Era informacji, informatyczna, cyfrowa…
Czy te i inne „informacyjne” etykiety dobrze pasują do naszych czasów?

Obecnym wpisem chciałbym odświeżyć przedwakacyjną dyskusję pt. „Czy żyjemy w erze informacji i co to znaczy?”.  Temat wydaje się banalny, a odpowiedź oczywista: tak, żyjemy w erze informacji, a sama informacja, głównie za sprawą informatyki, ma coraz częściej postać cyfrową.

Oto próbka tekstu naukowego, w którym termin „era cyfrowa” jest traktowany jako zupełnie oczywista nazwa naszych czasów:

<< Podstawową charakterystyką ery cyfrowej jest bezprecedensowa ekspansja informacji. Począwszy od lat 80. XX wieku, wolumen zgromadzonych na świecie danych i skumulowana moc obliczeniowa podwajają się co 2–3 lata (Hilbert i Lopez, 2011). Koszt standardowej operacji obliczeniowej spada średnio o 53% rocznie (Nordhaus, 2017). Można powiedzieć, że przetwarzanie, przechowywanie i transmisja informacji odspoiły się od możliwości poznawczych ludzkiego mózgu – przed erą cyfrową to człowiek za to odpowiadał, dziś w zdecydowanej większości jest to już domeną komputerów i innych urządzeń elektronicznych. Przed 1980 r. mniej niż 1% informacji było zakodowanych w postaci cyfrowej, dziś ponad 99% (Gillings, Hilbert i Kemp, 2016).>>
Źródło:  J. Growiec, “Społeczny odbiór nauki w erze cyfrowej”, z książki Ewolucja cywilizacyjnej roli i społecznego odbioru nauki

Dyskutując powyższe kwestie kilka miesięcy temu, wiele osób wykazało zdrowy – moim zdaniem –  krytycyzm co do nazbyt pośpiesznych prób nazwania współczesności. Nazbyt pośpiesznych, bo czynionych ze zbyt bliskiej czasowej perspektywy. 
Oto kilka reprezentatywnych głosów:

1.
Uważam, że samo spojrzenie technologiczno-informatyczne może być zbyt zawężoną perspektywą spojrzenia na nasze czasy. Z pewnością jest to jeden z głównych aspektów definiujących nasze społeczeństwo, ale nie jedyny. Myślę, że nie sama informacja jest tu słowem kluczem, a bardziej jest to „globalizacja”.

2.
Czy zatem można powiedzieć, że żyjemy w erze informacji? Osobiście nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Aktualnie posiadamy szybszy przesył informacji, dzięki czemu możemy wykorzystać więcej zasobów, ale informacja nie zyskała większej wagi niż to było w poprzednich epokach. Moim zdaniem trafniejszym określeniem jest to, że „żyjemy w erze danych”.

3.
Nie powiedziałbym, że dzisiejsze społeczeństwo możemy nazwać „społeczeństwem informacji”, jako głównym mianem. Podobnie jak kilku moich przedmówców, nazwałbym nas prędzej „społeczeństwem dezinformacji”. Łatwość dostępu do wiedzy sprawia, że trudniej jest ją filtrować, sięgamy po najprostsze środki (wyszukiwarka Google), nie zastanawiając się, czy strona, na którą trafiliśmy jest wiarygodna. Nie mówiąc już o algorytmach, które wyświetlają nam treści zgodne z naszym światopoglądem, co prowadzi nas do mylnego wrażenia, że wszyscy na świecie myślą podobnie do nas.

4.
Chociaż wszyscy możemy się zgodzić, że komputer jest wynalazkiem definiującym w pewnym sensie nasz czas (jednak należy tutaj też uważać, ponieważ tkwimy w pewnej bańce informacyjnej środowiska informatycznego i nasza opinia może być nieobiektywna), to pozostawiłbym nazywanie obecnych czasów przyszłym pokoleniom. Może nie dostrzegamy czegoś, co było jeszcze ważniejsze dla rozwoju cywilizacji albo może robimy coś nieprawdopodobnie złego (chociażby dla środowiska) przez co zostaniemy nazwani „erą szkód”.

Potraktujmy przytoczone głosy jako sygnał wywoławczy do dalszej rozmowy…
Chociaż wybrałem głosy co najmniej wstrzemięźliwe wobec określeń typu „era informacyjna” czy „cyfrowa”, to niekoniecznie musimy te nazwy skreślać.
Argumentujmy i polemizujmy zgodnie z własnym „rozpoznaniem sytuacji”.

Serdecznie zapraszam do dyskusji – Paweł Stacewicz

Jako materiał pomocniczy proponuję następujące źródła:

♦ artykuł A. Sicińskiego: Społeczeństwo informacyjne: próba nazwania naszych czasów

♦ artykuł J. Growca: Społeczny odbiór nauki w erze cyfrowej

♦ prezentacja P Stacewicza: Informacja jako pojęcie interdyscyplinarne

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Dydaktyka logiki i filozofii, Filozofia informatyki, Filozofia nauki, Światopogląd informatyczny. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 Responses to Era informacji, informatyczna, cyfrowa…
Czy te i inne „informacyjne” etykiety dobrze pasują do naszych czasów?

  1. Sebastian Aksamit pisze:

    Swoje skromne dwa grosze do dyskusji chciałbym dorzucić, otwierając wypowiedź cytatem z Fajdrosa Platona:

    “Ty jesteś ojcem liter, zatem przez dobre serce dla nich przypisałeś im wartość wprost przeciwną tej, którą one posiadają naprawdę. Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć; zaufa pismu i będzie sobie przypominał wszystko z zewnątrz, ze znaków obcych jego istocie, a nie z własnego wnętrza, z siebie samego. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie. Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą. Posiędą bowiem wielkie oczytanie bez nauki i będzie się im zdawało, że wiele umieją, a po większej części nie będą umieli nic i tylko obcować z nimi będzie trudno; to będą mędrcy z pozoru, a nie ludzie mądrzy naprawdę”
    (https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/platon-fajdros.html)

    Cytat ten od paru dni mnie nie chce opuścić przez to, jak w moich oczach trafnie adresuje nasze współczesne problemy. Chociaż autor tutaj mówił o porównaniu słowa z pismem, tak współcześnie idziemy o krok dalej i możemy równie skutecznie przyrównać je do tego, co nazywamy (lub przynajmniej próbujemy nazwać) erą informacji. Jeżeli mogliśmy mówić o tym, że pismo sprawiło, że nie musimy polegać na własnej pamięci, tak cyfryzacja podnosi to do ekstremum. Człowiek, który sprawnie przeszukuje dostępne zasoby, w zasadzie nie potrzebuje pamiętać nic. Nie musi samemu również liczyć. Planować trasy na podróż. Staje się z jednej strony odciążony od coraz to większej liczby czynności, w zamian jednak staje się on od cyfryzacji uzależniony. W tym miejscu ciężko nie odnieść wrażenia, że choć przeciętny współczesny człowiek ma dostęp do ilości informacji której praktycznie nie da się pojąć umysłem, tak w konfrontacji z myślicielem sprzed paru tysiącleci nie miałby o czym rozmawiać. Ten pierwszy opiera swoją umiejętność na wiedzy, którą nie w pełni posiada, mówi często o rzeczach, co do których nie ma pewności i wydaje mu się, że wie więcej, niż w rzeczywistości. Tonie w nadmiarze informacji, który buduje mu złudne poczucie mądrości w miejscu, w którym jej nie posiada.

    Posłużyłem się w powyższym akapicie generalizacją, czego staram się zazwyczaj unikać. Wydaje mi się ona w tym przypadku jednak uzasadniona, ponieważ zarówno ostatnie wydarzenia, jak i (choć przyznaje, że skromne) doświadczenie życiowe wskazują, że przed zatonięciem w pozorach własnej mądrości mało kto potrafi się uchronić. Nie ma tu znaczenia wiek, status czy wykształcenie. Prostszym przykładem mogą być osoby, które padają ofiarami teorii spiskowych, na przykład o szkodliwości szczepień. Teoretycznie posiadają dostęp do informacji, która przeczy ich tezie, jednak potrafią również znaleźć teksty traktujące dokładnie o tym, co chcą słyszeć, fałszywie utwierdzając się w nieprawdzie. Czują się z pozoru mądrzy, powołując się na treści które znaleźli lub które ZAKŁADAJĄ, że istnieją. Mam tutaj małą anegdotę. Usłyszałem o tym, że mój brat poddawany jest pewnej terapii związanej z jego zaburzeniami. Usłyszałem jej nazwę i to jak ona wygląda. Wzbudziło to we mnie pewne podejrzenia, więc chciałem poszukać informacji na ten temat. Trafiłem na stronę fundacji, która stosuje wspomnianą metodę, i znalazłem na niej łącze zatytułowane “Link do badań naukowych na temat tej metody”. Po próbie jego użycia ukazała mi się jednak pusta strona :). Nie wyklucza to oczywiście istnienia tych badań, jednak wierzę, że są osoby, którym istnienie takiego linka, bez świadomości, że prowadzi do nikąd, mogłoby posłużyć jako podkładka pod to, że takie badania są dostępne.

    Trudniejszym przykładem pozornej mądrości mogą być również osoby wykształcone, czyli teoretycznie takie, które zdobyły wiedzę. Tutaj jednak mam poczucie, że duża część z tej grupy posiada w zasadzie jedynie mądrość “odtwórczą”. Jeżeli rzeczywiście wyniosły coś z czasu poświęconego na edukację, to jest to na zasadach ślepej wiary w to, co się słyszy, bez próby właściwego zrozumienia tematu. Niektóre przedmioty na studiach można przecież ukończyć zapamiętując słowa, które studentowi mogą nic nie mówić, ale który wpisując je w dobre miejsce na kartce w czasie kolokwium sprawi wrażenie pozornej mądrości. W pracy zawodowej mogą stosować metody, których ich nauczono, ale nie wiedzą dlaczego one działają (szczególnie, kiedy nie działają). Objawia się to też przy specjalistach, którzy posiedli w pewnym momencie swojego życia wiedzę, ale nie chcą jej zaktualizować. Zakładają, że to, czego się nauczyli, pozostaje niezmienne, a sama informacja pozostaje zawsze statyczna. Czasem co gorsza próbują tę wiedzę przekazać innym. I to wszystko pomimo współczesnej możliwości weryfikacji w ramach dostępu do omawianej informacji.

    Mam nadzieję, że moje myśli nie okażą się nadto chaotyczne, jednak zbudowałem pewien obraz swojej opinii o współczesnej wiedzy i podejściu ludzi z konkretnego powodu. Uważam, że współcześnie to nie jest tylko dostęp do informacji. My przeżywamy hiperinflację informacji, ponieważ w wielu miejscach straciła ona na wartości. Mamy problem żeby z nią nadążyć, żeby ją zweryfikować. Trafiamy na sprzeczne dane. Albo jej źle używamy, albo odmawiamy użycia z powodu na przykład lenistwa czy dumy. Mądra osoba bez wykształcenia może zostać zagłuszona przez wykształconą osobę bez żadnej wiedzy, choć oczywiście może to działać w dwie strony.

    Konkludując moje rozważania i odnosząc się, do przytoczonych w poście wypowiedzi: Uważam, że era informacji, mimo różnych wątpliwości, będzie trafnie opisywać nasze czasy. Samą “informację” możemy rozumieć na różne sposoby. Jeden z dyskutantów wspomniał o globalizacji, którą moim zdaniem można rozumieć jako pewną informację, czy też sposób dostępu do niej. Kolejne osoby przytaczały “dezinformację” jako trafniejsze określenie, jednak to również jest forma informacji, nawet jeżeli (obawiam się, że) dominująca. Przy okazji warta uwagi moim zdaniem jest myśl, że informacja przeżywa rewolucję zarówno pod kątem rozmiaru, ale i prędkości. Jak by jej jednak nie interpretować, tak ciężko odnieść się wrażeniu że to właśnie ona nas w tej chwili najlepiej definiuje. Słowo “era” również nie wydaje mi się użyte na wyrost, ponieważ tempo naszego rozwoju daje poczucie dużo szybszego progresu niż kiedyś, co może prowokować myślenie o dużo krótszym okresie czasu właśnie jak o erze.

    Chciałbym się jeszcze szczególnie odnieść do tematu pozostawienia nazywania naszych czasów przyszłym pokoleniom. Uważam, że one i tak to zrobią, niezależnie od naszych decyzji i opinii. Wiadomo, że ludzie żyjący w czasach średniowiecza nie myśleli o sobie, jako egzystujących w “wiekach średnich”. Ale moim zdaniem tu chodzi przede wszystkim o świadomość o samych sobie. Nazywając nas “erą informacji” budzimy istotną dyskusję na temat tego co to znaczy, czym w zasadzie jest ta informacja i jakie zagrożenia dla nas niesie. Opisywałem wyżej jej destruktywną naturę i właśnie przez nią czuję, że ta nazwa jest nam potrzebna. Przed ludzkością stoi więcej wyzwań niż kiedykolwiek i potrzebujemy samoświadomości, aby móc im sprostać, a nazwanie naszych czasów wydaje się właściwym krokiem ku niej.

  2. Paweł Stacewicz pisze:

    Bardzo dziękuję za tak obszerny, wieloaspektowy i „umocowany filozoficznie” komentarz. Jego główną intencję – która zresztą podoba mi się – odczytuję jako podkreślenie faktu, że „posiadanie informacji” nie jest tożsame z „posiadaniem wiedzy” a tym bardziej z „mądrym wykorzystywaniem informacji/wiedzy” lub też „posiadaniem czegoś, co zapewnia nam mądrość”.
    Mówiąc zaś inaczej, autor komentarza uświadamia nam, że „erę informacji” do pewnego stopnia tylko można utożsamić z „erą wiedzy”.

    W tym kontekście chciałbym zachęcić Państwa do przejrzenia starszej dyskusji pt. „Informacyjna piramida” (https://marciszewski.eu/?p=7913), w której zastanawialiśmy się nad wzajemnymi związkami między czwórką pojęć: danymi, informacją, wiedzą i mądrością.
    Jest w niej link do jeszcze starszej dyskusji :).

  3. Mikołaj Pańka pisze:

    https://theinformationalturn.net/philosophy_information/the-meaning-and-etymology-of-information/

    Próba znalezienia konsensusu co do znaczenia słowa “informacja” w popularnym wśród badaczy Internecie może wieźć na na manowce. Jedni lubią rozpatrywać prawdę i fałsz, inni wydają się przechodzić płynnie nad nieprecyzyjnością tego słowa wprost do wyższych warstw umysłu człowieka, gdzie informacja jest synonimem wiedzy czy danych. Relacje między informacją, danymi, faktami, wiedzą, mądrością, prawdą i fałszem nie są oczywiste. Autorzy publikacjach niebiorących za meritum natury informacji i wszechświata opierają się na intuicyjnym i potocznym ich rozumieniu (https://youtu.be/opLD4zFB5z0?t=175). Proces poznania jest dynamiczny i nieustający. Człowiek naciska, i puka, i próbuje przesunąć granicę kawałek dalej a akt tego naciskania i przesuwania skutkuje pojawianiem się w dyskusji filozoficznej i popkulturowej takich właśnie potworków. Nie będziemy udawać, że własnoręcznie tę granicę poznania poszerzyliśmy i nie będziemy narzucać jednej wersji postrzegania tych relacji jako ostatecznej. Pozwolimy sobie jedną z tych wersji przyjąć jako całkiem rozsądną i w miarę spójną. Zobaczymy, do czego nas to doprowadzi. Pójdźmy moją ulubioną drogą i rozbierzmy wszystko na części i skomplikujmy ponad potrzebę. Zapinamy pasy i zjeżdżamy na poziom zimnych atomów i skrzypiących mechanizmów. Wyłączamy subiektywizm i obserwujemy tylko to, co jest.

    Krosno tkackie składa się z wielu elementów, które rozrzucone niedbale na klepisku w stodole byłyby tylko kupą złomu. Ale nie są, bo są krosnem tkackim. Bo są ułożone w pewien konkretny sposób i w relacjach do siebie nawzajem. Bo tworzą pewną strukturę przestrzenną. Bo są w pewnym układzie, przyjmują pewną formę. Są w formacji – in-formatio. Jeśli byśmy zmienili minimalnie układ niektórych elementów krosna, gdybyśmy ustawili je w innej formacji, otrzymalibyśmy nieco inny wzór na tkaninie. Gdybyśmy ustawiali te elementy krosna w innej formacji za każdym razem, gdy czółenko przeplata wątek, otrzymalibyśmy jeszcze bardziej skomplikowany wzór. W 1804 roku Joseph Marie Jacquard skonstruował maszynę żakardową – przystawkę do krosna tkackiego – umożliwiającą automatyczne tkanie skomplikowanych wzorów. Krosno tkackie z taką przystawką nazywamy krosnem żakardowym (https://youtu.be/x_ijmjx7Xys). Do krosna żakardowego podajemy taśmę kart perforowanych. Na kartach perforowanych wybite są dziurki tworzące pewien układ, pewną formę. Dziurki na karcie perforowanej są w pewnej formacji – in-formatio. W tym punkcie świadomy obserwator widzi, że forma jednego bytu (karta perforowana) może wejść w interakcję z formą innego bytu (krosno) i tę formę zmienić, tak że forma tego drugiego bytu wejdzie w interakcję z formą trzeciego bytu (tkanina) i ją zmieni. Sposób w jaki jedna forma wpływa na drugą jest zdeterminowany. Ten ciąg zdarzeń i interakcji skutkuje wnioskiem, że coś pomiędzy tymi odrębnymi bytami zostało przekazane. Coś przeszło z jednej formy w drugą a potem w trzecią.

    Być może jest to dobry sposób rozumienia informacji na poziomie nieożywionych ciał fizycznych. Przemiany energii w typowym układzie z typowego zadania z fizyki odbywają się na podobnym poziomie abstrakcji. Jeśli zgadzamy się że energia istnieje i mamy dobry sposób jej rozumienia, to łatwo się zgodzić, że naprawdę istnieje też informacja i że mamy szansę ją dobrze zrozumieć.

    Pozostańmy przy tym sposobie rozumienia słowa “informacja” i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie “Czy żyjemy w erze informacji i co to znaczy”. Zanim odpowiemy “tak” lub “nie” na pierwsze z tych pytań, zastanówmy się, czy może to prawdą być.
    Postawienie pytania “Czy żyjemy w erze informacji” świadczy o tym, że wielu ludzi jest skłonnych odpowiedzieć pozytywnie. Fakt, że takie pytanie pływa w popkulturze, że wybrzmiewa w podświadomości kolektywu jest zaproszeniem do odpowiedzi twierdzącej. Głębokie warstwy umysłu postrzegające w nieanalityczny, intuicyjny i holistyczny sposób, podają odpowiedź ale usadowiony na wysokiej warstwie świadomości intelekt arogancko postrzega ją jako swoją własną myśl i samotnie wyrusza na poszukiwanie odpowiedzi. Intelekt pyta: Co to jest informacja? My już odpowiedź zaproponowaliśmy. Jeśli jest to odpowiedź zgodna z intuicją reszty ludzkości, to przechodzimy do pytania: Dlaczego informacja jest charakterystyką naszych czasów?
    Mieliśmy erę rolniczą, a potem przemysłową. Dlaczego rolnictwo i przemysł zostały najpierw zaproponowane a potem zaakceptowane jako charakteryzujące owe czasy? Czym kieruje się umysł proponujący takie postrzeganie? Postuluję, że człowiek w postrzeganiu kieruje się pewną hierarchią wartości. W hierarchię tę ułożone jest wszystko to, co umysł może postrzegać. Niektóre rzeczy leżą bardzo nisko w tej hierarchii, na przykład nudny projekt z beznadziejnego przedmiotu na kierunku studiów, który nie wiem do czego może mi być w życiu potrzebny. Innym trywialny przykładem może być wzór na kafelkach w łazience w McDonaldzie. Umysł go postrzega ale jest on bez znaczenia. Inne rzeczy leżą wysoko w takiej hierarchii. Na przykład super projekt z fajnego przedmiotu na kierunku studiów który mnie pasjonuje i daje nadzieję na wzbogacenie mojej trywialnej egzystencji. Innym przykładem jest piękna dziewczyna spotkana w tramwaju, i której numer udało mi się wydębić.
    To są przykłady dla konkretnego człowieka i będą one inne dla różnych ludzi. Nie da się jednak ignorować faktu, że niektóre rzeczy leżą wysoko w hierarchii wartości i atencji prawie wszystkich ludzi tak samo. Jednym z takich rzeczy jest świadomość nieuchronnej śmierci i uciekającego czasu. Wynalezienie rolnictwa pozwoliło uczynić pozyskiwanie pożywienia skuteczniejszym, bardziej przewidywalnym – zaoszczędziło czas w życiu człowieka. W podobny sposób rewolucja przemysłowa poskutkowała zaoszczędzeniem czasu potrzebnego na wykonywanie powtarzalnych, mechanicznych czynności. Dziś czas jest oszczędzany ponieważ przepływ informacji jest szybki i coraz szybszy. Szybkość ta jest możliwa tylko dzięki temu, że tak jak w przemyśle praca jest wykonywana przez maszynę – przemiana energetyczna zachodzi jako rezultat zbudowania przez człowieka jakiejś maszyny, jakiegoś systemu i wprawienia go w ruch – tak współcześnie przekazywanie informacji pomiędzy maszynami, systemami odbywa się automatycznie. Jeden byt, który jest w formacji, jest in-formatio automatycznie, samodzielnie wpływa na byt inny i jego formę. Człowiek obserwuje to i widzi, że coś przepłynęło z jednej formy do drugiej tylko jako rezultat ułożenia tychże form w pewien specyficzny sposób przez człowieka i wprawienie ich w ruch. Pozostawiam bez komentarza spostrzeżenie, że czas zaoszczędzony na polowaniu, czy pracy fizycznej, czy ręcznym przetwarzaniu informacji człowiek zapełnia sobie wymyślnymi udrękami.
    Jestem skłonny zgodzić się, że żyjemy w erze informacji. Argumenty o dezinformacji podpierane przykładami ruchów antyszczepionkowych traktuję jako argumenty na rzecz a nie przeciw. Czyż nie jest jasnym, że ruchy te rozrosły się dlatego, że formy bytów wpłynęły automatycznie na formy innych bytów? Literki ułożone w formację utworzyły artykuł – owszem fałszywy – który ułożył w formację myśli w umysłach niektórych ludzi. Pozostaję jednak częściowo sceptyczny – by nazwać okres czasu erą potrzeba, by okres ten miał pewną stałą charakterystykę. Szybkość zmian w sposobach przetwarzania informacji i widoczna na horyzoncie perspektywa silnej sztucznej inteligencji poddaje w wątpliwość stałość charakterystyki naszych czasów.

    • Paweł Stacewicz pisze:

      Bardzo podoba mi się odniesienie do ontologicznego pojęcia informacji – informacji jako formy czyli sposobu wewnętrznej organizacji czegoś (tekstu, krosna, tkaniny, umysłu/mózgu pięknej dziewczyny), na który to sposób, możemy realnie wpływać powodując zmiany w otaczającym nas świecie.
      Pojęcie to wywodzi się z filozofii Arystotelesa, który opisywał każdy byt – na najbardziej ogólnym poziomie – jak złożenie materii (potencji, możności wyrażonej np. poprzez właściwości materialnego/fizycznego substratu bytu) oraz formy właśnie (nazywanej też energią, wyrażonej np. poprzez wewnętrzne relacje fizycznych składników bytu).

      Pan Mikołaj świetnie objaśnia arystotelesowe pojęcie formy a zarazem informacji w ujęciu ontologicznym. Cytuję: „Krosno tkackie składa się z wielu elementów, które rozrzucone niedbale na klepisku w stodole byłyby tylko kupą złomu. Ale nie są, bo są krosnem tkackim. Bo są ułożone w pewien konkretny sposób i w relacjach do siebie nawzajem. Bo tworzą pewną strukturę przestrzenną. Bo są w pewnym układzie, przyjmują pewną formę. Są w formacji – in-formatio”.

      I tutaj nasuwa mi się temat do rozmowy… Skoro ontologiczne pojęcie informacji jest tak uniwersalne (wszystko ma jakąś formę) i tak dawno już zostało, przynajmniej wstępnie, przez człowieka uchwycone (Arystoteles chociażby), a ponadto, skoro od zarania ludzkiej cywilizacji człowiek tworzył wynalazki służące do utrwalania, przekazywania i przetwarzania in-formacji (język, pismo, rachunki logiczne, urządzenia liczące), TO czy ma sens akurat ostatni wycinek naszych dziejów nazywać „erą informacji”.
      Innymi słowy, czy ta era nie jest tak stara jak nasza cywilizacja?

  4. Lubie Kwiatki pisze:

    Jeżeli określimy czas przeszły jako ery “rolnictwa” i “przemysłu”, to możemy zauważyć, że obie nazwy określają współcześnie regiony gospodarki, które przeważają w krajach rozwijających się – gdy rozwinęliśmy rolnictwo i przebrnęliśmy przez przemysł, nie wszystko, co nam pozostało, to informacje. Informacje zawsze nam towarzyszyły, niezależnie od tego, kim byliśmy. Kiedy się uczymy, zdobywamy informacje, a gdy pracujemy- wykorzystujemy je. Nie sprawiło to jednak, że trzecia gałąź gospodarki, przeważająca w krajach rozwiniętych, to “usługi”- pracują tu osoby zajmujące się opisywaniem dużej ilości informacji, ale jednak nie ma nigdzie monopolu na informację. “Era informacji” sugeruje, że przykładamy teraz szczególną uwagę do informacji, jednak nasze nastawienie się nie zmieniło. Pomimo łatwego dostępu do podstaw nadal nie każdy może wiedzieć wszystkiego, co zechce. Jako cywilizacje założyliśmy specjalne grupy dostępowe, aby oddzielać zaufanych od niezaufanych (użytkowników) i aby dozować dostęp do informacji.

    Dodatkowo, komputery z oprogramowaniem, czyli podstawowe narzędzie do analizy nie działa na czystych faktach. Informacje obrabiane muszą być nadal specjalnie przygotowywane, jakbyśmy nie mogli wykorzystywać w pełni tego, co chcemy. Każdy z nas samodzielnie może przetwarzając te same słowa- informacje- dojść do różnych wniosków. Nie mamy jeszcze prostego sposobu na ogarnięcie informacji, nie panujemy nad nimi. Uczymy wszystkich do pewnego stopnie przyswajanie informacji, w odróżnieniu od naszych przodków, jakbyśmy chcieli zwiększyć moc obliczeniową przez użycie większej ilości osób. Rozwijamy się we wszystkich kierunkach, ale przez różne punkty widzenia zmieniamy również percepcję, modyfikując własne definicje. Nie wpływa to na komunikację w stopniu znaczącym, ale to wystarczy, aby inaczej postrzegać świat lub informacje w nim zawarte. Informacje, które staramy się zunifikować. Dlatego jeżeli szczycimy się naszym nastawieniem do informacji, to być może jeszcze nie zrozumieliśmy do końca, o co z tym chodzi.

  5. Niedźwiedź pisze:

    Wychodząc od definicji SJP słowa: informacja, to coś zakomunikowano w jakikolwiek sposób. Czasy teraźniejsze i ludzkie jestestwo jest bardzo związane z informatyzacją, a więc dostępem do wielu baz informacyjnych.
    Najprostszym przykładem na ilość informacji są media, chociażby telewizje informacyjne. Zwykle w okolicach “okrągłych” godzin przekazują one paczkę z informacjami, gdzie jedna zajmuje średnio 2 minuty i zawiera w sobie jakiś wstęp i rozwinięcie tematu. W ciągu dnia z telewizora wychodzi ogromna ilość słów, odpowiednio zredagowanych i wypowiedzianych, aby wywołać odpowiednie reakcje u widza. Można jednak zauważyć, że wiele osób nie ogląda wcale telewizji i ich życie oraz wiedza nie jest ani troche stratna. Dlaczego tak się dzieje? Łatwo wyciągnąć wniosek, że komunikaty medialne są po prostu informacjami, które nie przekazują istotnej wiedzy. Pod tym względem, można wysnuć wniosek, iż żyjemy w erze informacji.
    Jednak gdyby intuicyjnie podejść do znaczenia słowa informacja – większość ludzi rozumie to słowo jako coś zawierającego istotną wiedzę. Wobec tego ile jest tak naprawdę tej wiedzy? Spoglądając znów z dystansem na przykład z mediami, widać że w mediach nie ma informacji w znaczeniu intuicyjnym, tylko same zdania wypowiadane bez istotnego znaczenia dla większości ścieżek życiowych. W prostej linii otrzymuje się wniosek, że człowiek wynalazł bazy danych i urządzenia nimi zarządzające jednak nie posunął się za daleko jeśli chodzi o poziom wiedzy. Ogromne zasoby magazynowe i obliczeniowe nie pozwoliły na skok pod względem ilości wiedzy.
    Czy jest to zatem era informacji? Jest to era,w której wypowiada się dużo słów, atakuje się ilością komunikatów. Nie przekazuje się wiedzy.
    Osobiście uważam, że sprawa nie jest taka prosta, ponieważ teraz w dobie łatwiejszej komunikacji z pomocą sieci Internet jest łatwiejszy dostęp do wiedzy, ale nie jest ona przekazywana. Mamy konsumpcyjny świat, który dąży do zysków materialnych a nie zwiększania inteligencji. Jest to zatem era z niewykorzystanymi możliwościami – era przejściowa. W momencie, gdy większość społeczeństwa swoim demokratycznym głosem zmieni zdanie na temat tego jakich komunikatów chce być odbiorcą, dotrzemy do ery informacji, teraz jest na to zdecydowanie za wcześnie.

  6. Nacho pisze:

    “<> – (…) stale jednak jest to pojęcie ubogie treściowo – stanowi raczej zachętę do refleksji i badań niż wskazuje na istotne cechy nowego typu organizacji struktury społecznej, czy typu kultury, czy wreszcie pewnej formacji społecznej.”
    A. Siciński: “Społeczeństwo informacyjne: próba nazwania naszych czasów”

    Bardzo spodobało mi się podejście A. Sicińskiego do krytyki terminu “społeczeństwa informacyjnego”. Stwierdzenie, że to pojęcie nie wskazuje na istotne cechy naszego społeczeństwa, dało mi nowe spojrzenie na ten temat. Poprzednie ery, epoki, okresy nazywane i badane są w kontekście ich wpływu na społeczeństwo lub kulturę. Tak na przykład rewolucja przemysłowa (czy też rewolucja neolityczna) nie została wyróżniona tylko z powodu znaczących zmian w technice i gospodarce, ale również (a może przede wszystkim) z powodu znaczących zmian w organizacji społeczeństwa (dla rewolucji przemysłowej było to m.in. porzucenie rolnictwa, gwałtowny wzrost poziomu życia, urbanizacja, prawa pracownicze, zatracenie jednostki w masie). Wiele istotnych zmian z perspektywy gospodarczo-technicznej (na przykład zastąpienie dwupolówki trójpolówką lub odkrycie szczepionki) nie zapisało się w historii za pomocą wielkich pojęć, choć wtedy wpłynęły na bardzo dużą część społeczeństwa. Stało się tak dlatego, że ich wpływ na kulturę i struktury społeczne był ograniczony. Zadając więc pytanie czy żyjemy w erze informacji być może powinniśmy przestać spoglądać na sektory gospodarczo-przemysłowe, a bardziej skupić się na tym, co najbardziej wpływa na społeczeństwo.

    Przyglądając się więc przeciętnemu zjadaczowi chleba możemy dojść do pewnych wniosków.
    Pomimo korzystania z urządzeń przetwarzających, zbierających czy przechowujących informacje nie odbiera tego faktu w sposób bezpośredni. Graficzne interfejsy użytkownika skutecznie odcinają go od tych warstw, które zajmują się informacją. Wielu z nich traktuje systemy informatyczne w sposób prawie że magiczny (co jest właściwie komplementem w kierunku ich twórców). Wejście na stronę z newsami, obejrzenie filmu na platformie streamingowej lub telekonferencja jest możliwa dzięki ogromnemu postępowi w dziedzinie przetwarzania informacji, ale jest to jednak perspektywa gospodarczo-techniczna, z którą zwykły człowiek nie za bardzo się utożsamia.

    Z tego powodu wydaje się, że przeciętny, nietechniczny człowiek przez “erę informacji” rozumie bardziej ujęcie marketnigowe (wszechobecne zgody na przetwarzanie danych, targetowane reklamy), ujęcie prytwatnościowe (jakie informacje na mój temat posiadają korporacje i państwo), ujęcie komunikacyjne (mogę wymieniać informacje z duże dystanse) lub ujęcie medialne (postprawda, fake newsy, szum informacyjny, “śmieciowe” informacje). Powszechne stwierdzenie, że informacja jest najcenniejszym dobrem we współczesnym świecie również wydaje się być przeszczepione z gospodarczej perspektywy, bez szerszego odniesienia się do naszego codziennego życia. Częścią wspólną wszystkich tych rzeczy jest oczywiście informacja w jakiejś formie czy definicji, ale patrzenie na świat z perspektywy części wspólnej jest ograniczone, niekonstruktywne, nieoddające złożoności czy też istnienia wyższych warstw abstrakcji, tego poszukiwanego ducha czasów. To chyba miał na myśli przytoczony na początku Siciński mówiąc o ubogości terminu. Myślę, że do określenia naszej epoki powinniśmy spojrzeć na wszystkie te ujęcia niejako od góry, próbując syntezować je w jak najbardziej spójny obraz rzeczywistości społecznej i kulturalnej. W ten sposób być może uda się uzyskać konstruktywny termin, taki, który pozwala lepiej zrozumieć krajobraz, w którym żyjemy. Informacja jest atomem współczesności, ale opis świata za pomocą atomów nie odda złożoności jego struktur i interakcji, które nadają mu sens i piękno. To tak jakby opisywać oglądany film poprzez opisywanie poszczególnych pikseli widocznych na ekranie – niewątpliwie to one składają się na to, czym ten film jest, niemniej jest to dalece niesatysfakcjonujące podejście.

  7. Piotr Jabłoński pisze:

    Wydaje mi się, że pojęcie „era informacji” nie do końca pasuje do określenia naszych czasów, jednak ze wszystkich które przychodzą mi do głowy jest najbliższe (na końcu tego wywodu zaproponuję jednak inne, które moim zdaniem lepiej oddaje realia obecnych czasów).
    Mój ambiwalentny stosunek wynika z tego, że w zasadzie informacja nie jest „wynalazkiem” ostatnich czasów, towarzyszy nam od wieków. Teraz jednak możliwości jej upowszechniania zostały wyniesione na niezwykle wysoki poziom. Dzięki rozwojowi informatyki, w tym internetu nie jesteśmy ograniczeni w zasadzie niczym, by móc czerpać swobodnie z zcyfryzowanych zbiorów. Taki dobrostan jednakże nie musi być ( i nie jest) zjawiskiem tylko pozytywnym. Przez ogrom informacji którymi jesteśmy bombardowani z różnych źródeł, problematycznym może się okazać określenie, które z nich warte są przyswojenia, które z nich należy odrzucić, a nad którymi odpowiednio pochylić, by dojść do sedna sprawy. Jak można zauważyć szczególnie w internecie powoduje to wzmożoną aktywność grup powiązanych z różnymi „teoriami spiskowymi”. Nie można im odmówić, że rzeczy przez nich prezentowane są informacjami. Jednak kluczowe jest, w jaki sposób pozyskane informacje zostaną wykorzystane, jak zostaną zweryfikowane i finalnie, czy wyrażonym przez nie tezom możemy przyznać racje i uznać za wartościowe. Problem wydaje się być znaczny, stąd coraz bardziej powszechne są organizacje/firmy odpowiedzialne za fact-checking, w których (najczęściej) specjaliści „czuwają” nad tym, aby udostępniona informacja, która ma okazję dotrzeć do znacznego grona, była zgoda ze stanem faktycznym.
    W związku z powyższym przez ogromny udział mediów nie tradycyjnych w naszym życiu określiłbym nasze czasy mianem „ery nadinformacji”, ze względu na ogrom informacji, któremu jesteśmy poddawani, z jednoczesną potrzebą ich weryfikacji, co nie musi być zadaniem prostym do osiągnięcia.

  8. makłowicz pisze:

    Sądzę, że trudno jest nadać jednoznaczną nazwę naszym czasom. Zazwyczaj takim terminom towarzyszą przełomowe osiągniecia, czy też wynalazki np. maszyna parowa. Ponadto ważne jest znaczenie kulturowe, zmiana sposobu życia społeczności, w przypadku rewolucji przemysłowej było to np. prawo pracy czy zaludnianie miast kosztem wsi. Wszystko to było niebezpośrednio wynikiem manufakturyzacji.

    Należy się zastanowić czy w naszych czasach mamy coś, co możemy nazwać przełomowym. Od razu na myśl może nam przyjść lądowanie na księżycu, które do dzisiaj budzi podziw, i stawia przed nami pytanie do czego jeszcze zdolny jest człowiek.
    A zdolny jest do takich rzeczy jak: sklonowanie owcy, opracowanie telefonii komórkowej, tworzenia sztucznych organów, itd.

    Tylko czy to wystarczy do podsumowania całej ery? Mimo tego, że są to niezaprzeczalnie wielkie osiągnięcia, to nie wywołały one większego wpływu kulturalnego. W tym temacie prawdopodobnie prowadzi Internet, który zwłaszcza w czasach pandemii, pokazuje nam, jak bardzo nasze życie zależne jest od sieci. Ludzie coraz częściej przenoszą swoje relacje do Internetu, co czasem jest nieuniknione w związku z globalizacją (już nie zostajemy do końca życia w miejscowości urodzenia), a czasem jest to wola obydwu stron. Usługi takie jak Google, Instagram, Facebook, Youtube, FaceTime, zmieniły nasze życie do takiego poziomu, że można powiedzieć, iż każdy z nas prowadzi teraz dwa życia, jedno cyfrowe i jedno materialne, gdzie to my wybieramy jak bardzo one na siebie wpływają. Warto również wspomnieć o przeogromnym wpływie Internetu na przemysł, który to w coraz to szerszej formie przechodzi do świata wirtualnego.

    Jeżeli weźmiemy powyższe stwierdzenia za prawdziwe i uznamy wynalezienie Internetu jako przodujący wynalazek naszej ery, to rzeczywiście można nazwać ją erą informacji. Uważam tak dlatego, iż jedyne co nam daje Internet to sposób wymiany danych, a to my decydujemy jak tą przepustowość wykorzystamy. Przecież w kwestii nauki nic się nie zmieniło, programy nauczania pozostają wciąż te same, uczy się w ten sam sposób, a osiągnięcia jakich dokonują ludzie, są o wiele bardziej imponujące.

    Chciałbym jeszcze nawiązać do jednego ze zdań kontrujących przywołanych w oryginalnym wątku mówiącym, jako iż ,,żyjemy w erze dezinformacji”. Moje rozumienie dostępu do informacji bardzo dobrze przedstawia analogia ze skrzynką z narzędziami. Jeżeli mamy taką skrzynkę, w której są najrozmaitsze klucze, to inteligentny człowiek dobierze ten jeden właściwy. Natomiast w przypadku braku dostępu do narzędzi nie będzie on mógł nic zrobić. Oczywiście człowiek mylny będzie podatny na wybranie złego narzędzia, tj. dezinformacje, dlatego nie neguje, że jest to poważny problem naszych czasów. Nie uważam jednak, że w ówcześnie, łatwiej było
    o autentykację informacji, wręcz przeciwnie. Uważam, że w tym momencie łatwiej jest sprawdzić, czy dane stwierdzenie jest prawdą, czy też fałszem, co również jest zasługą Internetu.

  9. Janusz pisze:

    Nie jestem filozofem. Ba, nawet nie staram się nim zostać. Ostatnią styczność z tą dziedziną nauki miałem liceum na lekcjach języka polskiego. Na szczęście, żeby odpowiedzieć na pytanie „W jakiej erze żyjemy? Informacji, informatycznej, cyfrowej a może jeszcze innej?” nie muszę posiadać obszernej wiedzy o filozofii. Wystarczy za to wiedza, którą wyniosłem ze studiów inżynierskich. Dlatego postaram się spojrzeć na ten temat z trochę innej strony, bardziej po „inżyniersku”.

    Prawie każdy z moich przedmówców stwierdził, że określenie „era informacji” pasuje, mniej lub bardziej, do naszych czasów i również się z tym zgadzam. Nie oznacza to jednak, że jest to tylko i wyłącznie domena naszych czasów. Ludzkość ma bowiem styczność z informacją od początku swojego istnienia i moim zdaniem, początek ery informacji pokrywa się z początkiem naszej cywilizacji i trwa po dziś.

    Natomiast określenie era informatyczna jest moim zdaniem za mało dokładne, jest bowiem blisko spokrewnione z określeniem era informacji. Przecież cała informatyka, opiera się na informacji zapisanej w postaci bitu. Oznacza to, że nazwanie obecnych czasów erą informatyczną nie będzie postępem w porównaniu do ery informacji, a wręcz przeciwnie, będzie krokiem w tył, ponieważ ograniczymy się tylko do informacji w postaci cyfrowej.

    Najtrafniejszą etykieta naszych czasów będzie, moim skromnym zdaniem, era cyfryzacji. Ale zanim wyjaśnię, dlaczego tak uważam trochę historii. Informacja od zawsze towarzyszy rozwojowi ludzkości. Przejście z prehistorii do starożytności wiąże się z wynalezieniem pisma, czyli nowego sposobu przekazu informacji. Średniowiecze kończy się wraz z odkryciem Ameryki, czyli zdobyciu informacji, która całkowicie zmieniła postrzeganie świata przez człowieka z Europy. A co takiego wydarzyło się w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat? Powstały komputery (czyli tak jak wcześniej wspominałem, nowy sposób odczytu i przechowywania informacji, to już było, zbyt banalne żeby rozpoczęło nową ere) oraz znacząco rozwinęła się telekomunikacja, dzięki której każdy ma dostęp do wszelkiej informacji. Kombinacja tych dwóch rzeczy oraz wybuch epidemii, która okazała się katalizatorem tych wydarzeń, powoli wprowadza nas w nową erę, w erę cyfryzacji.

    Coraz więcej dziedzin naszego życia ma miejsce w święcie cyfrowym, wirtualnym. Nie musimy spotkać się ze znajomym, żeby wiedzieć co u niego, wystarczy, że napiszemy SMS. Jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś nowego, nie musimy iść do biblioteki po książkę, wystarczy wejście na np. Wikipedie i świat stoi przed nami otworem. Nie musimy już chodzić do biura żeby pracować, możemy pracować z domu przy użyciu komputera. To co próbuje przekazać to to, że dostęp do informacji nigdy nie był tak łatwy i powszechny, a do tego nie wymagający wielkiego wysiłku. W tym momencie ludzkość zdaje powoli sobie sprawę, że możemy wytworzyć nowy świat, wirtualny, dzięki któremu będziemy mogli posiąść każdą możliwą informację bez wychodzenia z domu. A czy odkrycie nowego świata nie jest epokowym osiągnięciem?

    • Paweł Stacewicz pisze:

      Pisze Pan: “… nazwanie obecnych czasów erą informatyczną nie będzie postępem w porównaniu do ery informacji, a wręcz przeciwnie, będzie krokiem w tył, ponieważ ograniczymy się tylko do informacji w postaci cyfrowej. Najtrafniejszą etykieta naszych czasów będzie, moim skromnym zdaniem, era cyfryzacji.”

      Czy nie ma tu sprzeczności w Pana sądach? Określenie “era informatyczna” odrzuca Pan z tego względu, że jest nazbyt szczegółowe (w stosunku do nazwy “era informacji”). A następnie proponuje Pan określenie jeszcze bardziej szczegółowe tj. “era cyfryzacji” (a wiec era informacji w postaci cyfrowej)…

      Ponadto za jedyny obszar zainteresowania (i zatosowań) informatyki uznaje Pan informację cyfrową… Czy informatycy nie zajmowali się także i nie zajmują nawet jeszcze dziś informacją analogową, odwzorowywaną przez sygnały/wielkości ciągłe, a nie tylko dyskretne (w tym binarne?).

      Ciekawi mnie też, dlaczego utożsamia Pan określenia “wirtualny” i “cyfrowy”?
      Czy każda rzeczywistość wirtualna (co to jest?) musi być wytwarzana za pomocą technologii cyfrowej?

      • PrzemysławB pisze:

        Odniosę się do uwag wniesionych do opinii użytkownika “Janusz”(W dalszej części będę określał po prostu Janusz :D ). Zgadzam się z jego argumentacją , dlatego postaram się odpowiedzieć na pytania stawiane przez Pana Pawła.

        Era cyfryzacji przywołana przez Janusza nie musi odnosić się wyłącznie do informacji w formie cyfrowej, co zarzuca Pan Paweł. Może ona (Ja to tak interpretuje) określać digitalizację znacznych obszarów naszego codziennego życia. Czy nie zgadza się Pan, także z takim rozumieniem “ery cyfryzacji”? Obecna pandemia jeszcze ten proces przyśpieszyła oraz pogłębiła. Wiele spraw możemy teraz załatwić w 100% zdalnie, cyfrowo, co jeszcze 2 lata temu było niemożliwe. Dlatego uważam, powtarzając za Januszem, iż era cyfrowa pasuje lepiej do obecnych czasów niż era informatyzacji. Określa ona znacznie szerszy aspekt, ponieważ oprócz informacji obejmuje również inne dziedziny życia poddane cyfryzacji(często za pomocą informatyzacji, lecz nie zawsze).

        Informacja analogowa obecnie jest w sporej części w odwrocie, z racji swojej awaryjności i trudności z przetwarzaniem. Z informatyki usunięta została niemal w całości, a przeniesiona do elektroniki oraz automatyki, gdzie spełnia swoje ściśle określone zadania w danej dziedzinie.

        • Sebastian Aksamit pisze:

          Tutaj zwrócę najpierw uwagę, że era informacji a era informatyzacji to zwroty, które warto rozróżnić. Informatyzacja jest bardziej szczegółowa od informacji, ponieważ sugeruje pewien rozwój w tym kierunku, kiedy sama “informacja” jest bardziej ogólna.

          Nawiązując do wiadomości Pana Janusza, jej treść wydaje mi się miejscami nazbyt śmiała i może rzeczywiście czasem sprzeczna, natomiast osobiście podoba mi bardzo ten fragment:

          “Średniowiecze kończy się wraz z odkryciem Ameryki, czyli zdobyciu informacji, która całkowicie zmieniła postrzeganie świata przez człowieka z Europy. ”

          Interesujące spojrzenie na temat, bo uświadamia że informacja była zawsze. Poniekąd też dlatego między w swojej poprzedniej wypowiedzi zwracałem uwagę nie na sam fakt “istnienia” danych, ale na ich ilość i dostępność. Tak samo słusznie autor zwraca uwagę na to, że informacja w zasadzie od początku definiuje człowieka. To właśnie dzięki przekazywaniu wiedzy (a więc jakiejś formy informacji) nasz gatunek jest tak rozwinięty. Inne zwierzęta aby przekazywać umiejętności kolejnych pokoleniom muszą “wypracować” to w genach w trakcie życia wielu setek jednostek, u nas natomiast działa to w dwie strony (młodsi -> starsi i starsi -> młodsi) i na dużo większą skalę.

          Jeżeli chodzi o zwrot “era cyfryzacji” to moim zdaniem jest on zbyt szczegółowy. Coraz więcej informacji przetwarzamy w sposób cyfrowy, ale choćby wifi i radio, które te informacje noszą, są falami i jak najbardziej są analogowe. Teorie, które zbudowały dzisiejszy internet, nie ograniczają się jedynie do zer i jedynek. Kiedy internet powstawał, to komputery już były na rynku od dłuższego czasu, ale to nie chęć cyfryzacji posunęła nas do jego utworzenia, ale chęć przesłania danych.

          Tutaj oczywiście można przytoczyć argument, że w takim razie era brązu ma nieadekwatną nazwę, bo brąz był jedynie stopem, który obchodził ludzi tak długo, jak mogli z niego zrobić użyteczne narzędzia, a nie był sam w sobie “tym czymś”. Mimo to ciężko mi się z tym pogodzić, bo nie mogę nie odnieść wrażenia, że cały postęp ostatnich parudziesięciu lat jest dużo większy, niż tylko umiejętność przetwarzania informacji cyfrowej. Co ten sygnał tak na prawdę niesie? Jaki możemy zrobić z nim użytek? Wielu programistów, wiele firm nie patrzy na komputer jak na zbiór informacji cyfrowej, ale powiedziałbym wręcz jak na czyste płótno, gotowe do zagospodarowania. I ten świat digitalizacji przeplata się z realnym, kiedy wykorzystujemy nasze komputery aby być bliżej tych prawdziwych osób, kiedy znajdujemy nowe znajomości za pomocą tego nowego medium. Właśnie cały cud tej epoki jest taki, że my tej cyfryzacji de facto nie widzimy, bo jest tak głęboko zakopana pod warstwami abstrakcji i ładnych interfesjów, że choć stanowi fundament naszego funkcjonowania w wielu dziedzinach, to po spojrzeniu z szerszej perspektywy ten fakt szybko zanika.

        • Paweł Stacewicz pisze:

          Czy we współczesnym świecie cyfryzacja, o której Pan, tj. PrzemysławB, mówi (czyli taka, która realnie wpływa na nasze codzienne życie i ma szeroki odbiór społeczny), może odbywać się bez narzędzi informatycznych? Ja nie potrafię sobie tego wyobrazić.
          Nawet jeśli sam zapis czegoś w postaci cyfrowej (obrazu, dźwięku etc…) nie wymaga informatyki, to efektywna cyfryzacja wymaga możliwości przetwarzania tak zapisanych danych (a tutaj wkracza informatyka). Wobec tego uważam, że nie ma realnej cyfryzacji bez informatyzacji.
          Ponieważ jednak początkowo informatyka i dziedziny pokrewne (jak telekomunikacja) zajmowały się także informacją analogową (sygnały ciągłe), a i dziś mamy wiele badań nad niecyfrowym przetwarzaniem informacji, przy czym nie wiadomo, do czego (do jakich przełomów w informatyce) te badania doprowadzą, to ja skłaniam się do przyjęcia nazwy ogólniejszej niż “era cyfryzacji” czyli nazwy “era informatyzacji”.
          Gdybyśmy oczywiście mieli między tymi dwoma nazwami wybierać… bo być może nazywając współczesność, trzeba zwrócić uwagę na inne jej aspekty…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *