Niniejszy wpis ma charakter dość nietypowy, bo stanowi prośbę – prośbę do gospodarza blogu, Witolda Marciszewskiego, o przystępne objaśnienie propagowanej przezeń interpretacji leibnizjańskich monad. Potrzeba takiego objaśnienia wynikła przy okazji ostatniego wykładu, który był poświęcony pre-informatycznym ideom G.W. Leibniza (m.in. wynalazkowi kodu binarnego oraz idei calculemus).
Czy idee te wolno rozważać łącznie z metafizyczną koncepcją monad? A jeśli wolno, to na czym mógłby polegać informatyczny charakter monad? Są to pytania, których sens rozjaśnią zapewne wyjaśnienia Pana Profesora…
Aby jednak wyjaśnienia te nie zawisły w próżni, warto streścić na początek podręcznikową interpretację monady – taką na przykład, jaką można wyczytać w „Historii filozofii” Władysława Tatarkiewicza (tom II, rozdział o Leibnizu).
Oto jej główne punkty:
1. Monada stanowi najmniejszy możliwy byt metafizyczny – byt ukryty pod powierzchnią zjawisk, będący jednocześnie ich podłożem (określenie „metafizyczny” znaczy nadto, że byt ów stanowi przedmiot zainteresowania metafizyki, czyli działu filozofii).
2. Właściwości monad – bytów postulowanych przez metafizykę – można określić czysto rozumowo (apriorycznie), bez pośrednictwa zmysłów; podobnie zatem jak poznaje się własności obiektów matematycznych. Tak czyni Leibniz w „Monadologii” – dziele zbliżonym formą do tekstów logicznych.
3. Właściwości monad przypominają w pewnym sensie właściwości nieskończenie małych, niepodzielnych przedziałów w zbiorze liczb rzeczywistych. Są one (monady): niematerialne, niepodzielne, nieskończenie liczne, różniące się od siebie dowolnie mało (tworzą zatem nieskończony szereg ciągły), nie oddziaływujące na siebie nawzajem.
4. Pewną paradoksalną na pierwszy rzut oka cechą monad jest fakt, że zawierają one w sobie (potencjalnie) pełną informację o całym nieskończonym zbiorze wszystkich monad. Będąc elementem „minimalnym”, mieszczą w sobie zarazem informację „maksymalną”. (Żeby nie wydało się to aż tak paradoksalne, pomyślmy jednak o tym, że każdy przedział liczb rzeczywistych jest równoliczny z całym zbiorem liczb rzeczywistych).
5. Monady tworzą większe całości, w obrębie których wyróżnia się zawsze tzw. monada centralna (np. dusza w człowieku).
6. Monady są obdarzone zdolnością postrzegania, mniej lub bardziej intensywną. Ponieważ monady nie oddziałują ze sobą, tak naprawdę postrzegają swoje wnętrze – odzwierciedlające jednak cały zbiór monad, czyli cały wszechświat. Inne monady jawią im się w postaci materialnej.
7. Ze względu na wyrazistość postrzegania monady można uszeregować od „monad niemal ślepych” do monady doskonałej, „widzącej wszystko”, czyli Boga.
8. Każda monada stanowi byt dynamiczny, obdarzony wewnętrzną siłą/energią, rozwijający się niezależnie od innych monad, dążący do pewnego celu (znanego monadzie doskonałej).
9. Wszystkie monady, choć de facto na siebie nie oddziałują, są ze sobą idealnie zsynchronizowane (zharmonizowane), a twórcą i jedynym „wszech-widzącym” obserwatorem tejże harmonii jest monada doskonała czyli Bóg.
Podsumowując: monada stanowi byt niematerialny, prosty, nieskończenie liczny, tworzący skupiska, będący kopią-miniaturą całego wszechświata (całego zbioru monad), nie oddziaływujący z innymi monadami, ale idealnie z nimi zsynchronizowany, dążący do właściwego sobie celu i obdarzony swoistą (zindywidualizowaną) zdolnością postrzegania własnego wnętrza, w którym odzwierciedla się cały świat.
Czy o takim, postulowanym przez Leibniza, bycie można myśleć informatycznie, jako o programie komputerowym?
Z chęcią przyjrzymy się wyjaśnieniom Pana Profesora…
[A tym, którzy zechcieliby przyjrzeć się już teraz naukowemu kontekstowi tych wyjaśnień, polecam wpis Profesora w blogu p.t. „Problem złożoności obliczeniowej świata w dowodzie istnienia Boga w De Arte Combinatoria” (kategoria Światopogląd informatyczny), sprzężony z tym wpisem artykuł w CA-cafe (pod takim samym tytułem), a także wnikliwy komentarz p. Orzeszka wraz z odpowiedzią Profesora]