Od informacji do wiedzy

Kolejną dyskusję na temat informacji chciałbym ukierunkować na lepsze zrozumienie pojęcia wiedzy –  którą rozumie się często, być może najczęściej, jako pewną postać informacji.

Przy takim podejściu za wiedzę uznaje się informację dostatecznie dobrze uzasadnioną, przy czym dołączone do informacji uzasadnienie dotyczy jej domniemanej prawdziwości.
Przykładowo: jeśli ktoś powtarza za pewnym źródłem, że  „hylemorfizm to koncepcja metafizyczna Arystotelesa”, to dopóki rozumie to i powtarza, nie upewniwszy się jednak co do prawdziwości głoszonej tezy, dopóty pozostaje na poziomie informacji. Jeśli jednak odnajdzie opis wspomnianej koncepcji w pismach Arystotelesa albo zweryfikuje posiadaną informację w jakimś naukowym opracowaniu, to uzyska WIEDZĘ. Podobnie będzie ze stwierdzeniem, że „sylogizm Barbara jest niezawodnym schematem wnioskowania”.  Choć w jego przypadku przejście do wiedzy będzie wymagało innego rodzaju uzasadnienia, to znaczy powołania się na formalny dowód (a nie sprawdzenie stanu faktycznego).
Dla bycia wiedzą nie wystarcza zatem rozumienie czegoś, a więc odpowiednie zinterpretowanie pewnych danych. Niezbędne jest coś jeszcze, a mianowicie dostatecznie dobre uzasadnienie.

W taki mniej więcej sposób relację między informacją a wiedzą przedstawiają SLAJDY, które proponuję uczynić tłem naszej rozmowy.

Oto jeden z nich, który ukazuje wspomnianą relację na tle szerszego schematu informacyjnej piramidy:

Informacja a wiedza

Zachęcam Państwa do samodzielnej refleksji na zarysowane tematy…
Dla pewnego jej ukierunkowania sformułuję kilka pomocniczych pytań:

1) Czy faktycznie jest tak, że najważniejszym „łącznikiem” między informacją a wiedzą jest czynność uzasadniania?

2) Czy sąd mający status wiedzy musi być prawdziwy (co to znaczy: prawdziwy?), czy wystarczy powołać się na jego dostatecznie dobre uzasadnienie?

3) Jakiego rodzaju uzasadnienia są najsilniejsze, a zatem jakiego rodzaju wiedza jest najbardziej wartościowa (matematyczna, logiczna, empiryczna…)?

4) W jakim zakresie proces nabywania wiedzy można zalgorytmizować i zautomatyzować?

Pytanie ostatnie odnosi do informatyki, która obecnie wkracza coraz silniej w sferę „machine learning”. Współczesne programy zdają się być czymś więcej niż implementacją algorytmów przekształcających dane wejściowe w wyniki. Są zdolne do samodzielnej interakcji z otoczeniem, w efekcie której doskonalą swój sposób działania i wytwarzają de facto nowe programy, które są czymś w rodzaju nowej wiedzy.  Zaskakującej niekiedy dla człowieka. Ale czy faktycznie możemy stwierdzić, że  te programy coś wiedzą…?

Jest to wprawdzie temat na osobną dyskusję, ale możemy tutaj o niego zahaczyć…

Serdecznie zapraszam do rozmowy – Paweł Stacewicz.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Dydaktyka logiki i filozofii, Filozofia informatyki, Filozofia nauki, Światopogląd informatyczny, Światopogląd racjonalistyczny. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

33 Responses to Od informacji do wiedzy

  1. Maksim Szaszkow pisze:

    Zacznę od zdefiniowania terminów którymi będę się posługiwał tak jak ja je rozumiem:

    System logiczny – system strukturyzacji i hierarchizacji informacji na podstawie aksjomatów za pomocą wewnętrznej logiki systemu ( uzasadnienia ).
    Wiedza – produkt systemu logicznego.
    Sąd – określenie prawdziwości lub fałszywości informacji w kontekście systemu logicznego.

    1) Przy przyjętych przeze mnie definicjach wiedza powstaje tylko i wyłącznie za pomocą uzasadnienia.

    2)
    *) Sąd powinien być prawdziwy aby system logiczny działał poprawnie. Według mnie sąd jest równoznaczny z wystarczająco dobrym uzasadnieniem.
    *) Prawdziwy oznacza zgodny z systemem logicznym.

    3) Najsilniejsze uzasadnienie jest takie które działa najlepiej w kontekście danego systemu logicznego, zatem najbardziej wartościowa wiedza jest taka która najbardziej pokrywa się z używanym systemem logicznym.

    4)
    *) Zdobywanie wiedzy jest niczym więcej jak procesem wytwarzania nowych informacji i wydawania poprawnych sądów na ich temat, poszerzając ją w ten sposób. Żadna z tych czynności nie jest czymś co jest fizycznie niemożliwe do zreprodukowania przez odpowiednio zaawansowaną sztuczną inteligencję. Ważniejszym pytaniem, na które nie mamy odpowiedzi przez brak wiedzy, jest czy taka inteligencja może być stworzona przez nas.
    *) Przy definicji wiedzy jaką podałem program może posługiwać się wiedzą jak i ją posiadać, gdyż posiadanie wiedzy wymaga jedynie jej przechowywanie.

    • Paweł Stacewicz pisze:

      Bardzo dziękuje za przemyślany komentarz.

      Na początek narzucają mi się 2 spostrzeżenia:

      1) Nie podał Pan definicji/określenia informacji. Czy jest to po prostu formula poprawnie zbudowana, zgodnie z regułami syntaktycznymi danego systemu logicznego, nie poddana jeszcze procedurze uzasadniania? Czy fakt bycia informacją wiąże Pan jakoś z aktami interpretacji i rozumienia podmiotu (używającego systemu logicznego)?

      2) Jak wiadomo nie wszystkie dziedziny wiedzy są zaksjomatyzowane (to raczej rzadkość), a mówiąc inaczej, nie wszystkie są systemami logicznymi (w przyjętym przez Pana rozumieniu). Czy w przypadku takich dziedzin nie dopuszcza Pan żadnych form uzasadniania? Czy obszar ludzkiej wiedzy redukuje Pan do udowodnionych twierdzeń w systemach aksjomatycznych?

      Może inni dyskutanci też będą mieli jakieś pytania?

      • Maksim Szaszkow pisze:

        1) Faktycznie zapomniałem podać swoją definicję informacji. Jest ona bardzo bliska temu jak Pan ją określił w pierwszym pytaniu, ale mimo to pozwolę sobie napisać ją żeby była pełna jasność co do tego jak ja wewnętrznie definiuje informacje.

        Informacją można nazwać dowolne zdanie stworzone z dostępnych narzędzi systemu logicznego, które spełnia warunek posiadania jakiegoś znaczenia albo sensu w owym systemie. Wartość takiego zdania nie jest ważna dla nadania mu nazwy “informacja”, gdyż jest przypisywana przez osoby korzystające z systemu.

        2) Zbudowanie wiedzy bez aksjomatu/-ów jest niemożliwe dla człowieka ani możliwe do wyobrażenia dla mnie. Jeśli nie założymy prawdziwości czegoś, to aby udowodnić że informacja jest prawdziwa lub fałszywa w systemie logicznym, natrafimy na dwa możliwe scenariusze:

        *) Cykliczne odwołanie: “aby udowodnić zdanie A, używamy zdania B, do którego prawdziwości używamy zdania C, do którego … , … do którego prawdziwości używamy zdania A”. W takim systemie nie da się niczego osiągnąć, bo ewaluacja prawdziwości zdania zależy od niego samego, a tej ewaluacji nie posiadamy.

        *) Nieskończona rekurencja: “aby udowodnić zdanie A, używamy zdania b, do którego używamy zdania C, do którego …” i tak w nieskończoność. Jeśli nie mamy prawdziwego zdania w systemie żadne nowe zdanie nie może być ocenione w ramach systemu.

        • Łukasz Świtaj pisze:

          Maksim, czy w taki razie (punkt 2) uznajesz, że wiedza danej osoby (systemu logicznego?) może być prawdziwa w odczuciu danej osoby jednakże nie być prawdziwa według innych?

          Jeśli chodzi o aksjomaty – chciałbym pociągnąć to co rozpoczął Pan doktor – co z naukami humanistycznymi lub wiedzą empiryczną? Czy zakładamy, że taka nie istnieje?

          • Maksim Szaszkow pisze:

            Prawdziwość zdania jest relatywna, nie istnieje zdanie prawdziwe w każdym systemie logicznym który jest możliwy do stworzenia.

            Co do aksjomatów, wiedza empiryczna wynika z systemu logicznego, który bazuje na fakcie, że doświadczenie jest prawdziwe, gdzie nauki humanistyczne zakładają prawdziwość tego co studiują, aby budować swoją wiedzę.

            Może warto abym napisał że używając słowa aksjomat nie mam na myśli aksjomatu z konkretnej dziedziny, lecz informację której prawdziwość zakładamy a nie dowodzimy, zatem najbardziej bezpośrednie i bezkontekstowe znaczenie słowa.

            • Paweł Stacewicz pisze:

              Przy takim ujęciu potrzebujemy pewnego dobrego kryterium przyjmowania aksjomatów/postulatów (czyli zdań uznawanych wstępnie za prawdziwe). Jakie kryterium Pan proponuje? Czy jest ono zależne od typu nauki, w której gromadzimy wiedzę?

              Mam też jedną uwagę do komentarza z 18.04, dotyczącego nieskończonego regresu czy nieskończonej rekurencji. Niestety, zgodnie z wynikami Kurta Godla i Alana Turinga, nawet w systemach aksjomatycznych (które zawierają aksjomaty arytmetyki, a bez nich trudno się obyć) występuje problem niemożności wykazania czy pewne twierdzenia są prawdziwe czy nie (wyprowadzalne z aksjomatów); a problem ten wiąże się z wystąpieniem potencjalnie nieskończonej pętli w dowodzie, o której nie możemy algorytmicznie stwierdzić, czy jest faktycznie nieskończona. Będziemy o tym mówić (w sposób poglądowy) na zajęciach.

              • Maksim Szaszkow pisze:

                Według mnie wystarczającymi kryteriami jest rozłączność aksjomatów jak i brak sprzeczności w produkowanej przez nie wiedzy. Dzięki temu możemy zapewnić, że system logiczny jest oparty na najbardziej podstawowych informacjach, z których składa się nasze zrozumienie danego tematu, jak i spójność systemu. Uważam że ograniczenia powinny być jak najbardziej luźne, i przytoczę tutaj swoją dawną pracę aby rozwinąć myśl:

                “(…) Inną ważną kwestią, która wynika z opisu filozofii jako systemu logicznego opartego na aksjomatach jest fakt, iż prawdziwość zawartych w niej wyrażeń zależna jest od prawdziwości założonych aksjomatów. Z historii wiemy, iż wiele razy zakładaliśmy pewne rzeczy, które potem okazywały się być nieprawdziwe. Opisując to inaczej, natykaliśmy się w trakcie poznawania świata na nowe prawdy, które same siebie potwierdzały, ale jednocześnie wykluczały wcześniej założone oczywiste prawdy. Oznacza to że prawda, jeśli istnieje, nie wymagała tego abyśmy ją znali aby istnieć, gdyż powoli dochodzimy do poglądu na świat coraz bliższemu czegoś, co nazwalibyśmy prawdą. To z kolei nakłada na wszystkie aksjomaty czas przez który istnieją, gdyż są one tak naprawdę tylko wynikiem natknięcia się na granicę której nie potrafimy pokonać z obecnym zrozumieniem świata. Z tego możemy wyciągnąć również wniosek iż prawda nie może być stworzona, lecz jedynie odkryta, a to prowadzi nas do myśli iż będzie taki punkt na linii czasu, w którym uznamy to co obecnie jest dla nas aksjomatem za coś fałszywego w najgorszym wypadku, w najlepszym za coś częściowo prawdziwego. Więc możemy dzięki tym obserwacjom nazwać filozofię podróżowaniem po oceanie półprawd i fałszu, w którym za pomocą instrumentu nawigacji jakim jest logika próbujemy dojść do mitycznej prawdy. Jednak nawigacja za pomocą wadliwych punktów odniesienia nie może nas tam zaprowadzić, chyba że uznamy coś zbliżonego prawdzie za nasz cel(…)”

                Nie oznacza to jednak że w momencie sprzeczności musimy odrzucić dany aksjomat, lecz że musimy przeanalizować system logiczny. I bardzo często jeśli sprzeczność wynika z poprawnego stosowania logiki systemu na aksjomatach, które były uznane za rozłączne, to oznacza to że doszliśmy do jednej z wielu granic systemu logicznego z którego korzystamy. W takich sytuacjach zazwyczaj powstają nowe systemy logiczne oparte na nowych aksjomatach.

                Co do “twierdzenia o niekompletności” Gödel’a, osobiście uważam że fakt, iż w danym systemie logicznym nigdy nie będziemy posiadać wszystkich aksjomatów, jest logicznym następstwem założeń systemu logicznego, jego naturalną cechą. Głównym czynnikiem który nam to narzuca, jest fakt że prawdę dowodzimy przez brak fałszu, a fałsz przez brak sprzeczności. Oznacza to że tak naprawdę nie dowodzimy prawdziwości zdań, lecz ich fałsz lub braku tego fałszu, i dopiero sam fałsz jest czymś co możemy udowodnić, gdyż rodzi sprzeczność w systemie. Zatem tak naprawdę prawdziwe są tylko aksjomaty, a cała reszta informacji uznanych za prawdziwe na tej podstawie jest zaledwie nie fałszywa. Tutaj pozwolę sobie zacytować ponownie swoją pracę aby pokazać, co wynika z takiej sytuacji:

                “(…) Zawsze istnieje jakiś aksjomat który majaczy na horyzoncie poznania i czeka aż na niego się natkniemy i dodamy do gromadki już posiadanych. To rodzi nam dwie możliwe sytuacje. W pierwszej stworzony przez nas system poznania jest ciągły, więc powoli będzie nas doprowadzał do kolejnych wniosków, jak i również aksjomatów. W drugiej natomiast brakuje mu tej ciągłości, co oznacza iż będzie taki moment, w którym nie będzie możliwe stworzenie nowych wniosków na podstawie posiadanych aksjomatów, co stworzy iluzję pozornej kompletności systemu, gdzie tak naprawdę istnieje wiedza której nie możemy posiąść ze względu na fakt jej niedostępności dla nas. W obu przypadkach nie jest możliwe faktyczne zakończenie procesu poznawania poprzez zrozumienie wszystkiego co jest do zrozumienia. Oznacza to że zawsze będzie istniała wiedza poza naszym zasięgiem, do której nigdy nie dojdziemy(…)”.

              • Paweł Stacewicz pisze:

                Panie Maksymie, muszę odpowiedzieć na Pana poniższe obszerne wyjaśnienie tutaj, ponieważ – ze względu na ograniczenia WordPressa (ograniczona liczba poziomów odpowiedzi) – nie ma ju z możliwości dodania odpowiedzi pod Pana ostatnim komentarzem.
                Pana przemyślenia uważam za bardzo interesujące i warte dalszego rozwijania. Gratuluję otwartości umysłu ma kwestie pozainżynierskie!
                Co do Pańskiego kryterium wyboru aksjomatów (niezależność i niesprzeczność), to uważam że dla wiedzy czysto formalnej może być ono wystarczające (choć niektórzy będą wskazywali inne jeszcze kryteria, np. oczywistość), lecz dla wiedzy empirycznej, o ile chcielibyśmy ująć ją w postaci systemu aksjomatycznego, potrzebny jest jeszcze jakiś związek z badanym fragmentem rzeczywistości (np. fizycznej). Sama niesprzeczność nie gwarantuje, że produkowana z aksjomatów wiedza dotyczy tego, co faktycznie obserwujemy.

  2. Kacper Banaszczak pisze:

    1) Uważam, że uzasadnianie jest najważniejsze, ponieważ sam proces uzasadniania pozwala nam określać jakość informacji i kształtować z niej wiedzę. Przykładowo mając styczność z jakąś nową informacją możemy postawić pewną tezę, a następnie na drodze uzasadniania jej słuszności dojść do wniosku, że nie jest ona najlepsza i zmienić nasze założenia, uzyskując tym samym na końcu zweryfikowaną wiedzę.

    2) Sąd musi być prawdziwy, ponieważ w innym wypadku “wiedza” , którą posiadamy musiała zostać źle zweryfikowana, lub jakiś aspekt jej uzasadniania musiał zostać pominięty. Prawdziwość rozumiem przez to, że kierując się określonymi regułami np.zasadami matematycznymi/prawami fizyki , możemy potwierdzić, że nasza informacja je spełnia.

    3)Uzasadnienie jest tym silniejsze im bardziej jest ono dopasowane do naszego zagadnienia. Jeżeli rozważamy problem natury matematycznej to uzasadnienie go i wyciągnięcie z niego jakiś informacji, a następne wytworzenie pewnej wiedzy na podstawie uzasadnienia jest możliwe tylko przy wykorzystaniu narzędzi matematycznych. Terminem “najbardziej wartościowej wiedzy” nie uznał bym konkretnego zagadnienia z jakiejś dziedziny np. logiki . Moim zdaniem można natomiast w każdym sposobie uzasadniania(logiczny,matematyczny,empiryczny itd.) przeprowadzić taką klasyfikację, uznając za najbardziej wartościową tą wiedzę, która pozwala na uzasadnianie kolejnych fragmentów wiedzy w danej dziedzinie.

    4)Wydaje mi się, że zautomatyzować i zalgorytmizować możemy jedynie weryfikację informacji. Uważam, że to co przechowuje komputer jest jedynie informacją a to człowiek wiedząc co robił komputer i patrząc na rezultaty może stwierdzić czy jest to zgodne z założeniami, prawdziwe i czy można to uznać za wiedzę. Można oczywiście stworzyć algorytm, który podejmie te same kroki co człowiek by coś sprawdzić ale nadal będzie to praca na informacji, ponieważ tylko człowiek może się nad danym zagadnieniem zastanowić, podejść z innej losowej strony, wymyślić nowy sposób badania danej informacji. Tylko człowiek jest w stanie zastanawiać się czy zebrane uzasadnienia są wystarczające, dla komputera po prostu są albo nie.

    • Witek Duda pisze:

      Do mnie najbardziej przemawia znaczenie informacji jako znaczenie komunikacyjne (“informacja jako wiadomość, przekaz, treść zdań/napisów…”).
      Prawdę uważam za coś zgodne z rzeczywistością.

      1) Ciężko mi wyrazić jednoznaczną opinię zarówno do pytania jak i do powyższej odpowiedzi kolegi. Uważam, że uzasadnienie jednostki nie określa jakości informacji. Twierdzę jednak, że uzasadnienia, które są zgodne wśród niezależnych od siebie specjalistów (Ale tutaj znowu pojawia się pytanie. Kto jest specjalistą? Ktoś kto ma tytuł uczelni? A co z osobami jak np. magister inż. Jerzy Zięba – “przedstawia się jako certyfikowany hipnoterapeuta”?) powinniśmy przyjmować jako informację rzetelną, a w konsekwencji przyjąć jako wiedzę. Podsumowując uważam, że najważniejszym “łącznikiem” między informacją a wiedzą jest czynność uzasadnienia przez większe grono specjalistów w danej dziedzinie (jeśli mowa o nauce). W przypadku codziennych sytuacji ciężko o uzasadnienia. Np. ktoś przekazuje nam informację, że inna osoba poszła do sklepu. Nie pytamy takiej osoby o uzasadnienie tego czy to jest fakt czy nie.

      2) W drugim punkcie zgadzam się z komentarzem Maksima S., że lepszym wyrazem zamiast “musi” będzie “powinien”. Czy wiedza musi być prawdziwa? Znowu: powinna. Niestety jako że człowiek doskonały nie jest, to nauka jedynie przybliża nas do prawdy (prawa fizyki też czasem są uproszczone, aby dało się zjawisko opisać w miarę przystępny sposób dla innego człowieka), a nie w 100% ją pokazuje.

      3) Jeżeli uzasadnienie matematyczne bądź logiczne nie będzie się zgadzać z rzeczywistością, to znaczy, że jest błędne. Niestety empiryczne uzasadnienia nie są również idealne. Wciąż istnieją ludzie, którzy “empirycznie” wciąż “udowadniają” płaskość Ziemi. Zgadzam się w tym punkcie z Kacprem B., że uzasadnienie należy dopasować do sytuacji, ale odnośnie wartościowania skłaniałbym się najbardziej w stronę wartościowania wiedzy empirycznej.

      4) Uważam, że komputer rzeczywiście przechowuje informacje, ale osobiście przyjmuję to jako plus. Nie wchodzi do tego czynnik emocjonalny czy zwykłe “wydaje mi się” lub nadinterpretacja. Wydaje mi się, że nie wiemy jeszcze w jak szerokim zakresie będziemy wykorzystywać maszyny do nabywania informacji, ale myślę o tym pozytywnie. Uważam również, że kiedy człowiek zobaczy taką informację pozyskaną przez komputer (zakładam przypadek idealny, że oprogramowanie nie ma błędów i komputer przedstawia jedynie to co “dostrzegł/wydobył” oraz nie wrzuca interpretacji wyników, a jedynie suche fakty), to automatycznie staje się to wiedzą i człowiek nie powinien mieć na to wpływu.

      • Łukasz Świtaj pisze:

        1) Witek, tak jak napisałeś – trudno mówić o wiedzy dotyczących “nieglobalnych spraw” jeśli wymagamy od niej weryfikacji przez niezależnych ekspertów. W komentarzu poniżej zaproponowałem spojrzenie na wiedzę jako atrybut jednostki. Bo w końcu możemy mieć wiedzę o tym co lubią nasze dzieci, jakie emocje wywołują u nas poszczególne sytuacje w życiu itd. Jest to rodzaj wiedzy dostępny małej grupie osób, albo czasem nawet jednostkom, a myślę, że samoświadomość oraz znajomość siebie/bliskich można również określić miarą wiedzy gdyż buduje ona sporą wartość, a nie jest pustą informacją.

        2) Odnośnie tego czy uzasadnienie informacji, która staje się wiedzą musi być prawdziwe. Również uważam, że powinno, choć w skrajnych przypadkach uważam, że nawet jeśli samo uzasadnienie jest fałszywe/nie do końca zgodne z prawdą może to być wiedza danej osoby/grupy osób. Gdy rozważymy dyskusyjny tematy, np. powstanie człowieka mamy do czynienia z dwiema przykładowymi tezami. W obu z nich możemy dążyć do uzasadnienia i oba pokazują, że mamy wiedzę w danym obszarze (dyskusyjnym jest tylko to czy jest to zgodne z prawdą)
        a) teoria Darwina: “Wiem, że człowiek powstał na skutek ewolucji innych gatunków, bo wszystkie organizmy na Ziemi powstały od wspólnego przodka”
        b) teoria chrześcijańska: “Wiem, że człowiek został stworzony przez Boga podczas tworzenia świata, bo tak mówi Biblia”

        • Paweł Stacewicz pisze:

          Moim zdaniem sąd uznawany za wiedzę nie musi być prawdziwy; i nie dotyczy to tylko wiedzy potocznej, ale również naukowej.
          W naukach empirycznych formułuje się coraz to nowe teorie, które wywodzą się z dostępnych człowiekowi – na danym etapie rozwoju nauki i techniki – obserwacji. Teorie te, być może, przybliżają się do prawdy, ale jak wskazuje praktyka uprawiania nauki, nie są prawdziwe w sensie absolutnym (są bowiem zastępowane nowymi, opartymi na innych pojęciach i p0ostulatach, teoriami).
          W naukach formalnych (jak matematyka czy logika) mamy do czynienia z prawdziwością warunkową. Jeśli za kryterium prawdziwości uznamy poprawny dowód (np. matematyczny), to tak naprawdę każdy dowód stanowi uzasadnienie prawdziwości twierdzenia warunkowego: jeśli prawdziwe są aksjomaty, to prawdziwa jest udowodniona teza. Prawdziwość absolutna twierdzeń zależy od prawdziwości aksjomatów, a te przecież — podobnie jak teorie nauk empirycznych — są modyfikowane (tak było np. w geometrii, gdy zaproponowano różne systemy geom, nieeuklidesowych).
          Jeszcze jedna uwaga, którą rozwinę w innych komentarzach, dotyczy konieczności rozróżnienie wiedzy indywidualnej (czyjejś) od wiedzy naukowej (intersubiektywnej). Ta pierwsza może, ale nie musi, wywodzić się z drugiej. Ta pierwsza nie musi też spełniać tak ostrych wymagań, jak ta druga.

  3. Łukasz Świtaj pisze:

    Chciałbym rozpocząć dyskusję z innego punktu – uważam, że piramida, która została przedstawiona powinna zostać nieco zmieniona. Moim zdaniem wartościowanie wiedzy nie prowadzi do mądrości a do utworzenia systemu wartości lub przefiltrowania wiedzy. Co sprawia, że powstaje mądrość w danej jednostce to w mojej opinii stosowanie wartościowej wiedzy w praktyce.
    Rozpatrzmy dobrze znany przykład studenta, który wie, że aby zaliczyć semestr jak najmniej się stresując i by uniknąć stałej niepewności trzeba uczyć się systematycznie, a projektów nie oddawać na ostatni moment. Gdy mamy do czynienia ze studentem kolejnych semestrów (nie pierwszego) to jest to wiedza wynikająca z doświadczenia.
    Student taki mając tą samą wiedzę może uznać tą wiedzę za wartościową i chcieć do niej dążyć jednakże mieć dwa wykonania:
    a) pomimo swojej wiedzy wykonywać pracę na ostatni moment i dalej mieć problemy
    b) wdrożyć plan zmiany swojego podejścia i poprawić systematyczność od kolejnego semestru

    W moim odczuciu dopiero w podejściu b) możemy mówić o mądrości. Nazwałbym ją mądrością sytuacyjną – gdzie informacja zdobyta w danym obszarze została przekuta w wiedzę, wiedza ta w akcję w danym obszarze (czyli mądrość).
    Pokusiłbym się jednak o wprowadzenie kolejnego poziomu – mądrości życiowa. W mojej definicji o mądrości życiowej świadczyłoby gdyby ten przykładowy student zauważył pozytywne skutki swojego działania w jednym obszarze i postanowił wdrożyć podobne podejście w innych dziedzinach życia. Opierałoby to się oczywiście na eksperymentowaniu, ale myślę, że to temat na osoby komentarz.

    • Witek Duda pisze:

      Jeżeli chodzi o piramidę, to nie bardzo ona do mnie przemawia. Dane -> Informacja (interpretacja rozumienie) = Wydaje mi się, że samo posiadanie informacji nie oznacza, że się rozumie co ona znaczy.
      Informacja -> Wiedza (weryfikacja, uzasadnienie) = W szkole czy na studiach nie raz się spotykałem, że nauczyciel/prowadzący podawał jakiś fakt bez żadnego uzasadnienia (bo zwyczajnie nie ma na to czasu lub jest dla osoby nauczającej trywialne) i uczniowie/studenci przyjmują to wszystko jako wiedzę (z poziomu informacji od razu przechodzą do wiedzy i później powtarzają, aby to utrwalić). W tym przypadku wydaje mi się, że znowu możemy posiadać wiedzę nawet jej nie rozumiejąc.
      Wiedza -> mądrość = W ostatnich szczeblach się zgadzam. Zgadzam się również w tym przypadku z Łukaszem, że mądry człowiek to osoba, która potrafi wykorzystać swoją wiedzę w życiu.

      Mimo zgadzania się do mądrości, akurat przykład studenta bym odrzucił. Tutaj akurat dużo zależy od jednostki. Na pierwszych semestrach chodziłem na wszystkie wykłady i starałem się słuchać na tyle ile to możliwe. Wykładów było sporo, więc powodowało to dodatkowe zmęczenie. Uczenie systematyczne u mnie nigdy nie działało. Jeśli zacznę się uczyć do jakiegoś kolokwium miesiąc wcześniej po kilka godzin tygodniowo wyrobię sobie jakąś tam małą biegłość w przedmiocie (kończyło się słabym wynikiem z kolokwium). Jeśli zacznę się uczyć 3-4 dni przed kolokwium w dużo większym nakładzie czasu, to cała ta wiedza będzie świeższa (kończyło się średnio lepszym wynikiem z kolokwium niż w uczeniu systematycznym). Uważam również, że poświęcając 3 godziny w domu jestem w stanie nauczyć się więcej niż na 2 godzinnym wykładzie (doliczam dojazd) oraz nie powoduje u mnie takiego zmęczenia, dlatego po pierwszych dwóch semestrach ograniczyłem swoją obecność na wykładach co przełożyło się na mniejsze zmęczenie i lepszy wyniki.
      W przypadku projektu się zgadzam, że lepiej zacząć jak najwcześniej. Tu bardzo widocznych minusów nie ma.

      Zgadzam się z mądrością sytuacyjną i życiową. Uważam jednak, że o którejś z tych mądrości możemy mówić, kiedy student znajdzie najlepszą opcję dla samego siebie i będzie ona działała.

      • Paweł Stacewicz pisze:

        Rozróżnienie mądrości sytuacyjnej i życiowej (w pewnym sensie: ogólnej) podoba mi się! Choć w Panów podejściu do mądrości brakuje mi trochę odwołań do sfery wartości. Wydaje się bowiem, że to umiejętność spojrzenia na wiedzę, a także zakres i sposób jej wykorzystania z wyższego jakby pułapu, pułapu pewnego systemu wartości, decyduje o czyjejś mądrości. Ale to temat na inną dyskusję…

        Co do stwierdzenia p. Witka: “Jeżeli chodzi o piramidę, to nie bardzo ona do mnie przemawia…”

        No cóż… Jest to pewien zgrubny schemat, w którym granice pomiędzy trzema kluczowymi pojęciami są niewątpliwie rozmyte. Gdybyśmy ten schemat wypełnili kolorami, wówczas każdy segment piramidy wypełniałyby różne (stopniowalne) odcienie kolorów odpowiadających danym, informacji i wiedzy. Byłoby tak, ponieważ zarówno rozumienie czegoś, jak i uzasadnienie domniemanej prawdziwości czegoś to stany (zarówno obiektywnie, jak i subiektywnie) stopniowalne.
        Przykładowo: w informacji, że “hylemorfizm jest koncepcją metafizyczną Arystotelesa” różne osoby mogą rozumieć mniej lub więcej słów, mniej lub więcej relacji (np. coś jest czyjeś)…, ALE – moim zdaniem – muszą coś rozumieć (najlepiej jak najwięcej), aby nadać temu zdaniu status informacji. Im więcej rozumieją, tym bardziej informatywne jest dla nich przytoczone zdanie.
        Podobnie: uznając za prawdziwe zdanie “Ziemia krąży wokół Słońca po orbicie eliptycznej”, a więc nadając mu status wiedzy, możemy powoływać się na uzasadnienia różnej mocy (np. odwołanie się do autorytetu, znajomość dowodu na podstawie praw mechaniki klasycznej, długotrwałą obserwację ruchu Ziemi z kosmosu). Innymi słowy, nasza prywatna wiedza może być mniej lub bardziej uzasadniona. (W przypadku intersubiektywnie dostępnej wiedzy naukowej, spisanej np. w podręcznikach, też, oczywiście, możemy mówić o różnej sile uzasadnień).

        Uważam zatem, że zarówno “bycie wiedzą”, jak i “bycie informacją” jest stopniowalne; jest jednak takie ze względu na: a) rozumienie czegoś (w przypadku informacji), b) uzasadnienie czegoś (w przypadku wiedzy).
        Oczywiście, taka nieostrość naszego schematu i leżącej u jego podstaw konceptualizacji, może do niego zniechęcać. Ale cóż… Niekiedy musimy się pogodzić z nieostrością filozoficznych pojęć.

    • Mateusz Frontczak pisze:

      Dla mnie mądrość jest rodzajem wiedzy, której jednostka używa w celu poprawienia jakości życia swojego lub swojego otoczenia. Jest to wyselekcjonowana część wiedzy przejawiająca się podparciem praktycznym, często wyniesiona na podstawie obserwacji, więc tak jak zauważyłeś drogą eksperymentów, ale czymże jest życie jak nie eksperymentowaniem, każdy na swój sposób obcuje z życiem, robi co chce ze swoją egzystencją i zauważa jakie skutki przynoszą jego działania. Na podstawie tego podejmuje decyzje, co do dalszego działania czy kontynuować swoje dotychczasowe zwyczaje czy zmienić coś. Taki “bagaż” doświadczeń tworzy preferowany przez jednostkę lub optymalny dla niej zestaw zachować dający najlepsze rezultaty czy to w sferze osiągnięć lub czystej przyjemności czerpanej z życia.
      W swojej wypowiedzi taką wiedzę określiłeś jako mądrość sytuacyjną. Czy wykorzystując tę wiedzę (w tym przypadku o wcześniejszym zabieraniu się za naukę i robienie projektów – co, zważywszy na czas w jakim udzielam się w tej debacie, powinienem wziąć sobie do serca) w ten sam sposób tylko w innych sytuacjach nie otrzymujemy wzorca postępowania, a więc mądrości życiowej, która może być zweryfikowana i/lub potwierdzona przez każdego?

  4. ŁUKASZ ŚWITAJ pisze:

    Odnośnie zaproponowanego punktu pierwszego – chciałbym go poddać w wątpliwość. Według mnie nie tylko uzasadnienie jest źródłem wiedzy. O wiedzy stanowić mogą też nienamacalne i trudne do wytłumaczenia wiara, zaufanie bądź przeczucie. Pomimo absurdalności dla osób z zewnątrz powyższe mogą być bardzo przydatne.
    Dobrym przykładem wiedzy bazującej na przeczuciu mogą być traderzy (czy jak kto woli maklerzy), którzy zdobywali wiedzę na własną rękę głównie grając na rynku początkowo tracąc spory kapitał. Osoba taka w pewnych sytuacjach może przewidzieć przybliżone ruchy na poszczególnych aktywach. Jednakże uzasadnienie innej osobie dlaczego akurat w tym momencie przewidujemy wzrost waloru X może być poza możliwościami omawianego tradera. Wie on co powinien zrobić nie do końca znając uzasadnienie. Bo czy uzasadnieniem możemy nazwać “Wiem, że walor X wzrośnie, bo tak czuję”? Owe przeczucie wynika z wielu sytuacji, które wspomniana osoba przeszła. Sytuacje te zapewne wywarły spory podświadomy wpływ.
    Zahaczamy tu o temat intuicji – czyli czegoś co jest wypadkową teorii, którą przyswoiliśmy (czasem podświadomie), opinii oraz praktyki, która nas spotkała.
    Podsumowując – uważam, że wiedza to nie tylko to co może być uzasadniona teorią/logiką, ale również różnego rodzaju przekonań bazujących na intuicji pod warunkiem, że mają one odzwierciedlenie w rzeczywistości.

    • Witek Duda pisze:

      Wydaje mi się, że powinniśmy oddzielić wiarę od wiedzy. Wiara w Boga polega na tym, że się o nim nie wie. Niektórzy wierzący twierdzą, że są pewni, że Bóg istnieje, ale czy pewność nie tworzy wiedzy (nawet jeżeli nie jest ona zgodna z prawdą)? Jeżeli tak, to nie wierzą w Boga, a wiedzą o nim.
      Z zaufaniem i przeczuciem również bym polemizował. Pewnie jakaś część tych maklerów miała przeczucie i źle zainwestowała (czyli jednak okazało się, że ta wiedza była nieprawdziwa =?= nie była wiedzą?) tracąc sporą sumę pieniędzy. Załóżmy, że będę rzucał kostką sześcienną. Jedyną moją wiedzą może być to, że każda z cyfr ma prawdopodobieństwo wypadnięcia równe 1/6. To, że będę wierzył, miał przeczucie, czy zaufanie nie wpłynie na wyniki. Jeżeli trzy razy z rzędu wypadnie moja przeczuwana liczba, to jest to kwestia przypadku.
      Oczywiście wiem, że rynek to dużo bardziej skomplikowana sprawa i jest dużo więcej złożoności, ale podałem taki przykład, aby rozdzielić wiarę/zaufanie od wiedzy.

    • Kacper Banaszczak pisze:

      Moim zdaniem intuicja i przeczucie, o którym piszesz nie do końca wpisuje się do tego pojęcia wiedzy z jakiego wyszliśmy. Wydaje mi się, że doświadczenie (bo tak można nazwać to o czym mówimy) jest czymś innym przynajmniej, ponieważ zdobywa się je nie przez przetwarzanie informacji i rozważanie nad nimi i uzasadnianie, ale przez poświęcenie znacznej ilości czasu na poznawaniu danej dziedziny. Przez to widząc dane zdarzenia (związane np. z ruchem na giełdzie) makler jest w stanie przewidzieć co może się wydarzyć, ponieważ widział w swoim życiu wiele podobnych sytuacji i zna ich skutki przez co może je ze sobą porównać i przypuszczać możliwe scenariusze wydarzeń. Nie nazwał bym tego jednak do końca wiedzą ponieważ jest to bardzo silnie zależne od czynników zewnętrznych, które mogą sprawić, że zarówno jego przewidzenia będą bezbłędne, jak i kompletnie chybione. Poza tym uważam, że wiedzą da się w pewien sposób dzielić i jest ona pewnym sposobem kompresji wniosków pochodzących z różnych informacji. Doświadczenie natomiast jest ciężkie do przekazania i pomimo iż wiąże się z nim wiedza, którą można się podzielić, to jednak niektóre rzeczy są trudne do uzyskania bez przepracowanie pewnej ilości godzin w celu ich nabycia.
      Podsumowując doświadczenie uznałbym chyba za taki zbiór informacji, do którego jego posiadacz ma ciągły dostęp i jest w stanie z niego korzystać w codziennym życiu, sięgając po nie i analizując podświadomie . Uznałbym je za pewien rodzaj wiedzy, ale nie do końca taki od jakiego zaczynaliśmy.

      • Paweł Stacewicz pisze:

        Tak. Wydaje mi się, że intuicja, przeczucie, wiara (wsparta być może pewnymi doświadczeniami religijnymi, jak np. objawienie) stanowią pewien rodzaj uzasadnienia, ale jest to uzasadnienie prywatne/indywidualne, niedostępne dla innych.
        Sądy uzasadniane w taki sposób lepiej chyba nazwać przekonaniami, a nie wiedzą. Wiedza wymaga takich metod uzasadniania, które są dostępne i możliwe do zastosowania przez innych. W przypadku wiedzy naukowej metody te podlegają najwyższym rygorom (takim jak reguły przeprowadzania dowodów formalnych czy eksperymentów fizycznych), lecz wydaje mi się że w przypadku wiedzy nienaukowej i indywidualnej zarazem (a nie tylko przekonań), wymóg intersubiektywnej sprawdzalności też musi obowiązywać. Nie wystarczy powołać się na czysto prywatnene odczucia i doświadczenia.
        Warto zauważyć jednak, że wspomniana sprawdzalność może mieć charakter praktyczny (pragmatyczny). To znaczy: ktoś może mieć taką wiedzę, której nie potrafi dokładnie wyrazić (powiedzmy: intuicyjną czy niejawną), ale mimo to, dobrze się ona sprawdza w praktyce. Prowadzi, na przykład, do trafnych decyzji, które również inne osoby rozpoznają jako trafne. W takim przypadku sama wiedza nie jest wprawdzie intersubiektywnie dostępna, ale je konsekwencje już tak.
        Ja bym to nazwał wiedzą — mając jednak na uwadze, że samo odwołanie się do intuicji nie jest wystarczających sposobem jej uzasadnienia.

  5. Łukasz Świtaj pisze:

    Podchodząc do tematu wiedzy z jeszcze innej strony chciałbym podyskutować o tym do kogo właściwie należy wiedza, o której rozmawiamy?
    1. Czy jeśli ktoś/coś zweryfikuje i uzasadni wystarczająco dobrze informację to jest ona wiedzą?
    2. Czy może wiedza przynależy do każdej osoby z osobna?
    Skoro mówi się o zdobywaniu wiedzy i każda osoba ma jej różny poziom to skłaniałbym się ku drugiemu spojrzeniu. Jednakże znów powstaje tu problem. Skoro posiadamy jakąś informację i wiemy (ufamy), że jest ona prawdziwa nawet jeśli sami nie jesteśmy/nie umiemy w stanie jej zweryfikować to czy posiadamy wiedzę? Przykładowo jesteśmy uczniami w szkole i uczymy się, że masa Ziemi to 5.972 × 10^24 kg to czy możemy uznać to za wiedzę? “Wiem, że masa Ziemi to 5.972 × 10^24 kg, bo tak było w podręczniku”? “Wiem, że masa Ziemi to 5.972 × 10^24 kg, bo tak wynikało z Eksperymentu Cavendisha”?

    • Witek Duda pisze:

      1. Uważam, że niestety nawet informacja nie musi być dobrze uzasadniona. Dla części ludzi wystarczy słabe uzasadnienie. Wydaje mi się, że informacja stanie się wiedzą, kiedy człowiek po prostu jest jej pewny. Co nie oznacza, że jest ona prawdą.

      2. Tak i nie. Niestety musimy czasem rozdzielać wiedzę i prawdę. Wydaje mi się, że każdy człowiek z osobna przyjmuje informacje, które chce za wiedzę. Jest również coś takiego jak wiedza ogólnodostępna, której chyba jest najlepiej się trzymać (choć wcale nie musi być w 100% prawdziwa, bo przeszłość pokazuje, że z czasem wchodzą jakieś kolejne poprawki niektórych “faktów”). Ogólny dostęp jest tutaj dodatkowym plusem, bo każdy człowiek ma do wiedzy dostęp i może spróbować udowodnić jej fałszywość. Natomiast jeżeli my mamy swoją wiedzę nieprawdziwą, o której nie ma pojęcia nikt inny, to możemy bardzo długo żyć w błędzie, bo nikt nie będzie miał szansy nas wyprowadzić z tego błędu.
      “masa Ziemi to 5.972 × 10^24 kg to czy możemy uznać to za wiedzę?” – Moim zdaniem tak. Wtedy posiadamy wiedzę. Niestety na takie eksperymenty możemy się jedynie powoływać. Aby człowiek mógł się rozwijać w każdej dziedzinie po trochu musi przyjmować informacje jako wiedzę nawet bez rozumienia.

      • Michał Dudzisz pisze:

        1. Wydaje mi się, że informacja, o której tu mówimy, jest logicznie zrozumianymi danymi, bez jakiegokolwiek stosunku do nich. Stąd taka informacja nie wymagałaby uzasadnienia sama w sobie, jeśli miałaby pozostać informacją.

        Czy uważasz, że wszystko, czego człowiek jest pewny, można uznać za wiedzę? Moim zdaniem wiedza powinna wiązać się też ze świadomością możliwości bycia nieprawdziwą. Takie ryzyko powinno być brane pod uwagę razem z miejscami w naszym rozumowaniu (lub doświadczeniu, lub w jakimkolwiek innym procesie, który sprawia, że z informacji tworzymy wiedzę) potencjalnie niebezpiecznych dla prawdziwości wiedzy. Np. założone aksjomaty lub świadomość błędów w doświadczeniu.

        2. Czy wiedza ogólna byłaby dalej wiedzą, gdyby nie należała do nikogo?

        Moim zdaniem wiedzę ogólną można by zinterpretować jako wiedzę zbiorową, która nie musi być dostępna cała każdemu osobiście, ale składa się z wielu osobistych i różne jej fragmenty są uznawane wzajemnie przez członków danej społeczności. Np. wiedza medyczna uznawana przez grono różnych ekspertów, każdy z innej gałęzi. Takie podejście nasuwa mi na myśl interpretację współczesnego społeczeństwa jako jednego dużego organizmu, który moim zdaniem coraz bardziej przypomina. Więc zgadzam się, jeśli chodzi o proces pozyskiwania wiedzy – niejednokrotnie jesteśmy zmuszeni zaufać źródłom uznając je za wiarygodne. Jest to potrzebne, by zbudować współpracujące społeczeństwo, w którym każdy pełni inną, ważną dla niego funkcję.

  6. Dominik Orliński pisze:

    1) W moim odczuciu różnica między wiedzą a informacją leży gdzie indziej. Tych dwóch pojęć nie oddziela jedynie czynność uzasadniania. Nasz mózg podzieliłbym na dwie osobne strefy: trzon dla wiedzy i bufor dla informacji.
    Informacje trafiające do naszego mózgu są kierowane do bufora, gdzie stoją w wielkiej kolejce i czekają na kategoryzacje. Część oznaczymy jako już posiadane w trzonie albo buforze i jedynie zapisujemy jej ponowne wystąpienie, część oznaczamy jako śmieci, część zestawiamy z innymi informacjami albo wiedzą, nadajemy im etykiety „prawdziwa” lub „fałszywa”, a następnie trafiają do trzonu.
    Informacja stanowi jedynie łącznik pomiędzy wiedzą dwóch różnych źródeł wiedzy.
    Z przyjętej przeze mnie koncepcji wynika również, że wiedza nie musi być podparta informacją, a przynajmniej nie w przedstawionym przeze mnie rozumieniu. Zatem uzasadnienie jest ważnym elementem włączania informacji do wiedzy, ale nie jest jedynym sposobem tworzenia wiedzy.
    W tym rozumieniu informacji przedstawiona na slajdzie piramida w ogóle nie zawierałaby szczebelka informacji. Dane można by interpretować jako informacje, które trafiły do bufora (przed zapisaniem są informacjami, po zapisaniu są danymi).

    2) Quid est veritas? Zdecydowanie nie musi. Sąd może opierać się na wiedzy pochodzącej z informacji zaklasyfikowanej w różny sposób (prawdziwa / fałszywa) u różnych osób.

    3) To zależy od człowieka. Umysłom ścisłym zapewne łatwiej włączyć informację do wiedzy, gdy zobaczą dowód opierający się na logicznej analizie. Do jednych bardziej trafiają empiryczne przesłanki do innych mniej. To, co dla jednych stanowi informację widoczną gołym okiem dla innych może stanowić czarną magię np. matematyczne wzory.

    4) Człowiek całe życie uczy się kategoryzacji informacji tak, aby stały się wiedzą (lub nie). Nauczyć się można zarówno pozyskiwania informacji, jak i automatyzacji procesu włączania informacji do wiedzy. Algorytmizacja takiego procesu dla maszyny nie jest łatwym zadaniem, a być może nawet niewykonalnym. Człowiek sam w sobie jest taką maszyną, każdy inną i każdy ma swój własny algorytm. Podobnie maszyny stworzone przez człowieka – każda powinna dysponować własnym algorytmem stworzonym przez siebie, a nie przez człowieka.

    • Łukasz Świtaj pisze:

      1) Czy mógłbyś opisać nieco inaczej swoją koncepcję? Według mnie zawiera ona sprzeczne informacje:
      “Informacje trafiające do naszego mózgu są kierowane do bufora […], a następnie trafiają do trzonu.”
      “ale [informacja] nie jest jedynym sposobem tworzenia wiedzy.”
      Z tego wynikałoby, że do trzonu wiedzy trafiają informacje. Nie przedstawiłeś w jaki inny sposób coś może znaleźć się w trzonie wiedzy, czy może to w Twojej teorii nie przejść przez bufor informacji?

      3) Zakładając Twój punkt widzenia dochodzę do ciekawego wniosku – osoba, która w swoim środowisku może być uznawana za eksperta, osobę z bogatą wiedzą według osoby spoza niego może być uznawana za jednostkę bez podstawowej wiedzy (ba, nawet informacji) do życia. Jest to coś z czym możemy spotkać się na co dzień (np. informatycy drwiący z marketingowców i odwrotnie).

      • Dominik Orliński pisze:

        1) Tak, bo wiedza może się narodzić wewnątrz nas, a nie tylko pochodzić z informacji. Za informację bowiem przyjmuję rzecz, która trafia do nas od innego źródła wiedzy. Kamień nie może wymienić ze mną informacji o tym, że jest ciężki, bo sam źródłem wiedzy nie jest. Należy odróżnić informację od np. obserwacji. Mózg posiada osobne narzędzia to przetwarzania informacji, a osobne do przetwarzania obserwacji, odczuć, doświadczeń.

        3) Oczywiście! Mało osób w pełni rozumie geniusz niektórych osób nauki np. Newtona, Einsteina czy Curie-Skłodowskiej, bo dla wielu osób ich teorie to czysta abstrakcja i nie są w stanie dostrzec ponadprzeciętności ich prac, teorii, wzorów. Innym przykładem jest postrzeganie sztuki. Jedni potrafią docenić kunszt malarza, mimo, że dla innych jego dzieła składają się z nic nieznaczących kresek.

        • Mateusz Frontczak pisze:

          Piszesz, że przyjmujesz informację jako rzecz, która pochodzi od innego źródła wiedzy oraz uznajesz uzasadnienie informacji za ważny element do zaliczenia jej do trzonu wiedzy. Rozumiem z tego, że w takim razie jeśli informacja wychodzi ze źródła wiedzy to jest częścią wiedzy tego źródła, więc jest (przynajmniej dla tego źródła) uzasadnioną prawdą. W takim razie źródła wiedzy wymieniałyby się prawdami, co nie jest zgodne z rzeczywistością, ponieważ nie wszystkie informacje jakie przyjmujemy są prawdziwe, mogą również nie spełniać kryteriów uzasadnienia prawdziwości źródła, które tę informację nadaje (chociaż tutaj wchodzę już raczej na temat celowego wprowadzania w błąd).

          Chciałbym się również odnieść do stwierdzenia, że “wiedza może się narodzić wewnątrz nas, a nie tylko pochodzić z informacji”. Mam pewne zastrzeżenia, co do tego toku rozumowania. Prawdy lub bardziej ogólnie wiedza, do której dochodzimy sami, nie można określić jako takiej, która się w nas narodziła, ponieważ jest zawsze oparta analizą informacji pochodzącej z innych źródeł. Uważam, że informacje, które przyjmujemy “obudowane” są w inne poboczne informacje uzupełniające, jak np. skąd informacja do nas doszła, jak ją otrzymaliśmy. Tak więc łączenie kilku informacji i wyjście z wnioskiem nie uważam za narodzenie się w nas wiedzy tylko umiejętne połączenie dwóch lub więcej mniej lub bardziej powiązanych ze sobą informacji.
          Ponadto obserwacje również uznałbym za rodzaj informacji. Tak, kamień nie może nam przekazać, że jest ciężki. Możemy się tego dowiedzieć z obserwacji, np. przez próbę podniesienia go, ale to nie znaczy, że nie jest źródłem, który nadaje informację, Uważam, że każdy obiekt żywy lub martwy cały czas nadaje informacje dotyczące samego siebie, które można analizować.

  7. Maksim Szaszkow pisze:

    W tym komentarzu chcę odpowiedzieć na uzyskaną odpowiedź na mój ostatni komentarz. Dodatkowo muszę przeprosić za częste powtarzanie niektórych fraz, niestety jako że pisałem to całkiem szybko nie miałem kreatywności aby zastąpić je jakimś synonimem.

    Co do oczywistości, jest to miara relatywna, zależna od ilości wiedzy jak i poziomu zrozumienia danej materii przez jednostkę. Oznacza to że oczywistość wynika z czegoś, zatem nie jest to kryterium które jest wystarczające samo w sobie, musi być podparte czymś, jeśli chcemy stworzyć system logiczny zrozumiały dla każdego. Oczywiście definicja systemu logicznego nie narzuca tego żeby miał on jakąkolwiek wartość dla kogoś innego niż twórcy. Często można wytłumaczyć oczywistość aksjomatu w danej dziedzinie faktem, że buduje ona na innym systemie logicznym, zatem wymaganiem bezpośrednim jest zrozumienie pierwotnego systemu w wystarczającym stopniu.

    Co do wiedzy empirycznej, w wyabstrahowanej formie jest ona systemem logicznym który bazuje na następujących aksjomatach:
    – Prawdziwość świata fizycznego
    – Prawdziwość wyników obserwacji

    Warty odnotowania jest fakt że nigdzie nie jest założone istnienie badanej materii. Pierwszy aksjomat jest wymagany aby można było określi co jest przez system logiczny opisywane, bez tego aksjomatu nie posiadamy rozróżnienia między bytami stworzonymi przez nasz umysł, a tymi pochodzącymi od naszych zmysłów. Drugi natomiast zapewnia nam sposób badania materii, gdyż bez niego każdy opis stworzony przez nasz umysł mógłby być prawdziwy.

    Za pomocą tych dwóch aksjomatów możemy zbudować system wiedzy empirycznej, jednocześnie nie definiując systemu myślenia na którym opieramy się. Dzięki temu system logiczny empiryczny jest zbiorem wielu systemów logicznych, które były następnie oparte na aksjomatach najbardziej oczywistych czy fundamentalnych dla danych czasów. Taki opis powoduje że system logiczny empiryczny nie jest czymś co faktycznie istnieje, lecz daje początek dla faktycznych systemów. Tutaj bardzo dobrym porównaniem jest programistyczny interfejs ( system logiczny empiryczny ) jak i jego implementacja ( każde dowolne ujęcie świata bazujące na obserwacji jak i założeniach oczywistych dla danych czasów ).

    Tym co łączy system logiczny empiryczny z badaną materią są dodatkowe aksjomaty, które są nieuniknione aby móc tworzyć wiedzę empiryczną, ale nie należą one do rdzenia którym jest system logiczny empiryczny. Dzięki temu możemy wytłumaczyć czemu różne okresy czasu dawały nam inną wiedzę empiryczną, albo mówiąc inaczej, czemu z czasem widzimy że nasze poprzednie zrozumienie empiryczne świata jest niewystarczająco dokładne. Wynika z tego, że z rozszerzeniem wiedzy systemu implementującego dochodzimy do jego granic, gdzie tworzymy nowe doświadczenia i obserwacje ( które musimy uznać za prawdziwe z powodu rdzenia ), nie zgadzające się z naszym obecnym zrozumieniem świata. Wtedy dochodzi do tworzenia nowych aksjomatów a zatem nowego systemu logicznego implementującego system empiryczny.

    To wszystko pokazuje dalej że koniec końców każdy system logiczny jest tylko najlepszym przybliżeniem prawdy jaki jest dla nas w danej chwili dostępny.

    Kończąc wypowiedź, dalej stoję przy opinii że każda wiedza pochodzi z systemu logicznego opartego na aksjomatach, po prostu niektóre struktury zbudowane za pomocą tych zasad są abstrakcyjne ( system logiczny empiryczny ) i jedynie są początkiem dla faktycznych systemów logicznych które mają swój produkt w postaci wiedzy.

  8. Michał Dudzisz pisze:

    Punktem wyjścia do mojej wypowiedzi będzie komentarz Dominika Orlińskiego z dn. 22.04, ale chciałem też nieco rozwinąć tę myśl o swoje spostrzeżenia – dlatego piszę osobny komentarz. Określenia “bufora” i “trzonu” zaczerpnąłem stamtąd.

    Wydaje mi się, że obecnie, gdy mamy styczność z dużą ilością informacji docierających do nas z wielu różnych źródeł, uwidacznia się pewien sposób obchodzenia się z informacjami. Mianowicie co raz częściej odbieramy informacje i w natłoku różnych informacji, wiedząc, jak trudno jest całkowicie samemu je zweryfikować, zostawiamy je w pewnym (jak moim zdaniem dość trafnie określił to Dominik Orliński) “buforze”. Potrafimy takie informacje przekazywać dalej (np. rodzinie, znajomym) tylko dlatego, że nas zaciekawiły lub w pewien sposób się wyróżniły. Nie potrafimy jednak do końca ich zweryfikować i grzęzną one w owym pojemniku. Z czasem powoli przenikają (jakby przez samoistną dyfuzję w naszym umyśle) gdzieś głębiej, stając się filarami naszego światopoglądu.

    Czy moim zdaniem taki światopogląd jest “trzonem” naszej wiedzy o świecie? Wydaje mi się, że pod wieloma względami takim się staje – trudno jest bowiem o świadomy osobisty sąd. W wielu aspektach jesteśmy zmuszeni wierzyć osobom/instytucjom serwującym nam informacje. Wiele jest obecnie dziedzin, na których po prostu się nie znamy i nie dysponujemy fachową wiedzą pozwalającą nam taki osąd wydać. Jak radzić sobie w takich przypadkach? Komu wierzyć?

    Dochodzę tu w tym momencie do poruszanej już w dyskusji różnicy pomiędzy wiarą a przekonaniem. Moim zdaniem wiara nie musi dotyczyć tak abstrakcyjnych pojęć jak religia. Wystarczy zwykła wiadomość z dziennika telewizyjnego lub zauważony gdzieś nagłówek strony internetowej. W gruncie rzeczy ludziom nauki też wierzymy dlatego, że przez lata ich działalności zdobyli nasze zaufanie (patrząc z perspektywy ludzi nieobeznanych z daną gałęzią nauki). Przypomnijmy sobie dawnych pionierów nauki i jakie wtedy wywoływali reakcję – często odwrotne do zaufania do głoszonych teorii. Wydaje mi się, że sami mielibyśmy problemy z uzasadnieniem niektórych tez uznawanych przez nas za naszą wiedzę.

    Moim zdaniem świat stał się zbyt duży, by go rozumieć dogłębnie w każdym aspekcie, który do nas dociera. W wielu sprawach jesteśmy zmuszeni ufać, a nasz “bufor” na informacje pęcznieje i trudno utrzymać go uhierarchizowanym porządku.

    Co zaś tyczy się konkretnej, rzeczowej wiedzy jako takiej – uważam, że to właśnie uporządkowany i zweryfikowany z wysoką pewnością (i jednocześnie ze świadomością o możliwych niepewnościach) zbiór informacji.

  9. Mateusz Frontczak pisze:

    Jako wiedzę, rozumiem zbiór dostępnych (zapamiętanych) informacji. W momencie otrzymania informacji poddajemy ją analizie, “obudujemy” w pomocnicze informacje poza jej oryginalną treścią, co pomaga ją skategoryzować. Do tych informacji należy między innymi informacja o źródle, które nam tę informację dostarczyło. Po analizie informacji i możemy później przypisać temu źródłu wiarygodność na podstawie prawdziwości przekazywanych przez niego informacji, np. będziemy sceptycznie podchodzić do osoby rozpowszechniającej niesprawdzone informacje. Do wiedzy należą należą również informacje, których prawdziwość w procesie uzasadniania udało się podważyć, wiedza, które informacje są fałszywe również jest budująca i rozwijająca dla człowieka, ponieważ często w drodze do prawdy musimy najpierw wyeliminować informacje nieprawdziwe, np. w naukach przyrodniczych kiedy na podstawie informacji formułujemy hipotezę następnie próbując ją udowodnić, możemy przejść przez kilka nieudolnych prób zanim znajdziemy prawdziwe wyjaśnienie problemu.

    1) Według mnie czynność uzasadniania nie jest najważniejszym “łącznikiem” między informacją a wiedzą. Jako wiedzę określiłbym zarówno informacje, które udało się na drodze uzasadnienia określić jako prawdziwe jak i fałszywe. Wiedza, że coś jest nie prawdą również jest istotna dla człowieka. W takim razie co z informacjami, którym nie jesteśmy w stanie przyporządkować odpowiedniej wartości logicznej. Uważam, że te informacje dalej są istotne, ponieważ zapamiętane można starać się wykorzystać w analizie innych informacji, to też wiedza tylko uboższa o czynnik prawdziwości, informacja, której nie “obudowaliśmy” w odpowiednią wartość logiczną.
    Prawdziwości niektórych stwierdzeń lub wniosków obserwacji nie sposób określić bez odpowiedniego zestawu aksjomatów, które mogą ulegać zmianie, jak odrzucanie przestarzałych teorii naukowych, wtedy po zmianie systemu ponownie powinniśmy odnieść się do posiadanych informacji, których prawdziwości nie mogliśmy wcześniej stwierdzić lub udało się je podważyć

    3) Rodzaj uzasadnień powinien być dostosowany do rodzaju analizowanej informacji. W idealnej sytuacji wszystkie rodzaje uzasadnień powinny móc stwierdzić prawdziwość lub fałszywość informacji, lecz nie zawsze jesteśmy w stanie zastosować każdego rodzaju uzasadnienia uniwersalnie. Niektóre zjawiska fizyczne, można uzasadniać empirycznie jak również w odpowiedniej formie matematycznie, ale nie zastosujemy już matematycznego uzasadnienia do weryfikacji informacji o zdarzeniach, które miały miejsce. Jeśli zdanie można określić jako prawdziwe, powinno być tak samo uznawane niezależnie od użytego rodzaju uzasadnienia i nie uznaję wartościowania posiadanej wiedzy, ze względu na rodzaj użytego uzasadnienia do stwierdzenia jej prawdziwości.

    4) Tutaj chciałbym się zgodzić z wypowiedzią p. Kacpra z dnia 15. kwietnia. Również uważam, że zalgorytmizować i zautomatyzować można jedynie proces weryfikacji danych na podstawie przyjętych założeń. Komputer może wykonywać żmudne obliczenia i analizę danych na podstawie wytycznych wcześniej określonych przez człowieka. Rezultaty działania programu mogą zaskakiwać, bo mogą ukazać coś zgodnego z przyjętymi założeniami, co umknęło uwadze człowieka, jak wiadomo nie jesteśmy nieomylni.

  10. Michał Dudzisz pisze:

    W tej wypowiedzi chciałem ustosunkować się do pomocniczych pytań 3) i 4), o których bardzo niewiele wypowiedziałem się do tej pory.

    Różne rodzaje wiedzy przenikają się i dowód, że 2+2=4 nie miałby sensu, gdyby nie fakt, że można policzyć empirycznie przedmioty i stwierdzić to samo. Można przyjąć istnienie rzeczywistości, w której wcale takie prawa nie obowiązują i będzie to wtedy niewyobrażalne dla człowieka, gdyż według mnie ludzki sposób myślenia wynika właśnie z obserwacji świata, a nie na odwrót. W końcu mózg, jak przyjmujemy, wykształcił się w drodze ewolucji właśnie odpowiadając na bodźcie docierającej do nas rzeczywistości, to też do niej jest przystosowany. Oczywiście to potężne narzędzie, które potrafi się posługiwać różnymi poziomami abstrakcji, jednak każdy z nich jest jakoś związany z rzeczywistością i codziennym doświadczeniem. Stąd uważam, że nie można stwierdzić, iż wiedza matematyczna jest silniejsza od empirycznej, ponieważ ona z niej wynika.

    Rozumiejąc wiedzę, jako uzasadnione informacje, można by było stwierdzić, że “inteligentny” program komputerowy coś wie – ponieważ przy użyciu określonych algorytmów jest w stanie dopasowywać pasujące informacje, wybierać te prawdziwe oraz odrzucać fałszywe i tworzyć z nich matematyczne modele opisujące dany komputerowi mikroświat – jakiś dostępny mu przekrój rzeczywistości. Jednak aby przejść przytoczoną na początku dyskusji piramidę od danych do wiedzy, komputer może mieć problem już z pierwszym przejściem pomiędzy danymi a informacjami. Czy komputer faktycznie rozumie dane? Używa ciągów danych do obliczeń, jednak ich interpretacja bywa poczyniona przez człowieka przy implementacji danego zagadnienia.

    Czy komputer faktycznie potrafi wydać samodzielny osąd na temat informacji odnoszący się do jej prawdziwości bądź nie? Moim zdaniem takie osądy zawsze będą wynikać z implementacji człowieka wedle przyjętych przez niego założeń. Oczywiście również nasze osądy wynikają z ukształtowania biologicznego naszego mózgu, jednak również uczymy się oceniać świat pod wpływem jego samego i ludzi, z którymi mamy styczność. Wydaje mi się, że umysł człowieka jest znacznie bardziej plastyczny pod tym względem a jego możliwości pozwalają na świadome myślenie. Dlatego uważam, że nie można stwierdzić, że komputer coś wie – jest jedynie narzędziem (w pewnym sensie “przedłużeniem” naszego mózgu, dodatkowym procesorem), którym się posługujemy, by zrealizować automatyzowalne czynności opracowywane przez nas.

  11. KSZ pisze:

    “4) W jakim zakresie proces nabywania wiedzy można zalgorytmizować i zautomatyzować?”.

    Możliwe, że możemy znaleźć inspirację w naturze, a dokładniej w nas.
    Ludzki mózg posługuje się skrótami, które używamy na co dzień we wnioskowaniu [1]. Nazywane są heurystykami sądzenia i upraszczają proces weryfikacji informacji. Przykładem może być reguła “skoro tak mówi autorytet (ekspert), to tak pewnie jest”. Jest to pewnego rodzaju “automatyzm”, który nieświadomie stosujemy. Zamiast myśleć i rozważać argumenty stosowane przez mówcę od razu przekształcamy te informacje w wiedzę albo nawet w mądrość.
    Czyli pomijany jest krok “weryfikacji i uzasadnienia” oraz prawdopodobnie “wartościowania”. Taki algorytm zapewnia mniejsze obciążenie mózgu, skoro osoba “ważniejsza” ode mnie tak mówi to nie muszę poświęcać własnej energii na analizowanie argumentów. W większości sytuacji taki automatyzm jest bardzo praktyczny, jednak pojawia się problem, kiedy ktoś zaczyna to wykorzystywać na własną korzyść. Jeżeli sztuczna inteligencja będzie funkcjonowała w zhierarchizowanych strukturach albo będzie w stanie skategoryzować źródło informacji, to zastosowanie tego ludzkiego “automatyzmu” do implementacji algorytmu nabywania wiedzy wydaje się prawdopodobne.

    “(…) jakiego rodzaju wiedza jest najbardziej wartościowa (matematyczna, logiczna, empiryczna…)?”

    Według mnie ciężko jest to określić w kategoriach typu “matematyczna” itp. Uważam, że najbardziej wartościowa wiedza to ta, która wydaje się przydatna do osiągnięcia jakiegokolwiek celu ważnego dla bytu oraz która ułatwi podejmowanie decyzji w przyszłości (optymalizacja).

    [1] Todd, P. M., & Gigerenzer, G. (2007). Environments That Make Us Smart: Ecological Rationality. Current Directions in Psychological Science, 16(3), 167–171. https://doi.org/10.1111/j.1467-8721.2007.00497.x

  12. Aleksander O pisze:

    Uzasadnienie informacji to za mało, aby stała się wiedzą, a szczególnie żeby była prawdziwa. Do XV wieku człowiek w Europie miał informację o otaczającym go świecie, a tkwił w przekonaniu, że ziemia jest centrum wszechświata. A przecież informacje, podstawowe elementy wiedzy były zawsze te same. Znaleźć uzasadnienie można zawsze, ale może być ono błędne i dalsze wnioski również nie muszą być prawdziwe. Nie wszystko co jest logiczne musi okazać się prawdziwie. Wynika z tego bezpośrednio odpowiedź na drugie zadane pytanie. Sąd mający status wiedzy nie musi być nieomylny – nie każda wiedza jest poparta dobrym uzasadnieniem.
    Dlatego wiedza empiryczna, poparta różnymi dowodami jest według mnie najbardziej wartościowa. Ona buduje postęp ludzkości. Przekłada się na praktykę, pozwala budować nowe przydatne rzeczy. Jednak wszystko zaczyna się od myśli, stworzenia teorii, którą chociaż nie zawsze udaje się zrealizować, która jest zmieniana, bo odkrywane są nowe fakty lub ktoś je rozwija, to daje to podstawę do poszerzania wiedzy i dalszego rozwoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *