wybiera sam, które problemy są ważne i po co w ogóle je liczyć.
        Faktem jest że OBECNE modele SI, nie rozumieją świata. Działają na zasadzie przetwarzania wzorców danych przygotowanych przez człowieka. Wiedzą że woda jest mokra, bo tak zostało im napisane tysiące razy. Stąd też pytanie czy jest to jeszcze „rozumienie” i „inteligencja”, czy tylko bardzo sprawne odtwarzanie wzorców…

  7. Hubert B pisze:

    Bardzo ciekawy wątek z tą „obcością” SI, o której wspomniał Bartosz. Chciałbym pójść tym tropem i zapytać o jeszcze jedną rzecz: czy nasze upieranie się przy tym, że inteligencja musi być „ludzka” (mieć uczucia, świadomość czy własne cele), nie jest trochę pułapką?

    Można by użyć porównania do latania. Kiedyś ludzie myśleli, że aby latać, trzeba machać skrzydłami jak ptak (podejście naturalistyczne). Potem zbudowaliśmy samoloty, które latają zupełnie inaczej, nie mają piór ani nie czują wiatru, ale czy przez to latają „sztucznie” w sensie „nieprawdziwie”? Nie, one po prostu latają w inny, techniczny sposób.

    Może ze sztuczną inteligencją jest podobnie? Może to, że ona nie „rozumie” albo nie ma „własnego punktu widzenia”, wcale nie oznacza, że jej inteligencja jest tylko udawaniem. Może to po prostu nowa kategoria zjawiska – „inteligencja bez umysłu”. Jeśli samochód autonomiczny dowiezie nas bezpiecznie do celu, to fakt, że nie „chciał” tam jechać, nie zmienia tego, że wykonał zadanie inteligentnie.

    Pytanie tylko, czy my, jako ludzie, będziemy potrafili zaakceptować taką „obcą” inteligencję jako autentyczną, czy zawsze będziemy czuć niedosyt, bo nie jest ona odbiciem naszej własnej natury?

  8. Maciej J pisze:

    Warto tu wspomnieć o rozważaniach Andrzeja Dragana z książki „Quo vAIdis”, które podważają nasze przywiązanie do etykiety „sztuczna”. Często lekceważymy możliwości modeli językowych (LLM), twierdząc, że to „tylko” wielkie macierze i statystyczne przewidywanie kolejnego słowa. Jednak Dragan zauważa, że prostota mechanizmu (matematyka) wcale nie wyklucza tego, że z tego procesu wyłania się autentyczna zdolność wnioskowania. Skoro modele mogą się mylić, a my jesteśmy w stanie podpowiedzieć im poprawną odpowiedź, którą one „zrozumieją”, to znaczy, że zachodzi tam coś na wzór procesu logicznego.

    Czy fakt, że pod spodem zachodzą operacje na liczbach, oznacza, że efekt końcowy jest „udawany”? Przecież świat, który znamy, również jesteśmy w stanie sprowadzić do modeli matematycznych i obliczeń fizycznych – czy to czyni go sztucznym? Zatem jeśli macierze skutecznie wnioskują, to może ta inteligencja jest znacznie mniej „sztuczna”, niż byśmy chcieli przyznać.
    Swoją drogą bardzo polecam przytoczoną tu książkę, przedstawia ciekawą perspektywę na problem sztucznej inteligencji i pozwala lepiej zrozumieć temat od zaplecza :D

  9. Szymon Ch pisze:

    Nazwa „sztuczna inteligencja” została oczywiście nadana przez człowieka i oba jej człony wrażliwe są na różnice w interpretacji. W cytowanym tekście zostało postawione pytanie o sztuczność w znaczeniach syntetyczność a nieautentyczność, lub może oba te znaczenia na raz (nie są przecież dychotomią). Tak samo w różny sposób definiować można inteligencję. Poza definicją o zdolności do wykonywania czynności zarezerwowanych dotychczas dla ludzkiego intelektu, wiele osób podkreśla jak ważną częścią tego, co rozumiemy jako inteligencję są emocje i doświadczenia, a maszyna przecież nie czuje i nie doświadcza.
    Nie powinno dziwić jak wiele osób nie zgadza się co do „sztuczności” i „inteligencji” SI, jeśli terminy te mogą znaczyć tak wiele różnych rzeczy. Na pewno jest ona syntetyczna, ale czy jest nieautentyczna? To już zależy od jednostkowej interpretacji. A może sztuczna miało znaczyć po prostu „inna”, nie będąca tworem naturalnym.

  10. Zuzanna J pisze:

    Ciekawy fragment i świetna zachęta do refleksji! Zastanawiające jest to jak nazwa „sztuczna inteligencja” sama w sobie generuje filozoficzne pytania o autentyczność i granice między naturą, a wytworem ludzkim. Ta dwuznaczność czy SI ma być syntetyczną kopią, czy może czymś zupełnie nowym myślę że trafnie nam pokazuje, że mamy do czynienia nie tylko z technologią ale z językiem i metaforą, która kształtuje nasze rozumienie tego, co uznajemy za inteligentne. Myślę, że to podejście może pomóc w unikaniu uproszczeń typu „SI jest albo ma świadomość, albo jej nie ma”, bo otwiera przestrzeń do rozróżnienia różnych rodzajów inteligencji i ich relacji do nas jako użytkowników jak i kreatorów :)

  11. Wojciech Makurat pisze:

    Warto przypomnieć, że sama ludzka inteligencja jest produktem ubocznym ewolucji. Mechanizmy prowadzące do przetrwania okazały się zarazem zdolne do tworzenia rozumienia — ale pierwotna funkcja mózgu nie była epistemologiczna, tylko adaptacyjna.

    W przeciwieństwie do tego, kierunek wielu badań nad SI zakłada, że rozumienie, a dalej przewidywanie i inferencja, są celem pierwszoplanowym. Jeśli traktować zdolność do budowania stabilnych struktur pojęciowych jako minimalne kryterium „rozumienia w działaniu”, to trudno utrzymywać sugerowaną tezę, że współczesne systemy są jedynie syntaktyczne („syntaktyka nie wystarcza dla semantyki”). W nowszych pracach (np. Li et al., „Do LLMs Build World Representations?”, NeurIPS 2024) pokazano, że duże modele językowe tworzą wewnętrzne abstrakcje świata różnicujące obiekty i ich role, a więc zachowują pewien rodzaj semantyki funkcjonalnej — nawet jeżeli nie odtwarzają pełnej dynamiki świata ani nie posiadają semantyki fenomenalnej w sensie Searle’a. Modele te grupują elementy według ich znaczenia dla przewidywania, a nie tylko powierzchniowych cech języka, co w przeczy prostej wersji argumentu o „czystej syntaktyce”.
    Nie można także zapominać, że już na podstawowym poziomie słowa są przechowywane w formie wektorów kodujących właśnie semantykę tych słów.

    Jeżeli uznać, że inteligencja — niezależnie od podłoża — polega na skutecznym rozumieniu i przewidywaniu, to można postawić tezę, że to właśnie „sztuczna” inteligencja dąży do statusu inteligencji właściwej, nie będąc ograniczoną przez materiał biologiczny, z którego wynikają nasze własne możliwości i ograniczenia.

    • Paweł Stacewicz pisze:

      Pisze Pan: „…trudno utrzymywać sugerowaną tezę, że współczesne systemy są jedynie syntaktyczne („syntaktyka nie wystarcza dla semantyki”)”.
      Ja niczego takiego w przywoływanym tekście z „Filozofuj!” nie sugeruję; przytaczam po prostu pogląd Searle’a i jego zwolenników. Jestem wobec niego sceptyczny — sugerując, że umysł ludzki może mieć naturę obliczeniową, ale niekoniecznie wchodzące w grę obliczenia muszą być cyfrowe. Jeśli zaś podstawą naszej aktywności umysłowej nie są obliczenia cyfrowe, to współczesne systemy SI, nawet te oparte na dużych modelach językowych i stojących za nimi sieciach neuronowych, mogą nie wystarczyć do osiągnięcia takiej skuteczności w identyfikowaniu, rozumieniu i rozwiązywaniu problemów, jaką dysponuje ludzki umysł.
      I jeszcze jednak uwaga, dotycząca naszych biologicznych ograniczeń… Z pewnością one istnieją. Z pewnością jednak każdy inny „materiał” i każda jego struktura niosą ze sobą pewnego rodzaju nieprzekraczalne ograniczenia. Dotyczy to także formy realizowanych obliczeń, nawet jeśli mogą one być realizowane przez różne materialnie i strukturalnie układy. Przykładowo: zarówno obliczenia cyfrowe, jak i analogowe-ciągłe, mają swoje ograniczenia, wynikające z samej formy (definicji) tych obliczeń.
      A wracając do „materiału biologicznego”. Być może układy organiczne, będące produktem trwającej miliardy lat ewolucji czyli dobrze przez ewolucję ustrukturyzowane, mają oprócz ograniczeń, kolosalne zalety – wyrażające się na przykład w ultra-niskim zużyciu energii przez układy realizujące bardzo skomplikowane operacje obliczeniowe.
      Mam nadzieję, że moje szybkie uwagi okażą się inspirujące.

      • Wojceich Makurat pisze:

        Oczywiście nie miałem na myśli, że to Pana pogląd. Pisałem o tym jako polemika z poglądem Searle’a. Co do skuteczności w identyfikowaniu, rozumieniu i rozwiązywaniu problemów, jaką dysponuje ludzki umysł – te kwestie są moim zdaniem mocno dyskusyjne. Należy pamiętać, że nie możemy mierzyć SI miarą tego, jak działa dzisiaj, a jak potencjalnie może działać w przyszłości – także tej dalekiej. Jeśli już dzisiaj na wielu polach właśnie w kwestii rozumieniu i rozwiązywaniu problemów już teraz niejednokrotnie SI przewyższa człowieka, teza, że przerośnie go obiektywnie jest przynajmniej prawdopodobna. Co do ograniczeń z kolei, zaczynając od kwestii formy obliczeń – zwierzęce umysły także wykonują pewną formę obliczeń. Pewne romantyzowanie ich wynika jednak z tego, że nie potrafimy ich jeszcze dokładnie zdefiniować. W przypadku SI z kolei ze względu na to, że dobrze znane jest jej działanie, a jednocześnie duże zróżnicowanie jej architektur, umożliwia to znaczące ograniczanie tych ograniczeń. Argument czasu wieloletniości ewolucji i (w konsekwencji) młodości informatyki moim zdaniem świadczy na korzyść SI. Pomijając już, że porównanie prędkości rozwoju obu daje rezultaty druzgocące dla człowieka, jednocześnie może wyolbrzymiać poczucie, jak bardzo nieodkryty potencjał może mieć jeszcze SI. Wracając do kwestii samego „materiału biologicznego” – sygnał w układzie nerwowym przesyłany jest z wykorzystaniem impulsów elektrycznych. Cechą szczególną białek nie jest jednak to, że dobrze przewodzą one prąd. Ich cechą jest samoreplikowalność i to właśnie przez to są one budulcem naszych komórek. W przypadku wytworów syntetycznych z kolei sytuacja wygląda przeciwnie. Ośrodkiem przetwarzania danych jest ten materiał, który w danym czasie zapewnia najlepsze możliwości. Aktualnie jest to krzem, jednak może on się wciąż zmieniać – na przykład, jeśli dojrzeje technologia komputerów optycznych lub kwantowych. Względnie niskie zużycie energii przez nasz mózg nie wynika w tym przypadku z materiału biologicznego, a z architektury – zarówno jednostek obliczeniowych, jak i samych sieci neuronowych. Nie jest jednak wykluczone, że któreś z tych czynników się zmieni (a raczej jest to bardzo prawdopodobne). Po dowolnie dużej i dowolnie istotnej zmianie wciąż będziemy jednak mieli do czynienia ze sztuczną inteligencją (syntetyczną).

  12. Patryk P pisze:

    Ciekawe jest zastanowić się, co naprawdę oznacza, że sztuczna inteligencja „rozumuje”. Jej sposób myślenia różni się od ludzkiego, ponieważ opiera się na wykrywaniu wzorców i zależności w danych, a nie na świadomym doświadczeniu czy intencjach. Mimo tej odmienności efekty działania SI w wielu przypadkach mogą przypominać nasze własne wnioski i decyzje.

    To prowokuje do refleksji nad tym, czy inteligencja stworzona przez człowieka musi być uważana za mniej „autentyczną” tylko dlatego, że jest syntetyczna. Być może skuteczność SI, nawet jeśli przebiega w zupełnie inny sposób niż ludzka, sama w sobie stanowi formę prawdziwej inteligencji. W tym świetle sztuczność nie musi oznaczać imitacji ani braku wartości, lecz po prostu inny sposób działania.

    A może odmienność sposobu „myślenia” SI powinna skłaniać nas do ponownego przemyślenia, czym jest inteligencja i jak ją rozumiemy?

  13. Mateusz R pisze:

    W komentarzach zostało poruszone wiele interesujących wątków i ujęć tego rozważania. Zainspirowało mnie to do spojrzenia na temat pod kątem świadomości. Gdy jako inteligencje przyjmujemy istnienie świadomości, należy wziąć pod uwagę, że nie wiemy czym jest świadomość dla nas samych. Tu należy postawić pytania: Czy samo istnienie procesów życiowych jest wystarczające, aby określić czy coś jest świadome? Czy tylko ludzie z istot żywych posiadają świadomość? Jaki poziom zdolności rozumowania i rozwiązywania problemów musi osiągnąć byt abyśmy, uznali go za świadomy? Wiele zwierząt podobnie jak my również potrafi rozwiązywać problemy i stosować narzędzia. Wiele posiada dobrą pamięć i umiejętności wyciągania wniosków na podstawie poprzednich wspomnień. Dla przykładu ośmiornice potrafią używać narzędzi, rozpoznawać ludzi, wykonywać zagadki logiczne takie jak przechodzenie labiryntów oraz przechodzą test lustra (potrafią rozpoznać siebie w lustrze). Niektóre źródła mówią o krukach „udamawiających” wilki w zimnych regionach w celu łatwiejszego zdobywania pokarmu, niekiedy nawet bawią się z ich młodymi. Czy te cechy nadają tym zwierzętom świadomość? Gdzie leży granica? Czy takim wyznacznikiem może być test lustra? Jeśli zwierzę jest w stanie rozpoznać samo siebie to czy jest świadome swego istnienia? Być może po prostu nigdy nie widziało swego odbicia i nie wie jak wygląda? Jeśli człowiek jest świadomy jak wygląda, z czego się składa i jakie są jego ograniczenia (taka samoświadomość w ujęciu psychologicznym) to czy wystarczy żeby określić go świadomym? Czy jeśli SI wie na jakim sprzęcie się je włącza, czym jest i jakie są jej ograniczenia to czy można określić je samoświadomym? Być może problemem w określeniu tego zjawiska jest nasza własna skłonność do mierzenia wszystkiego własną miarą.

  14. Michał J pisze:

    Ciekawe to porównanie z nerką i uśmiechem, nigdy o tym w ten sposób nie myślałem, a to idealnie pokazuje, o co chodzi w tych kłótniach o AI.

    Dzisiejsze AI to bardziej ten „sztuczny uśmiech”. Niby wygląda jak rozmowa, niby są mądre zdania, ale pod spodem nikogo nie ma. To tylko świetna maska. Z drugiej strony, jeśli ten „uśmiech” pomaga mi pisać kod albo poprawiać maile, to może działać trochę jak ta nerka – robi robotę, nawet jak jest sztuczny.

  15. Wojciech Makurat pisze:

    Chciałbym zaproponować eksperyment myślowy:

    Stan ludzkiej wiedzy rozwija się do poziomu, w którym ludzki organizm nie ma dla nas żadnej tajemnicy.

    1. Potrafimy stworzyć człowieka w stanie idealnie odpowiadającym człowiekowi np w wieku 40 lat z wytworzoną pamięcią, umiejętnościami, przeżyciami, człowiek taki byłby nierozróżnialny od 40-latka wychowanego „tradycyjnie”

    2. Potrafimy stworzyć syntetyczny mózg o identycznej budowie, jak człowieka, do którego możemy dostarczać sygnały identyczne sygnały, jak do prawdziwego mózgu: zarówno nerwowe, jak i hormonalne. Mózg miałby także wbudowaną pamięć, przeżycia, także jego reakcja na te sygnały byłaby nierozróżnialna od tej prawdziwego mózgu.

    3. Potrafimy także stworzyć sztuczny mózg o dowolnej budowie, innej od ludzkiej, jednak reagujący identycznie na sygnały imitujące te prawdziwe.

    4. Tworzymy także instancję niemającej na celu imitacji ludzkiego mózgu, a skuteczne rozwiązywanie zadań, tradycyjnie do tej pory przeznaczonych dla ludzkiego mózgu, instancja ta przewyższa ludzi w tych zadaniach.

    5. Potrafimy stworzyć też instancje bardziej minimalistyczne – także skutecznie rozwiązujące zadania, jednak na poziomie nieznacznie niższym, jak ludzki (jednak oszczędne np energetycznie).

    Czy wszystkie te przypadki są przykładami sztucznych i teligencji, czy może od pewnego poziomu można tę inteligencję nazwać sztuczną?

  16. Piotr B pisze:

    Cześć, mnie najbardziej zainteresował fragment o sporze pomiędzy osobami obcującymi za „imitacyjnym” statusem SI a komuptacjonistami. Osobiście bliżej mi do obozu komputacjonistów, jednak uważam, że odpowiedni system informatyczny i algorytmy przetwarzające dane to nie wszystko.

    Myślę, że jeżeli chcemy uzyskać efekty myślenia, przemyśleń i wnioskowania na wzór człowieka, to musimy skupić się na pytaniu, czemu człowieku jest zdolny do wykonywania tych czynności.

    Abstrachując od kwestii religijnych i tego co mógł dać nam „Bóg” wedle różnych religii, można założyć, że inteligencja rozumna to coś co człowiek wykształcił na przestrzeni wielu lat ewolucji. Podczas tego okresu można traktować człowieka jako tak zwaną „czarną skrzynkę”. Przyjmował on na wejściu wszystkie sygnały możliwe do przetworzenia zmysłami. Tak więc czy to była wymiana prymitywnych dźwięków i gestów pomiędzy innymi osobnikami plemnienia, czy zasmakowanie śmiertelnych grzybów, każde takie doświadczenie w jakiś sposób kształtowało umysł człowieka, a ewolucja decydowała która wykształcona cecha jest najkorzystniejsza. Ostatecznie okazało się, że to możliwość myślenia, która wykształciła się u ludzi rozumnych (Homo Sapiens) była najkorzystniejszą cechą. Na drodze ewolucji wykształciliśmy organ zdolny do takiej interpretacji sygnałów i ich przetwarzania, że obecnie nazywamy to rozumnym myśleniem.

    Ostateczne potwierdzenie tez komputacjonistów można udowodnić w eksperymencie, w którym mielibyśmy idealnie odwzorowany umysł sterowany algorytmami i bylibyśmy w stanie dostarczyć mu wszystkich sygnałów które odbierał i przetwarzał człowiek. Jeżeli rezultatem będzie sztuczny umysł (sztuczna inteligencja), zdolny do rozumnego myślenia i wnioskowania to będziemy mieli potwierdzenie że świadomość i inteligencja to cecha emergentna występująca naturalnie w przyrodzie i możliwa do odtworzenia przez człowieka.

  17. Dominika M pisze:

    „Sztuczny uśmiech” to moim zdaniem świetne podsumowanie obecnych narzędzi AI. Konwersacje z „czatem” właśnie tak wyglądają – jest dla nas uprzejmy, pomocny, motywujący, ale mimo wszystko dla wielu niewystarczająco przekonujący. Można tu zauważyć coś w rodzaju efektu „uncanny valley”. AI bardzo stara się brzmieć dokładnie jak my, przekonać nas, że jest równorzędnym partnerem do rozmowy, ale w wielu przypadkach osiąga coś dokładnie odwrotnego. Kiedy coś zachowuje się prawie jak człowiek, ale jednak nie do końca, to w ostatecznym rozrachunku wywołuje w nas dyskomfort, czasem zażenowanie, odrazę.

    Odpowiedź na pytanie czy sztuczna inteligencja może uzyskać status autentycznej zależy od tego, jak tę autentyczność zdefiniujemy. AI potrafi być niezwykle przydatnym narzędziem i na pewno można skutecznie uargumentować tezę, że jest to „prawdziwa” inteligencja. Wydaje mi się jednak, że dla wielu osób byłoby to stwierdzenie trudne do zaakceptowania i że jako ludzie wolimy trzymać się przeświadczenia, że faktycznie istnieje rozróżnienie między „sztuczną” inteligencją a „naszą” inteligencją.

  18. Szymon Spaczyński pisze:

    Słowo „sztuczny” samo w sobie ja rozumiem jako coś, co jest sprzeczne z tym, co wygenerowała natura, w szczególności to, co człowiek wygenerował wbrew naturze (sztuczne jezioro, rzeki, wspomniana wcześniej sztuczna nerka), lub coś nieautentycznego (sztuczny uśmiech). Pojęcie „sztuczna inteligencja” moim zdaniem nazywa się tak dlatego, że obejmuje wymyślone przez człowieka algorytmy i technologie, które mają na celu imitować ludzką inteligencję, ale jednak człowiekiem same w sobie nie są.

    Chciałbym jednak pójść o krok dalej i poruszyć temat różnic między „sztuczną inteligencją” a inteligencją człowieka. Kilku moich przedmówców wskazało na świadomość człowieka, która to ma go odróżniać od „inteligentnej” maszyny. Ale czym tak naprawdę jest świadomość? Czym się ona właściwie różni od sposobu „myślenia” komputerów?

    Algorytmy SI przeważnie opierają się na tym, że komputer dostaje do analizy bardzo dużą ilość danych, następnie ma za zadanie znaleźć w tych danych jakiś wzorzec i zgodnie z tym wzorcem wygenerować odpowiedź na jakąś nową informację wejściową (np. prompt do ChataGPT). Gdyby się jednak głębiej zastanowić, czy ludzki sposób myślenia nie działa w podobny sposób? Ludzka świadomość, przekonania, poglądy, sposób podejmowania decyzji wynikają z pewnych wrodzonych ludzkich cech, ale w bardzo dużej mierze także z „informacji”, które dana osoba otrzymywała przez całe życie. Rodzina, przyjaciele, znajomi, przeglądane treści i strony w internecie, wszystko to kształtuje inteligencję i sposób myślenia człowieka. Jeśli środowisko to będzie nieodpowiednie, moralność takiej osoby zostanie mocno zachwiana, podobnie jak bot Tay wypuszczony w 2016 roku, który – ucząc się na danych będących komentarzami ludzi z Twittera – zaczął publikować antysemickie i rasistowskie treści.

    Przechodząc nieco głębiej do sposobu myślenia ludzi i komputerów, algorytmy SI były tworzone tak, by jak najgłębiej odzwierciedlać ludzkie mechanizmy odpowiadające za inteligencję – sztuczna sieć neuronowa ma działać podobnie do sposobu przetwarzania informacji przez neurony w ludzkim mózgu, mechanizm kar i nagród pozwalający komputerom np. nauczyć się grać w grę samochodową, itp.

    Podobnie jak sztuczna nerka, która ma za zadanie imitować zachowania i akcje podejmowane przez rzeczywistą nerkę. Gdyby się jednak lepiej zastanowić, co sprawia, że naturalna nerka jest „wyjątkowa”? Zapewne to, że została wytworzona naturalnie, a nie przez człowieka, ale co poza tym? Przecież za działaniem naturalnej nerki nie stoi żadna magia, tylko wiele zaawansowanych procesów chemicznych i biologicznych jakie w niej zachodzą. Analogicznie jest z ludzką inteligencją.

    Oczywiście nikt nie ma wątpliwości, że w pewnych elementach „sztuczna inteligencja” nie jest w stanie zastąpić człowieka. Dobrym przykładem są filmiki, w których SI uczy się grać w grę samochodową i to, ile czasu jej to zajmuje w porównaniu z dzieckiem, które siądzie do takiej gry. Ale czy to dlatego, że ludzka inteligencja działa w sposób, który dla maszyn jest nieosiągalny? Czy za ludzkim myśleniem stoi jakiś niezbadany mechanizm? Czy może po prostu ludzka technologia nie wygenerowała jeszcze póki co tak zaawansowanego i skomplikowanego komputera jak ludzki mózg, ale przy nieograniczonej ilości pieniędzy, czasu i zasobów by mogła? Warto szczególnie podkreślić tutaj zwrot „póki co”, ponieważ sytuacja w tym aspekcie jest bardzo dynamiczna. Jeśli jakiemuś szalonemu naukowcowi uda się kiedyś opracować algorytm tak precyzyjnie odwzorowujący działanie ludzkiego mózgu, to czekają nas naprawdę ciekawe czasy…

  19. Sall pisze:

    Nazywając inteligencję maszyn „sztuczną”, zdradzamy trudność w uznaniu czegoś niebiologicznego za w pełni prawdziwe. A przecież także my sami nie jesteśmy prostym dziełem intencji czy projektu. Nasza świadomość wyłoniła się w wyniku ślepych procesów ewolucyjnych.

    Richard Dawkins w „Samolubnym genie” pokazuje, że nasze decyzje i poczucie „ja” są w dużej mierze efektem działania genów, które kierują nas ku własnemu przetrwaniu, często niezależnie od naszej świadomości. Jeśli tak, różnica między komórkami a tranzystorami nie leży w samej zdolności do przetwarzania informacji, lecz w historii ich powstania i rodzaju doświadczenia.

    Może więc problem nie tkwi w tym, że maszyny są „sztuczne”, lecz w tym, że trudno nam uznać inteligencję pozbawioną biologicznego kontekstu za równorzędną. Co gdyby „aktualna” sztuczna inteligencja byłaby taka sama, ale używałaby biologicznych komórek, zamiast tranzystorów? Czy nazwalibyśmy ją sztuczną?

    • Kajetan Ł pisze:

      Poruszony przez Pana wątek ewolucyjny jest interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na sztuczną inteligencję z perspektywy mniej skupionej wyłącznie na człowieku. Jeśli inteligencję rozumieć jako zdolność wyłaniająca się w długim procesie adaptacji, to przejście od komórek nerwowych do tranzystorów może być w pewnym sensie potraktowane jako kolejny etap rozwoju. Być może mamy tu do czynienia z nową formą ewolucji, tym razem technologicznej, w której to człowiek przejmuje rolę środowiska selekcyjnego.

      W takim ujęciu sztuczna inteligencja nie byłaby jedynie imitacją tej biologicznej, lecz jej przekształceniem na innym nośniku. Różnica polega w głównej mierze na tempie i stopniu intencjonalnego projektowania tego procesu, ale nie jest oczywiste, czy powinno to odbierać temu procesowi autentyczność. Być może problem ze słowem „sztuczna” inteligencja polega nie tylko na jej niebiologicznym charakterze, lecz także na naszych przyzwyczajeniach pojęciowych, które każą nam utożsamiać autentyczność inteligencji wyłącznie z jej naturalnym, ewolucyjnie ukształtowanym pochodzeniem.

  20. Artykuł jest de facto streszczeniem obecnego od lat 70 dyskursu, którego, moim zdaniem, głównym fundamentem jest brak jasnego porozumienia na poziomie definicji. Pragnę dodać od siebie jednak kilka myśli, które moim zdaniem mogą przybliżyć rozstrzygnięcie tego sporu – w 2026 roku, gdy nasza wiedza o mózgu jest jeszcze większa, a doświadczenie z LLM-ami jeszcze dłuższe. A przynajmniej podzielić się moim zdaniem.

    W opinii niektórych naukowców (np. prof. Marcina Matczaka) z badań kognitywistycznych może wynikać, że ludzki aparat mowy nie jest jedynie „ubieraniem myśli w słowa”, tylko działa odwrotnie: samo mówiene / pisanie słów jest równoznaczne z myśleniem jako takim i może wręcz występować przed autorefleksją – najpierw coś mówimy, tworzymy słowa, a dopiero potem zastanawiamy się czy się z nimi zgadzamy. Gdy się nad tym zastanowiłem, postanowiłem przeprowadzić coś w rodzaju medytacji podczas luźnej rozmowy z kolegą, faktycznie w takim spojrzeniu jest – przynajmniej w moim przypadku – sporo prawdy. LLM działa odwrotnie, słowa są dopiero ostatecznym wynikiem procesu kreowania odpowiedzi, i są (upraszczając) odbiciem, słownikowaniem wcześniej wytworzonych struktur.

    I teraz kontynuując – odnosząc się do „logicystycznej” i „naturalistycznej” natury mózgu i/lub sztucznej inteligencji. Ludzkie myślenie ma kilka warstw, które moim zdaniem zbyt często sprowadza się jedynie do „mózgu”. Sam ten narząd ma kilka różnych warstw, o różnym „wieku ewolucyjnym” – na przykład stosunkowa młoda kora przedczołowa, czy archaiczny „mózg gadzi”. Do tego dochodzą jeszcze odruchy rdzeniowe, hormony, odpowiedź z ciała itp. I to jest coś, czego komputer nigdy nie poczuje – strach, radość, ból, stres…, przynajmniej tak długo, jak program komputerowy będzie symulował jedynie sieć neuronową, czyli bardzo ograniczoną symulację bardzo wąskiego wycinka ludzkiego zachowania, opierając się jedynie na tokenach i słowach.

    Pozdrawiam

  21. Michał P pisze:

    Zarysowany w artykule spór o naturę sztucznej inteligencji świetnie porządkuje klasyczne stanowiska, jednak warto spróbować spojrzeć na ten problem z nieco innej, bardziej współczesnej perspektywy, którą proponuje Jacek Dukaj w swoim tomie esejów „Po piśmie”.

    ​Dukaj sugeruje, że nasza fiksacja na pytaniu, czy maszyna „czuje” lub „rozumie” (klasyczny problem semantyki u Searle’a), wynika z głębokiego antropocentryzmu. Według niego Sztuczna Inteligencja to każda metoda przetwarzania symboli wyprowadzona poza obręb pojedynczego białkowego mózgu. W tym ujęciu AI nie narodziła się w połowie XX wieku, lecz towarzyszy nam od stuleci jako „analogowe” systemy cywilizacyjne, które działają niezależnie od jednostkowej ludzkiej świadomości.

    ​Jako przykłady takich „sztucznych inteligencji” Dukaj wskazuje mechanizmy, które już dawno zdominowały nasze życie, mimo że rzadko postrzegamy je w kategoriach algorytmicznych:

    ​Prawo: To gigantyczny, sformalizowany algorytm. Na wejściu mamy stan faktyczny, który zostaje przepuszczony przez system sztywnych reguł logicznych, dając na wyjściu konkretny wynik – wyrok. To „myślenie” odbywa się w strukturze procedur, a nie w pojedynczym umyśle sędziego.

    ​Rynek i giełda: Zdecentralizowany system obliczeniowy, który w czasie rzeczywistym wycenia wartość dóbr i pracy całych narodów. Żaden człowiek nie jest w stanie ogarnąć całości tych operacji; to autonomiczne procesy matematyczne kształtują naszą rzeczywistość ekonomiczną.

    ​Biurokracja: Państwo jako maszyna, w której urzędnik pełni rolę wymiennego podzespołu wykonującego instrukcje. System ten podejmuje decyzje w oparciu o sformalizowane przepływy informacji, a nie o subiektywne wglądy jednostek.

    ​W tym ujęciu współczesne algorytmy AI to po prostu kolejna, bardziej wydajna faza eksternalizacji intelektu. Skoro prawo czy rynek od wieków skutecznie zarządzają ludzkością, będąc w istocie „bezdusznymi automatami”, to czy kwestia autentyczności wewnętrznych przeżyć maszyny ma w ogóle kluczowe znaczenie? Być może to, co nazywamy „sztucznością”, jest po prostu obiektywizacją procesów myślowych, które po raz pierwszy w historii nie potrzebują już ani jednego biologicznego nosiciela, by realnie kształtować świat.

    ​Ciekaw jestem Państwa zdania: czy taka „funkcjonalna” i cywilizacyjna definicja AI nie wydaje się bardziej adekwatna do czasów, w których algorytmy faktycznie przejęły rolę zewnętrznego intelektu?

  22. Kamil Z. pisze:

    Wydaje mi się, że tak naprawdę należy zacząć pytania, czym właściwie jest intelignejca? Najprościej można ją określić jako zdolność do pozyskiwania nowej wiedzy i umiejętności, oraz wykorzystywania ich w życiu codziennym. Podobną odpowiedź prawdopodobnie podałoby 90% zapytanych osób. Tylko czy ta definicja na pewno w całości opiusje coś tak złożonego?

    W 1983 r. Howard Grander przedstawił teorię „Inteligencji wielorakiej”. Wyróżnił w niej:
    1. Inteligencję językową – umiejętność czytania/pisania
    2. Inteligencję matematyczną – umiejętność logicznego rozumowania oraz liczenia
    3. Inteligencję wizualno-przestrzenną – umiejętność malowania, rysowania
    4. Inteligencję ruchową – zdolności manualne
    5. Inteligencję przyrodniczą – umiejętność postępowania zgodnie z prawami natury
    6. Inteligencję muzyczną – umiejętność pisania piosenek, śpiewania
    7. Inteligencję interpersonalną społeczną – umiejętności interpersonalne
    8. Inteligencję interpersonalną refleksyjną – umiejętność wyciągania wniosków z popełnionych błędów.

    Na dzień dzisiejszy śmiało można stwierdzić że sztuczna inteligencja posiada umiejętności opisujące rodzaje inteligencji 1-3 oraz 5. Można to stwierdzić poprzez prostą rozmowę z ChatemGTP. Są to zwykłe algorytmy oraz zaprogramowane przez człowieka przy udostępnieniu SI bazy danych jaką jest internet. Dla człowieka można to określić jako wiedzę.

    W przypadku rodzaju nr. 4 można dyskutować czy warunk został spełniony. Z jednej strony po ulicach nie chodzą roboty przypominające wyglądem człowieka, a z drugiej mamy już pierwsze samojeżdzące samochody lub przynajmniej systemy utrzymujące odpowiednią odległość od innych pojazdów lub zatrzymujace samochody po wykryciu niebezpieczeństwa. Więc nawet jeżeli SI nie osiągneło jeszcze odpowiedniego poziomu to jest to tylko kwestią czasu.

    Na koniec zostały inteligencje społeczne, które personalnie uważam za najbardziej kluczowe. Człowiek wyciąga wnioski w przypadku kiedy sam odczuje nieprzyjemne konsekwencje lub ktoś wskaże mu błąd. SI już to potrafi. Ponownie przywołam przykład ChataGPT. Jeżeli popełni błąd i użytkownik mu go wskaże, Chat go naprawi. Nie oznacza to że nigy już go niepopełni ale takiej gwarancji nie dostaniemy również u człowieka.

    Na koniec zostało pytanie, czy sztuczna inteligencja posiada umiejętności społeczne? Na dzień dzisiejszy powiedziałbym, że nie. Oczywiście dostaniemy odpowiedzi nawet na moralne pytania. Mimo wszystko, SI nie jest w stanie postawić się w naszej sytuacji. Dostaniemy od niej informacje będące wytworem algorytmów, statystyki oraz wiedzy z bazy danych. Będzie to odpowiedź zgodna z logiką, prawdopodobieństwem i może nawet etyką ale bez uwzględnienia emocji, które często powodują, że człowiek działa wbrew wszystkim zasadom. Człowiek oszuka na egzaminie, przekroczy prędkość jadąc samochodem i podejmie wiele innych decyzji, które najprościej można określić jako głupie. SI nie zrobi niczego wbrew swojemu oprogramowaniu nielicząc przypadków awarii. Taka awaria u człowieka nie wystąpi. On sam za siebie podejmuje wszystkie decyzje.

    Biorąc pod uwagę wszystkie argumenty na dzień dzisiejszy zaryzykowałbym stwierdzenie, że sztuczna inteligencja pozostanie sztuczna. Ludzkie emocje są bytem tak złożonym, że zreplikowanie ich jest prawie niemożliwe, a bez tego komputer pozostanie czymś co określamy jako „sztuczne”.

Skomentuj Ewelina T Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *